wtorek, 30 marca 2010

Kara boska

Jako że więzi rodzinne trza podtrzymywać, zadzwoniłem ostatnio do ancestora celem zebrania wywiadu podstawowego. Co słychać, co widać i jak mu whisky smakowała. Gawędząc sobie leniwie a niezobowiązująco doszliśmy do single malt whisky, po czym padło pytanie co ja teraz preferuję. Odrzekłem zgodnie z prawda że w zasadzie jedyny płyn jaki spożywam to woda mineralna, głównie z bąbelkami. Chwycił się za głowę wstępny (z pierwszej linii) mój i przytoczył pracę wskazującą że trzeźwi umierają wcześniej, w bólach straszliwych - i w dodatku pozbawiają się tej odrobiny przyjemności jaką daje lampeczka na dobranoc. Wytoczyłem działa ostrej trzustki, wątroby marskiej i ogólnego zdziadolenia, alem trafił źle, bo do tej pory w ping-pong'a mnie obija. Coś tam jeszcze marudziłem na temat wpływu zgubnego na wydolność na treningach i w końcu niechętnie przyznałem rację. Impregnacja rzecz podstawowa. O dekalcyfikacji nie wspominając.

Skoro się rzekło a...

Cos nas nosiło na ekstrawagancję kulinarną. Może chińczyk? Albo kuri-tonduri?? Kurczaki z KFC??? W końcu stanęło na krewetkach. W Tesco akurat promocja, worek ćwierć kilowy za 2 funcisze king-size'ów kusił z półki, wiec w koszyczku pięć się znalazło nie wiedzieć kiedy. Zadumaliśmy się nad postacią - wykwintna czy dla ubogich? W końcu stanęło na tej pierwszej, czyli a'la Greg. Pomidorki, bazylia... I tu pojawił mi się przed oczami ancestor mój, z nagana patrząc w oczy - tyle cholesterolu chcesz pan zeżreć? Niczym go nie spłukując?? Toż żyły się zatkają, tętnice takoż - i będziesz waszmość srał pod siebie w kwiecie wieku!!!

Uległem.

Podstępnie wysyłając ASP po białe pieczywo, pognałem do Flacha Bay - co w sumie można by ze słuchu nie tyle przetłumaczyć jako "zatoka flaszkowa" ile "flaszke se kup". Zamarłem. Niestety, wychowanie w PeeReLu lat osiemdziesiątych pozostawiło mi w mózgu skarlały ośrodek decyzyjny. Mianowicie potrafię podjąć decyzję kupić - nie kupić, na przykład jak widzę kostkę masła solonego czy dziesięć rolek papieru toaletowego, to natychmiast kupuję, ale gdy pole wyboru rozszerza się na decyzję "którąż to flaszeczkę z zaprezentowanych tu czterystu dwudziestu chciałbyś kupić, piękny kawalerze?" - głupieję zupełnie.

W końcu sięgnąłem po Pinot'a Grigio, włoskie, bo jakoś mi się dobrze kojarzą i zamarłem nad drugą flaszką. Brać taka samą? A może inną? I - szlag jasny trafił - skusiłem się na Appellation Bordeaux Controlee, co ją jakis matoł wrzucił do win włoskich. Piękna buteleczka, śliczny kolor...

A w środku 13% roztwór wodny alkoholu, zaprawiony cukrem i żółta farbką.

Kara boska za grzechy i kupowanie wina w Tesco...

42 komentarze:

akemi pisze...

Uuuu... a nawet buuu...
Za bardzo odwykłeś, czy jak, że nie wiesz, co kupować???:D

abnegat.ltd pisze...

A bo mnie zmylily ;)

Tak na marginesie - chyba pierwszy raz w zyciu wylalem cala flaszke - cala flaszke do zlewu.

Zgroza.

Anonimowy pisze...

Impregnacja rzecz podstawowa. O dekalcyfikacji nie wspominając.
:-))))
Łomatko, to bimberek z mirabelkami lepszy od frhancuskiego wina w Tesco? Kuniec świata! ;-P
nika

abnegat.ltd pisze...

Mika, mirabelkowka jest absolutnie najlepsza :) I zabija robaki.

Zadora pisze...

