sobota, 20 grudnia 2008

Medium

Wezwanie z gatunku tych ktorych nie lubie. Otoz mianowicie ludzie we wsi zauwazyli ze od kilku dni ich sasiad przestal sie pokazywac publicznie. Brrr... Zazwyczaj oznacza to znalezisko w stanie rozkladu. Albo nadjedzone nieco przez mejscowa faune. Zaraza.

Zajezdzamy z fasonem, na sygnalach. Jezeli ktos w domu jest, to moze sie pokusi o wygladniecie przez okno? Nie pokusil sie. Dom zamkniety na glucho, firanki zaciagniete. Zaczalem zbierac wywiad od sasiadow. W domu mieszka dwudziestoparolatek, bez pracy, na zasilku. Stracil rodzicow w wypadku kilka miesiecy temu i zrobil sie dziwny. Od jakiegos czasu przestal z sasiadami rozmawiac. Sasiadka z dobrego serca zakupy mu robila i zostawiala na parapecie na oknie. Zazwyczaj zarcie znikalo. Ale ostatnie zakupy zostaly tam gdzie je postawila.

I co ja mam niby z tym pasztetem zrobic? Jak gosc nas potrzebuje a ja sobie tak bede stal i dywagowal to jeszcze za nieudzielenie pomocy umierajacemu odpowiem. A jak wleze do srodka przez zamkniete okno, a potem okaze sie ze facet do Ustronia pojechal do spa - to za wlamanie. Cool.

Wezwalem policje. Zapowiedzialem ze na podstawie wywiadu podejmuje decyzje o wejsciu do domu, a oni sa tu coby mienie zabezpieczac i na rece patrzec. W trakcie poszukiwania lomu okazalo sie ze przegapilismy tylne drzwi. Byly otwarte. Weszlismy. W domu pusto, nie smierdzi - to akurat milo, znaczy ze nic sie w okolicy nie rozklada. Jeden pokoj na klucz zamkniety, za szyba jakis ruch. Najwyrazniej chlopisko zyje.

Trudno powiedziec ze udalo sie mi go wciagnac w jakiekolwiek pertraktacje. Po kilku minutach poprosil grzecznie zebysmy wyp.ali i to byl koniec jego expose. Szyb tluc nie lubie, pokrwawic sie mozna albo i komu krzywde zrobic. Szarpnalem za listwe mocujaca - wylazla. Dobrze jest. Wyciagnalem pozostale trzy i podalem policjantowi szybe. Niech sie do czegos przydadza.

Rozmowa z gatunku trudnych. Po pierwszych ogledzinach poprosilem wszystkich zeby sobie poszli na papierosa. Wole takie rozmowy przeprowadzac sam na sam. Na poczatku w ogole nie chcial rozmawiac, potem spokojnie, od slowa do slowa dowiedzialem sie wszystkiego. Ze cos sie z nim zaczelo dziac od pogrzebu. Ze bardzo mu rodzicow brakuje. Ze miejsca sobie znalezc nie moze. Nie spi. Nie je. Ale to niegrozne jest bo byl wczoraj u rodzicow na grilu to sie najadl na zapas. Ze w przyszlym tygodniu rodzice do niego przyjada. Bo za dwa tygodnie nie moga, bo jedzie na cmentarz im kwiaty zawiezc. Jezusie Nazarenski. Wszystko mu sie w tej jego glowinie pokielbasilo.

Do szpitala nie chcial jechac za jasna cholere. Mozna to zalatwic brutalnie - policjanci, kaftan, pasy - i do karetki. Mozna tez inaczej, spokojnie, porozmawiac, wytlumaczyc. Tym razem udalo sie to zrobic druga metoda. W jakis sposob w dalszym ciagu przylegal do rzeczywistosci bo po skonfrontowaniu faktow zgodzil sie ze cos jest nie tak. Powiedzialem mu co sobie mysle i ze konieczne w jego przypadku jest leczenie psychiatryczne. Znowu kolejne dziesiec minut zeszlo na ustalaniu faktow. W koncu spakowal sie i do karetki wsiadl, zapowiadajac ze sie na mnie poskarzy bo wariata z niego robie.

Poprosilem stacje o osobisty nadzor nad transportem do szpitala psychiatrycznego. Jakos wolalem sam opowiedziec dyzurnemu lekarzowi jego historie. I w sumie chyba slusznie - na IP gosc byl logiczny a wszystkie wytworcze objawy z gatunku widzenia swietych panskich zniknely w cudowny sposob. Zostal przyjety na przymusowa obserwacje na podstawie mojego opisu.

Duzo pozniej otrzymalem informacje ze z lekami wyszedl po 6 tygodniach do domu. Nigdy wiecej sie nie spotkalismy. Mam nadzieje ze sie mu sciezki wyprostowaly.

7 komentarzy:

basia.acappella pisze...

Oj, to czasem naprawdę graniczy z cudem - przekonać w podobnym przypadku do leczenia. Dobrowolnego.

A ze sztuczek i podstępów otoczenia (udanych oraz mniej) można epopeję napisać...

To niesłychane, w ilu dodatkowych 'fachach' warto być dobrym by pomóc a sobie krzywdy nie zrobić podczas służby w Pogotowiu!...

abnegat.ltd pisze...

Ten pacjent byl mily bo nie byl agresywny. Wtedy warto sprobowac spokojnie. Ale to jak w zyciu - czasem sie uda a czasem nie.

eee-live pisze...

Abi no przyznaj się że Ty po prostu zdolny jesteś ;) a nie że pacjent był spokojny :D

abnegat.ltd pisze...

To chyba nie kwestia zdolnosci tylko checi. Zazwyczaj ci ludzie chca otrzymac pomoc tylko sie wstydza albo im choroba w glowach miesza. Tak naprawde zadna w tym moja zasluga ;)
Poza tym jak wszystko zawiedzie, zawsze masz koronny argument w reku - ze i tak pojedzie - a od niego zalezy czy na spokojnie, czy w kaftanie.

eee-live pisze...

No i znowu się krygujesz ;)Chociaż raz powiedz "a co przecież ja zdolna bestia jestem" ;P

Ale zgadzam się że ci lidzie po prostu wstydzą się poprosić o pomoc :)

Anonimowy pisze...

też mam nadzieję.

black

Sylwia pisze...

Powiem Ci abnegat, że jesteś niebezpieczny!! Żeby tak pacjenta na spokojnie przekonać do wycieczki do szpitala. Dobrze, że mój mąż nie ma takiego daru przekonywania, bo jeszcze by mnie namówił do codziennego sprzątania i gotowania ;)