piątek, 12 marca 2010

Siła farmacji (cz.I)

Schodził coraz niżej. Krok za krokiem powietrze robio sie coraz gęstesze, stęchlizna podbita zgnilizną coraz gęstsza. Malutka lekarska latarka rzucała żółty krąg słabego światła. Czuł jak przerażenie paralizuje mu mózg, jednak nie mógł zawrócić. Z dołu cały czas dochodził krzyk ni to bólu ni przerazenia.

Wyjazd zaczął się jak zwykle. Przerwany obiad, uczucie irytacji ocierające się o wściekłość, szybkie zbieranie gratów i wreszcie kłus do karetki. Sprawdził szybko kartę wyjazdową - złamana noga, traci przytomność. Nawet nie skomentował. Kiedy rykneły sygnały, poczuł że cała wścieklizna powoli z niego uchodzi. Zawsze tak miał. Kiedy inni opowiadali o narastajacym stresie, problemach z kompensacją czy problemami ze snem, wzruszał tylko ramionami. Dźwięk sygnałów kojarzył mu się z bezpieczeństwem i nadciagająca odsieczą a w czasie dyżuru potrafił zasnąć zawsze i wszędzie, w dodatku mary nocne nie straszyły go po nocach. Jechali do pobliskiego miasteczka, jednego z postkomunistycznych górskich kurortów które teraz odcięte od źródeł finansowania zdychały powolną choc nieubłaganą śmiercia. Dumne ośrodki wypoczynkowe i sanatoria obracały sie z wolna w ruiny strasząc nielicznych turystów fasadą z wybitymi oknami i zniszczonymi drzwiami, które na kształt czaszek obdartych ze skóry nabierały diabolicznego wyglądu po zmroku.

Przemkneli przez wymarły rynek i skręcili w strone doliny. Przy drodze, niedaleko DW Słoneczko, stała babina, na oko stoczterdziestoletnia. Wysiadł z karetki.
- Babciu, wy to czekacie na karetke?
Babka przekrzywiła głowę i z pooranej bruzdami maski staruchy łypnęło zaropiałe oko.
- O, nonono - prychnęła sliną i wykrzywiła się w upiornym grymasie. Pokiwala na niego palcem jak by chciała przywołać do porządku niesforne dziecko.
- Babko! - udarł się jeszcze raz -Nie wiecie kto karetke wzywał?
- Aaaaa - starucha ze zrozumieniem uniosła nieco głowę. - Tam idzie - paluch z kilkucentymetrowym czarnym od brudu szponem wskazał ruiny domu wypoczynkowego.
- Iść z wami? - Franek zawsze był do pomocy chętny, ale z drugiej strony zostawić karetkę na takim zadupiu...
- Nie. Grzej samochód. Zobaczymy co się dzieje i najwyżej damy znać. Słychać? - ostatnie słowo powiedział do przenośnej radiostacji, rozległo się głośno z samochodowego radia. -No to w imie Boże.
Starucha nieco się zachwiała i ruszyła za nimi.
- A wy tam na co, babciu? Jeszcze se coś złamiecie.
Odpowiedzi nie zrozumiał - mieszanka przekleństw, starczej twarzy i sliny. Nie zamierzał się wsłuchiwać.

