niedziela, 23 maja 2010

My blueberry nights

.



Przedziwny film. Który można opowiedzieć na kilka różnych sposobów. Film o miłości - o tym czym jest i czym nie jest. O tym że, by wrócić - trzeba wyjechać. O tym że nie na wszystko jest czas w życiu.

Norah Jones, Natalie Portman, Rachel Weisz - dla męskiego oka poezja. By panie nie poczuły się zaniedbane, Jude Law zagrał głównego heartbreakera - w stosunku do postaci Watsona wygląda tu 10 lat młodziej i 20 razy przystojniej...

Warto zobaczyć - choć tak naprawdę nie wiadomo o czym jest. Najlepiej na świecie nakręcony film bez akcji, bez myśli przewodniej nawet. Ale pozostaje po nim kilka kilka ciekawych pytań i kilka obrazów, które potem obijają się o czaszkę.

Pink Lady

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Trza oglądnąć, coby nie zapleśnieć, jak ta purchawka ;-P
nika

abnegat.ltd pisze...

I do tego Norah tam śpiewa - znaczy nie na ekranie tylko w podkładzie - ale żem na jej głos wrażliwy, to i film straszliwie mi spasił ;)

green_emili pisze...

Bardzo lubię ten film.
W zasadzie nie wiem dlaczego, ale lubię.

Pozdrawiam
- e.

abnegat.ltd pisze...

Emilek, no wlasnie. Wyglada bardziej jak rejestracja przypadkowego ciagu zdazen niz film fabularny ;) A oglada sie z przyjemnoscia.

green_emili pisze...

Ano ;))))