Te francuskie berbeluchy się nie nadają do picia. Skutecznie mnie zniechęcili swoimi smakami. I nie chodzi o cholerną cenę. Ale w tym samym przedziale cenowym, bliskim niskich-średnich nie obronią się smakiem w relacji do innych producentów. Na te drogie dla snobów niech snoby się łapią. U nich kubki smakowe reagują na nalepkę z ceną.
Ta wersja krewetek nie jest wykwintna, chyba że wykwintna w swojej prostocie :)

Anonimowy pisze...

Zabija robaki :-DDD Spadłam z krzesła :-DDD
To może też zabiłaby tego mongolskiego robala, co podobno prądem razi? :-)))
nika

kiciaf pisze...

Wylałeś pinot grigio czy bordeaux? Bo jeśli pinot grigio, to się nie dziwię. Mnie już nawet przeszła chęć na kupowanie wina nawet we Włoszech w sklepie. Najpierw degustacja, potem zakupy.
Wino od dłuższego czasu nabywam u jednego takiego domokrążcy. Przynajmniej wiem, że się nie otruję, jak dam w prezencie, to nie będzie wpadki, a już nikt na pewno nie wyleje tego do zlewu.

abnegat.ltd pisze...

Greg, ponoc to co dobre, sami pija, a na eksport idzie prima sort odpadowy. To co kupilem to nie bylo wino tylko jakis syf alkoholizowany. Z francuskich to jeszcze Cote du Rhon robi pijalne wywary. Szczerze powiem ze najbardziej lubie australijskie, choc Hardys, ktorego lubie i polecam, ma chyba domieszke czrnej porzeczki. Pare razy mialem po tym nie tyle kaca ile wredne bole glowy. Chilijski chardonay jest mniamusny - ich odmiana jest dla mnie duzo lepsza.

A z francuskich poki co mnie wyleczyli.
A krewetki wedle Twojego przepisu wykwintne sa. Choc troche ten przepis zmieniam za kazfym razem ;) Ostatnio sos sojowy i czosneczku duzo...

Zaplulem sie, cholera...

Nika, i szkliwo tez wyczysci ;)
Tego mongolskiego nie znam. To sie je czy pije?

abnegat.ltd pisze...

Kiciaf, Pinocik byl bardzo zacny. Taki ryzlingowaty bardziej niz chardonejowaty. Do zlewy poszlo to cos z nalepka Bordeaux. Tfu.
A od domokrazcy kupowalem przez kilka lat, jeszcze w Polsce. I w koncu przywiozl mi za ciezka kase kompocik alkoholiziwany. Od tej pory sam se kupuje. Ze cwierc ceny ;)

Anonimowy pisze...

Abi, ten mongolski robal to jest jakiś zwierz legenda. Podobno żyje na pustyni mongolskiej, wygląda jak monstrualna dżdżownica i zabija prontem (prądem znaczy :-)
Ja to raz wygóglowałam (chyba "mongolski robak śmierci") i spadłam z krzesła ;-D
Chociaż, kurdesz, może jest jakaś jadowita stwora na pustyni. A nuż, a widelec mirabelkówka dałaby sobie radę z tym paskudztem. Pokropić gada i wywali brzucho do góry :-DDD
nika

ewiater pisze...

To ja polecam (ale obawiam się, że nie do nabycia w UKeju) wina krymskie i mołdawskie. Co prawda ciężkie i w większości słodkie, ale za niską cenę można się podelektować. Serio, serio.

Sama uskuteczniam nalewki (w sensie robię). Właśnie dojrzała jeżynówka z goździkami - świetna na żołądek i daje kopa ogólnie :) Będzie na świętowanie Wielkanocy.

Nomad_FH pisze...

Krymskie są ciut za słodkie jak dla mnie. Ale już bułgarskie (jeśli chodzi o opcje ekonomiczną), południowoamerykańskie, czy australijskie - mniaaam :D
A to Bordeux o ile to jest to o którym myśle - masz rację, jest paskudne. Jakoś mi nie podchodzą wina włoskie, jeśli już to jeszcze z hiszpańskich parę razy zdarzyło się pić coś ciekawego :)

basia pisze...

Taaak - wina i supermarkety brytyjskie - it's a hit-n'miss business... ;(

Ale krewetkowe promocje pamiętam doskonale i nieodmiennie zazdroszczę!

abnegat.ltd pisze...

Nika, wystarczy wypic. Zaden gad sie nie polasi na padline tak zakonserwowana ;)

Eviater, ja jakos wytrawne tylko... Ogolnie tutaj nie jest zle, za piatke mozna calkiem fajny smak kupic - ale najwiecej dziadostwa nie do picia ma francuskie metki. A apelacja Bordeux jest nic nie warta. De pay'sy z innych regionow czestokroc sa lepsze.
Bede unikal :]
A naleweczki i owszem. Taka orzechoweczka...