- Halo, jest tu kto? - juz dawno temu się nauczyl że pogotowie ma wchodzić głosno i wyraźnie. Zabezpiecza to przed dostaniem w łeb, przynajmniej w pierwszym momencie, w dodatku od razu ustawia hierarchie wartości. -Halo?
W środku panowała ciemność, słabe światło zmierzchu zostało skromnie na zewnątrz. Wyciągnał latarkę z torby, najnowszy nabytek z Allegro zapłonął 30 diodami z siłą małego słońca. -Halo?
- Tutaj... - z oddali doszedł jęk. Skręcili w lewo i przciskając sie ostrożnie przez zasypany rozbitym szkłem i połamanymi mebalmi korytarz doszli do klatki schodowej.
- O, kurwa - wyrwało mu się. Na schodach, głową w dół, leżał młody, moze dwudziestoletni mężczyzna. Po szybie, sterczącej z jego brzucha, zwolna kapała krew. W fioletowym świetle latarki wydawała sie być czarna. Wyjał szybę i swoim Victorinoxem rozciął koszulę chłopaka.
- Dawaj opatrunek.
Przycisnął szmaty do brzucha. Z rany wypłyneło z pół litra czarnej cieczy.
- Wkłucie. Sól zmontuj. Oklejka.
Pracował jak automat, niepomny jęczenia tracącego przytomność chłopaka.
- Dawaj - podpiął kroplówkę. - Przyduś, potrzebujemy szybko pół litra. Franek, weź wózek i chodź tu szybko!
- Idę. Gdzie jesteście?
- Od wejścia w lewo, pierwszy korytarz w prawo, za załomem są schody, tam jesteśmy. Swiatło weź!
- ...dooktorze..
- Będzie wszystko dobrze - skłamał. -Leż spokojnie, zaraz przetransportujemy cię do szpitala. Kazik, daj więcej szmat, trza to jakoś ucisnąć...
- ...Agnieeszka...
- Nie, Kovalik - poprawił odruchowo.
- ...na dole... Agnieeszsz..
- Bredzi - skwitował Kazimierz.
Ostry, nieludzki wrzask zagłuszył uporządkowane dźwięki ich działalności. Kazikowi z wrażenia medpakiet wypadł z ręki.
- No, to mamy Agnieszkę - Kovalik rzucił okiem w dół. - Gdzie sierota polazła?
Jego skrzywiona geba wyrażała mieszankę dezaprobaty i irytacji spowodowanej koniecznością łażenia po ponurym gruzowisku. -Proszę się nie ruszać, już po panią idziemy!!!
- Franeek, do kurwy nędzy!!! - udarł się do radia.
- Idee! - z korytarza dobiegł głos.
- Zapakujcie go i do karetki - odwrócił się do Kazika. -Zostaniesz z nim a Franka wyślij z powrotem. Daj mi torbę...
Usłyszał rumor i zaświecił w głąb korytarza zza załomu wylazł Franek, osłaniając twarz przed światłem. Zgięty, niósł pomarańczowe krzesełko.
- Latarki żeś nie wziął? - wybałuszył się ze zdumienia Kovalik. Odwrócił sie do Kazika i katem oka dostrzegł że oczy Franka zalśniły purpurowo w ciemności. Szarpnął sie w jego stronę. Starucha, porzuciwszy krzesełko, ze szponami wyciągniętymi do przodu leciała w jego kierunku. Widząc zblizającą się twarz, nieruchomą maske z jarzącymi sie oczyma, odruchowo zszedł z osi uderzenia sekwencją Back Step Monkey. Usłuszał bojowy ryk, zdażył jeszcze uchwycić błysk aluminiowej walizki, którą Kazio próbował zaatakowac staruche i zaległa ciemność.

