sobota, 25 października 2008

Odwrocic czas

Przeczytalem ostatni post Agregata ktory sprowokowal ten opis.

W gorach, w nocy w trakcie dlugiej jazdy starszy pan wylecial z drogi. Samochod dachowal, jedno z dzieci na tylnym siedzeniu wypadlo przez okno i zostalo przygniecione. Kiedy przyjechalismy na miejsce zajelismy sie reanimacja dziecka- pozostali byli w na tyle dobrym stanie ze mogli poczekac na kolejne karetki. Pracowalismy dlugo mimo ze doswiadczenie mowilo ze nic tu po nas.

Pan starszy biegal w kolko i szukal swojego psa. Nie interesowal sie wnukami, zona - jedyna bezpieczna przystania byl jego pies. Dekompensacja pourazowa. Psychiatrzy mogli by wiecej na ten temat powiedziec.

Nie chce was epatowac opisami, nie o to tu chodzi. Pamietam taki bezwlad po akcji, gdy siedzialem w karetce z martwym dzieckim na noszach. I uczucie ze w ogole nic nie czuje. Nie chce mi sie mowic, ruszac. I tylko krew pukajaca w opuszkach palcow.

I chcesz miec wtedy moc by odwrocic czas.

8 komentarzy:

eee-live pisze...

Abnegat niestety wiem co to za uczucie :( Jak jeszcze dojeżdżałam do technikum byłam jedynym świadkiem wypadku (200m od szkoły). Facet jechał z dzieckiem i z boku wyskoczył mu inny samochód ( kierowca pijany). Dziecko było w foteliku ale uderzenie było akurat w nie. Ojciec dziecka stracił przytomność, pijanemu nic się nie stało, a dziecko zmarło mimo mojej reanimacji chwilę przed przyjazdem karetki. Do teraz widzę twarz tego dziecka :( Miało 1,5 roku.
:(

Zadora pisze...

śmierć jako nieodłączna część życia jest wokół nas. To nie tabu - to rzeczywistość. A ludzie zamykają oczy!

eee-live pisze...

Agregat niestety smutna rzeczywistość :( Niestety wiem o tym aż za dobrze :(

Zadora pisze...

Ale też czasm ludzie, żyją jakby już martwi byli. Tak nie wolno. Co za marnotrawstwo, swojego życia i bliskich.

eee-live pisze...

Chodzi Ci o podejście typu " nie zmienię dachu, bo i tak tego nie wykorzystam"? To niestety dewiza mojej rodzicielki.

Zadora pisze...

Chodzi mi np. o domy, w których emocjonalnie panuje atmosfera "grobowca rodzinnego".
Albo np. naszą polską zawiść, którą ludzie niszczą siebie nawzajem i tracą sens życia.
O śmierć nie tylko fizyczną ale i emocjonalną, którą fundują sobie i innym na wiele sposobów i z wielu pozornych przyczyn.
A postawa "po mnie choćby potop" ma wiele odmian. Starsi, którzy nie chcą pozwolić młodszym na jakieś działania bo co im bądą głowę zawracać, repatriantów na ziemie odzyskane, którzy nie będą remontować bo to nie ich, niemieckie i jak wrócą to im zabiorą, tych którzy kiedyś jednym zabierali, żeby samemu zniszczyć (dwory, majątki, kulturę ziemiańską) itd. Tak można by w kółko tylko ja nie chcę narzekać. Bardziej żyć się chce a nie rozdrabniać przez ludzką małostowość.

tanczaca w deszczu pisze...

Śmierć jest zawsze końcem świata i zawsze jest niesprawiedliwa. Zawsze jest bowiem coś, czego się nie zdążyło. Innego końca świata nie będzie...

Anonimowy pisze...

I jeszcze przychodzi za szybko...
W piątek moja koleżanka wzięła tydzień wolnego, by pobyć w domu z umierającą Mamą. Mama zmarła tuż po jej przyjeździe.

konfliktowa