Nomad, chilijskie, poludniowoafrykanski, australijskie... Co kto lubi :) Do miecha lubie shirazowate, do popijania przedtelewizornego merlota. A Piociki biale fajne sa - najlepsze jakie pilem bylo chorwackie. Echch... Nie ma to jak siedzac w pracy, stukac o alkolibacji :D

Basiu, tu sie cos dziwnego dzieje. Te Tescowe Kingi, 8 funtow za kilogram, to nie byla promocja tylko regularna cena - jak sie okazalo.
Trabili osratnio ze krewetki to cholesterol w czystej postaci, moze zainteresowanie spadlo?
Dla krewetkozercow - sama radosc :)

Mała Mi pisze...

Oooooo... to musiał być ból... mężczyźni słodkich chyba nie lubią :)

Twoje zdrowie :)

Anonimowy pisze...

Nie wiem o czym te wszystkie rozprawy:( Widzę,że tylko ja jedna w towarzystwie WinoZDalekaOmijająca.
ruda_

Nomad_FH pisze...

Abi: ostatnio sączyłem czerwone Martini (dostałem na imieninki), jednak - samo to o wiele za słodkie, dopiero lekko rozczieńczone, plus trochę lodu robiło się zdatne do picia (tak, wiem rozccieńczać - zgroza :P). Ja też jakoś tak wytrawne, ew półwytrawne :)

abnegat.ltd pisze...

Kochani, zeby rzecz uscislic: to nie bylo wino.
To byl sprytus woda rozcienczany z sokiem winogronowym, zapuszczony cukrem.
Wiem, bo takie drinki kiedys sie robilo, choc z lepszej wodki i soku.
To co kupilem to jest jakis pieprzony zart Francuzow.
Predzej mi kaktus wyrosnie niz cos z bordeaux kupie :P

Mi, slodkie jest brrr ;)

Ruda, sie mi na starosc tak porobilo. Wczesniej jakos preferowalem ziemniaczanke ;)

Nomad, Martini to jest u mnie objawem najwyzszej desperacji :D
Chyba ze w drinie...

Anonimowy pisze...

O wstrętny Abnegat, diabeł wcielony!

Na wino, łyskacze i wszystkie inne alkoholodelikatesy, mam embargo (jeszcze z pół roku...), na różne owocem morza - literatura jakimiś listeriozami czy innymi libellami straszy, chociaż pono świeżego lokalnego śledzika mi wolno!

A francuskich win to nawet w ramach ciężkich studenckich cięć budżetowych unikałam, zawsze trafiły się jakieś 'kocie siuśki', chociaż niby sąsiedzi Włosi byli zadowoleni.

Niezłe chilijskie czy południowoafrykańskie można u nas nabyć po 4 - 5 eur za butelkę, a takie bardziej szczochowate, ale zdatne do konsumpcji parkowej - 3 - 4 eur, w najdroższym supermarkecie.
Jak już nie miałam czego wybrać, to brałam białego 'Czarnego Kota', i zawsze mi pasował.

Jak już mi się ssak urodzi i odczepi od cyca (nie krzyczeć, żem wyrodna matka!), to z tego wszystkiego wybiorę się na jakąś małą grecką wyspę z miejscowym raki i miejscową retsiną, tak zmrożoną i tak ciężką od ziół, że nie czuć jej potencjalnej szczochowatości.
Trafiło mi się też kiedyś wino hiszpańskie, czerwone oleisto-wytrawne, takie pod ciężkie mięcho (miałam fajny chlebek z ziarenkami i domowy pasztet z czerwonej fasoli jako 'tańszy odpowiednik'). Niestety, opróżniona butelka się zutylizowała, i nijak nie odtworzę, co to było.

A w Londku-Zdroju dwa lata temu włos nam się zjeżył, jak wzięłam flaszkę z półeczki 'średniej' w Sainsbury's, i na paragonie pojawiło się ponad 6 quids! Granda. Dobrze, że następne fundował absztyfikant szwagierki ;), to brałam takie w standardzie 4 - 5 euro po 'złej' stronie Kanału.

Groet,
Sarah

doro pisze...