Słyszał świergot ptaków i huk fal. Na twarzy czuł ciepłe krople... Otworzył oczy. Ani morza, ani ptaków. Z zakamrków ciemności wychynęła gęba staruchy. A to ci dopiero... Co to było? Z jekiem pomacał się po potylicy. Ale mi zasunął, kurwadziad jeden... Gdzie on jest? Zaczał wodzić rękami dookoła, w końcu po prawej stronie wymacał znany kształt torby lekarskiej. Słuchawki, Pharmindex, saszetka z narkotykami... Kurwa mać, nastepnym razem trzeba będzie wziąć Magnum 44 - parsknał rozbawiony i momentalnie skrzywił sie z bólu. Trzeba pamiętać żeby się nie uśmiechać. Usłyszał jęk.
- Halo? Haloo?? - z ciemności wróciło jedynie stłumione echo jego okrzyków. Przegrzebał torbę i wyciągnał lekarską latareczkę. Ha, jest światło. Wyciągnał rekę jak najdalej od głowy i zapalił. Gdzie ja jetem - pomyslał, dalej oszołomiony. Ptaki ucichły za to szum fal przeszedł w miarowe łupanie. Gdzie Kazik? W tym momencie jęk powtórzył się. Cholera, gdzies z dołu. Wsparł się na balustradzie i niepewnie stanał na nogach. Łupanie w jego głowie zmieniło sympatyczne 4/3 na arytmiczne 7/8. Starając sie opanowac mdłości rozglądnął sie wokoło. Schody w górę - schody w dół. Miło. Znaczy, gdzieś w przyziemiach jestem? Na schodach widać było krwawe ślady, najwyraźniej ktoś - czy raczej coś - ciągneło go w dół. Broń, przemknęło mu przez myśl - potrzebuje czegokolwiek... kucnał ostrożnie przy torbie i przegrzebał ją jeszcze raz. Juz miał ją cisnąć w kąt gdy w świetle zalśniła apmułka z żółta nalepka. Skolina. Uważając na łupanie w czaszce skrzywił się mściwie. Niech mi to truchło podejdzie pod rękę... Nabral wszystkie pięć ampułek, popatrzył krytycznym wzrokiem, po czym podzielił dawke na dwie strzykawki. Jęk doszedł go znowu. No to - nie będzie Niemiec pluł nam w twarz. Chciał nawet zanucić „Rotę” ale z gardła wyszedł mu jedynie charkot. Ścisnął w pięści strzykawkę, kciuk na tłok, latarka w druga rękę i zaczał leźć w dół.

Jakieś dziesięć minut później był sześc pięter niżej. Co oni tu mieli, tajny lab? Plotka gminna głosiła że wojskowi zrobili sobie w ośrodku schron atomowy ale bylo to traktowane na równi z opowieściami Boćka o UFO co go wyruchało w zesżłym roku przy skupie butelek. Haloo! - udarł się jescze raz. Tuutaj - odezwał się słaby głosik. Wlazł w korytarz. Za załomem leżała dziewczyna, noga załmana, pełno krwi wokoło. Jak ja ją stąd wywleke na górę?
- Prszę się nie de...- nie dokończył, zupełnie nieludzkim ruchem dziewczę rzuciło sie na niego, wytrącajc mu latarke z rąk. Odruchowo zasłonił twarz, na przedramieniu poczuł zaciskajace sie zęby. Uderzył strzykawką, wcisnął tłok. Odpowiedział mu niski charkot, nacisk zębów wzmógł się, zaczął tłuc na ślepo wolną ręką. Cholera, musi na te pokurcze skolina nie działa - pomyślał w popłochu i w tym momencie poczuł jak żeby puszczaja. Wyrwał rękę i nieco na pamięc zaczął biec w stronę schodów. Gdy zawadził ręką o futrynę, przystanał. Cholera, toż sam się zabije. Ignorując łupanie w czaszce i ból w ręce szedł, najszybciej jak mógł, wzdłuż poręczy. W końcu zobaczyl szary prostokąt drzwi i słusznie domniemując że musiał dotrzeć do poziomu gruntu, wybiegł na zewnątrz. Z oddali widział jak w karetce trwa jakaś szamotanina. Przyspieszył. Adrenalina wykrzesała resztki agresji. Dobiegając, potknął sie o jakieś śmieci i runął jak długi.

- Doktor!
Piekna syrena, w która wpatrując się dumał czy ją zeżreć czy też się w niej zakochać, wydarła sie jeszcze raz. - Dooktooor!
No czego hołoto walisz mnie po pysku, rzekł Kovalik, a w zasadzie chciał rzec. Z gardła wyszedł mu cichy jęk.
- Leż spokojnie, kurwasz mać! - twarz pieknej syrenki pokryła sie zarostem i dorobiła sie pulchnego, czerwonego nosa.
- Kazimiera? Znaczy, tfu - Kaźmirz? - zapytał, nie bardzo kojarząc co się stało.
- No a kto. Leż doktor spokojnie bo ci opatrunki spadaja. Zaraz w szpitalu będziemy.
- W jakim szpitalu? A staruchę zatłukłeś?
- Doktor, co ty pierdolisz?- Kazio wytrzeszczył gałki zadając kłam biologom twierdzącym że oko gekona jest ufiksowane najbardziej na zewnątrz czaszki. -Dziewczyna ma złamaną nogę, chłopak trochę krwawi z brzucha, dałem mu Gelafundin, chirurdzy juz na niego w SOR czekają - ale dawno nie widziałem żeby ktoś tak ładnie łbem pierdolnął we framugę. Co cię podkusiło żeby w tych ruinach biegać?

28 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Już czekałam aż zza rogu Jakub Wędrowycz wyskoczy :)

Pyszne :))

pozdrawiam
Ka.

akemi pisze...

Teraz wiadomo, jaka jest tajna broń anestezjologów i z czym łażą do piwnicy po ogórki kiszone;-)

Anonimowy pisze...

Łomatko, jak zwykle czytałam z wypiekami i z pytaniem, czy dochtor wyjdzie żywy z tych opałów :-)))
nika

doro pisze...

Yyyhhhh, to już mogę zacząć oddychać!
O mmmamo....

behemot pisze...

Super :)
Powinieneś wydać książkę z opowiadaniami...

doro pisze...

Indiana Jones i wyprawa do wnętrza piramidy to przy tym niewinna potyczka podwórkowa...
A książka miałaby kategorię polecalności "must have" ;)

Malutka... pisze...

Oj... Głowa musiała boleć Doktora ładnych dni parę... I śliwa murowana zdobiła też czas jakiś...
He he, przypomniało mi się, jak wlazłam w taką głęboką dziurę (jak cholera głęboką) po jakimś wybuchu na żwirowni... Nie szło mnie wyciągnąć, bo się ściany zapadały na mnie. Koniec końców udało się (nie wiem, jak, bo to dawno temu było). Finał był taki, że ja przemarzłam, ktoś złamał rękę (bo i orła latającego nad dziurą odegrał), ktoś miał szkło w nodze (bo piaski to różne bronie skrywają), więcej poszkodowanych nie pamiętam :)
Miłego dnia!

Katarzyna pisze...

Abi, nie myślałeś, żeby te opowiadania wydać w formie ksiązki? Masz takie pióro, że niejeden pismak może się schować!

Iwona pisze...

Morning Abi, ile jeszcze osob i jak czesto ma Ci kochany powtarzac,ze WYDAC powinienes te cuda??? Nawet najmocniejsza zielona herbata nie obudzi mnie tak dobrze jak przeczytanie codziennie Twojego bloga. Pozdrawiam

abnegat.ltd pisze...

O, widze ze sie spodobalo :)
Czasu mi wczoraj braklo na postprodukcje co widac niestety w stylu i literowkach. Dzieki za wyrozumialosc.

Poki co jeszcze bede was wprawkami dreczyl - a w przyszlosci - kto wie...

Ach, slawa ;D

(KK) pisze...

Ba, pewnie, że się podobało, ... - i tu miał być męski odpowiednik "kokietki", ale jakoś się powstrzymałam przed słowoTFUrstwem. Może ktoś ma pomysł? :))

inessta pisze...

My musimy Abiego powstrzymywać przed napisaniem i wydaniem jego opowiadań. Namawianie na wydanie nie skutkuje, to pewnie jak mu zabronimy to mus, ze wyda. :)) I wtedy poszalejemy: dwa dni bez spania, tylko czytanie i czytanie.

Anonimowy pisze...

Pewnie, że się spodobało. Ach dręcz nas, Abi, dręcz:))
ruda_

thalie pisze...

Abiku - cudniaste :)

kiciaf pisze...

:)

Iwona pisze...

Inessa: Wiesz Ty masz racje... Moj syn jak byl maly to wszsytko na odwrot ( na zlosc) robil, wychodzac z nim na spacer krzyczalam: na drzewo wlaz!, patrz kaluza, wskakuj!...z Abim moze trzeba tak samo, hehe. Milego weekendu

Nomad_FH pisze...