Też mam syndrom peerelu to się nauczyłam i recytuję do pani Lodzi z monopolowego : "poproszę o egri bikawer dwa razy, tak, proszę zapakować w reklamówkie;)"

abnegat.ltd pisze...

Sarah, pilem kiedys takie cos, Valencja bodajze. Fajne, dlugi smak i zdeczka przyciezkawe - choc mu syrahowato-shirazowatych daleko.

Doro, bycza krew :) To bylo jedyne co mi smakowalo z demoludow. Tutaj tego nie uswiadczy, niestety...

Anonimowy pisze...

dobrze, żeś wylał. Przynajmniej ozt się nienabawisz..serio, serio bo mam koncept, ze coś dodają promili i dużo łatwiej o załatwienie trzuchy

a z klimatów winiarskich mniamuśne są gruzińskie na ten przykład Kolhida :D

Malares

abnegat.ltd pisze...

Malares, tego nie znam.
A alkohol w winie da sie wyczuc bez problemu.
Ale to pobilo wszelkie mozliwe granice kurewstwa xD

kiciaf pisze...

Jedno egri bikaer leżakuje u mnie już kilka lat. Jeszcze nie było takiej sytuacji, by w desperacji ktoś to chciał otworzyć. Ale jak byś chciał, to nawet jestem gotowa wysłać ci to za morze... ;)

abnegat.ltd pisze...

To bigosu nie robilas ostatnio?
;D

Anonimowy pisze...

oj da się, da te wzbogacania wyczuć
na mojej top liście znajdują się jeszcze ash tree i cudge creek (australijskie):D


Malares

Maria pisze...

Krewetki smażę na oleju carotino(mają piękną barwę), na koniec podlewam je białym winem, które ma odparować.
Na tę okoliczność kupuję Sofię.
Miałam też białe francuskie wino 5 razy droższe, na okoliczność degustacji.
Niestety Sofia okazała się zaskakująco dobra, w przeciwieństwie do drugiego.
Zamieniłam przeznaczenie butelek.

Tak sobie myślę, że Sofii nikt nie chrzci.

Jest zaskakująco dobra - zachęcona kupiłam czerwoną, Sophia melnik pw, lub w- jest lepsze niż Bycza krew nieporównywalnie.

Wina argentyńskie są bardzo dobre.
Lepsze i tańsze od chilijskich.
Krzewy winne mają lepsze warunki naturalne, a wina nie są tak mocno reklamowane:)

Maria pisze...

To są oczywiście wina z dolnej półki.

doro pisze...

Melnik i Bikaver są jak kobieta po 30 - zna swoją wartość i niczego nikomu nie musi udowadniać ;DDD

Ja ostatnio dorwałam musujące wina z Lidla po 12 zł za flaszkę, są lekkie, pyszne, nie kacowate i pasują do wszystkiego!
Też mam fazę na krewetki ostatnio, też podlewam sophią - pół wypijam w trakcie gotowania.

Jest taki staroangielski średniowieczny (?) przepis na wino z cynamonem, gożdzikami i migdałami, jak znajdę to podeślę, robię je od wielkiego dzwonu, gdy przyjadą przyjaciele. Przepis zaczyna się od słów : "weż li wino półwytrawne,czerwone, wystarczająco tanie, aby jego smak Cię nie odrzucał ;PP" generalnie jest trochę paprania i przelewania przez gazę ale efekt wspaniały!

Maria pisze...

Dla mnie wystarczająco dobre:DDD

Ta konserwacja, to niezłe tłumaczenie.
Szczupły wysportowany, młody i piękny.
TAK TRZYMAĆ
Panie doktorze
Pacjentki po wybudzeniu pewnie będą myślały, że są w raju.
A tu proszę - wino czyni cuda:)

kiciaf pisze...

Mogę się przyznać bez bicia, że osobiście to bigosu nie robiłam nigdy w życiu. A co gorsze, albo jednak co lepsze, nie zamierzam. Na szczęście nie muszę, Wąż też nie lubi. :)

Anonimowy pisze...

Wino fancuskie wylać.
Taaaaak, znam to ;)

Będąc w podróży poślubnej w Paryżu (wycieczka) kupę lat temu, postanowiliśmy ze ślubnym zakupić francuskie wino w małym sklepiku.
Wróciliśmy do hotelu, odkorkowaliśmy to wino, nalali do kubków (bo to tani hotel był - wycieczkowy, z łóżkami piętrowymi :D ), i łyknęli zacnie.
Kwasielizna poraziła nasze kubki smakowe tak, że pomimo szpanu pt. 'piliśmy francuskie wino w Paryżu', zawartość butelki poszła do kanalizacji stolicy Francji ;)

A z win najbardziej mnie zachwyca słodka, aromatyczna, wyrazista cypryjska Commandaria !