Abi: jak będziesz potrzebować kogoś od składu/DTP to już masz :D zarówno ja, jak i madziaro to takie grafikowe paskudy, co to niejedną książkę zrobiły :D

Swoją drogą - jaka reklama sprzętu - scyzoryków, latarek diodowych...
Właśnie pytanie - nie wygodniej Wam było używać (czy mieć na wszelki wypadek) jakiś dobrych czołówek? Zwłaszcza operując w takich rejonach.
Ja tam człek w latarki uzbrojony - diodówka w kieszeni, czołówka w drugiej - ew w plecaku :D
Do tego jeszcze w przyszłości dojdzie jedno takie maleństwo. Jak zacznie mnie być na nią stać.

A ta historia, to przypadkiem na Kozubniku się nie rozegrała? :D

akemi pisze...

@KK
Bo Abi to taka "nieśmiała pensjonarka", która wie, co w niej siedzi, ale jakoby jeszcze nie wie, co z tym zrobić;-)

Anonimowy pisze...

Właśnie, macie rację, trzeba Abiego zniechęcać do pisania.
Aaabiii, nie piiiiszzzz ;-P
I bój się pasa wydawać ksiunżkę ;-PPP
nika

abnegat.ltd pisze...

No normalnie - toz ja sie w sobie zamknę!
:D

Jako że się spodobało to otwieram cykl malutki - będzie kontynuacja. Kolejna część już juttttroooo....

Tekst juz jest, jeszcze post-checking wieczorem, coby stylistyke poprawić - i do boju...

Trochę się dziwnie czuję - bo do tej pory pisałem wspominki - a teraz wkraczamy w świat którego nie ma. Cholera.

luc.as pisze...

Trochę się pogubiłem :D
A teraz mam iść po ziemniaki do piwnicy...?
Mam jakieś stare puste zestawy strzykawki + igły. Brudne, będą lepsze, prawda ;-) ?
Naładuje je nervosolem :P
Nie rzucim ziemi...

Anonimowy pisze...

niesamowite!! wciągające!! przerażające!!
czołówke już mam ;p tylko do prawa wykonywania zawodu mi jeszcze z 3 lata brakują ;) Ale sie poważnie zastanowie czy marzy mi się zwiedzanie piwnic i innych tego typu fascynujących miejsc ;)

pozdrawiam
strepto

(KK) pisze...

Inessta, wiesz, zadumałam się. Bo zobacz, jak Abi wyda książkę będzie jeden-dwa wieczory i po robocie. A tak, mamy codzienną, limitowaną porcję smaczków. Więc może jednak, Abi, daj se spokój, nie waaaarto! :)))
Akemi, ROTFL :D

Anonimowy pisze...

pozdro i nara
za 2 tygodnie mam tydzien z malzonkom i dzieckiem (11 man ) w londynie.
Abi prosze rzuc jakies haslo co powiniene a co nie widziec a z reszta juz sobie poradze.
dzieki.
Na pewno mi odpiszesz?!!
obom

Anonimowy pisze...

a jak nie to tez dzieki poraz kolejny za codzienna lekture
obom

abnegat.ltd pisze...

Obom, Londynu nie znam. Byłem kilka razy ale to na statek, służbowo ;) - miejsc tzw do zwiedzania nie znam. Widziałem National Gallery - polecam, warto, przejechałem się Big Aye'm - tez myslę że można, a co do reszty - pojęcia nie mam. Myśmy się przejechali takim autobusem, płacisz jeden bilet, jest ważny cała dobe, chyba 25 funtów ode łba - i jeździsz po najciekawszych miejscach. Możesz wysiąść i wsiąść w dowolnym momencie. Wrzucimy temat w temat ;) - może dobrzy ludzie pomoga.

Anonimowy pisze...

fantastyczne! czytałam z zapartym tchem, czy dochtór wyjdzie z opresji cało. i ruiny jakie malownicze i mroczne, pobudzają wyobraźnię.
Zabieram się za kolejne części ;)

Gerwazy

abnegat.ltd pisze...

Gerwazy, thx.
Witaj :)