T.

abnegat.ltd pisze...

Malares, to
na liscie "kupowac" czy "chooooduuuu..." jest?

Mario, to karotino tez zakupilem - ale takie ... Bezsmakowe jak dla mnie. Wole zwykla z oliwek, pod koniec dmazgnia dodaje troche masla, co zdecydowanie poprawia smak :) Polecam.
Argentynskich nie znam. Nie wiem czy tu w ogole maja.

Doro, czyli do konsumpcji wlasciwej wina brak? ;) Troche to prxypomina pieczenie piernika z koniakiem...

Kiciaf, Dzizzazz... Znaczy - nie lubisz bigosu? Nic to, zeby zostac Prawdziwa Podhalanka, miske trza zjesc. Na polu ;D

T., mysmy z ASP zakupili na powitanie nowego tysiaclecia szampan prawdziwy z Szampanii. 200PLN za flasxke. Okazuje sie ze podniebienie trenowane Sovietskoje Igistoje przelknac tego mie jest w stanie 8[\]

kiciaf pisze...

Ja tylko nie do końca rozumiem po co ty chcesz na siłę te prawdziwą podhalankę ze mnie uczynić? Wszak zawsze farbowana warszawianka ze mnie wyjdzie...
Bo ja jestem z miasta. To widać, słychać i czuć. :)

abnegat.ltd pisze...

Jakes nurkla miedzy wrony... Nic sie nie boj - Wojtek robi takie cudenko ze nawet uczuleni na kapuste prosza o dokladke.
Tak na marginesie - tez jestem przyjezdny. Tylko 35 lat wczesniej :)

kiciaf pisze...

A nie słychać... :)

Z kuchnia Wojtusia polemizować grzecznie nie będę...

Nomad_FH pisze...

Eh ja też niebigosojedny (tłumacze - nie jedzący bigosów) - mój tatusiek robi rewelacyjny (podobno), ale cóż z tego - tak samo jak kapusty kiszonej, ogórków kiszonych etc.
Jeśli chodzi o sophie - lubie, często kupuje (jeśli chodzi o dolną półkę). Nic nie pobije Sophia rozlewana w Stara Zagora rocznik 2002 :D musiał być jakiś b. dobry rocznik wtedy :)
A carskoye Igristnoye - zacne, zwlaszcza ze u nas czasem chodzi po 4 zl/szt :D

abnegat.ltd pisze...

Kiciaf, dziecieciem bedac chudziutkim a chuderlawym wzbudzilem niepokoj rodzicieli, ktorzy to w koncu wywiezli mnie z krolewskiego miasta na wies podhalanska. Jestem chodzacym dowodem ze powietrze tam swieze i zdrowe, a synteza dehydrogenazy alkoholowej, odpowiednio stymulowana, moze osiagnac zawrotny poziom :[|]

Nomad, z dolnej polki to jest Czuczo. Poprosilismy kiedys o takowe na Slowacji bedac. Pan sie trzy razy upewnial ze wiemy co kupujemy, po czym zamknal drzwi i spod lady wyciagnal wino siarkowo-jablkowe, zdrowo gazowane. TO jest dopiero polka z samego dolu :
XD

Anonimowy pisze...

"synteza dehydrogenazy alkoholowej, odpowiednio stymulowana, moze osiagnac zawrotny poziom"
czy to ma coś wspólnego z odwodnieniem? ;-D
nika

abnegat.ltd pisze...

Nika, zazwyczaj na drugi dzien po treningu :D

Anonimowy pisze...

:-))))
nika

Nomad_FH pisze...

A zawartość siarki w winach marki wino, to na lekcjach chemii (a własciwie na laborkach) sprawdzaliśmy z nauczycielką (w szkole średniej) :D Fakt - najpierw sprawdzaliśmy, a później - ona upewniając się, że drzwi pracowni są zamkniete stwierdziła, że przecież reszta się nie może zmarnować :D (a w ramach doświadczeń miały być zakupione 1 wino na 2 osoby) :D
Organy ścigania powiadamiam, że to się dawno przedawniło i wogóle to wymysł mojej wyobraźni :D