piątek, 19 lutego 2010

Wrogowie publiczni

Deep jest zjawiskiem wyjątkowym. Co prawda ostatnio mam wrażenie że mu Jack Sparrow wyłazi niechcąco zza ramienia w trakcie odtwarzania innych ról, ale tu prawdopodobnie problem siedzi w mojej głowie - bo Piratów puszczam sobie odstresowywawczo i nasennie. A czasem zupełnie bez powodu.

Na ten film ostrzylismy sobie zęby od dłuższego czasu. Stało toto na półce za 13 funtów i wnerwiało ludzi. Jako że DVD purchase policy jest ściśle określone dopiero teraz kupiliśmy „Wrogów publicznych”. A w zasadzie AS Ptyś wypatrzył go na półce z salami i discountami.

Produkcji o postaciach zajmujących sie trzecim obiegiem pieniadza było wiele. Lepsze i gorsze. Charakterystycznym rysem wszystkich tych filmów była mniej lub bardziej skrywana gloryfikacja bandytów. Rzecz jasna że rabowali i mordowali, ale po pierwsze, ci co gineli to jacys tam mało ważni gliniarze byli, po drugie bandyci mieli motyw szlachetny bo ich matka była ciężko chora albo kasa z rabunku szła na dom dziecka aż wreszcie każdy z nich kochał miłościa jedyną w swoim rodzaju swoją ukochana która to cierpiała niewymownie i dogłebnie z powodu ukatrupienia obiektu westchnień.

Jeżeli mam być szczery to ja dokładnie tego oczekuje od wymiaru sprawiedliwości - że ukatrupi każde bandyckie ścierwo zanim toto ukatrupi mnie. W związku z powyższym filmy wielbiące bandziorów uważam za zwykłe kurewstwo a reżyserów za kolaborantów.

I tu dochodzimy do sedna „Wrogów publicznych”: Dillinger jest mroczny i janosikowato szalony, używa przemocy i morduje ludzi, jest szczodry dla biednych, wierny w przyjaźni, brawurowy w działaniach i w dodatku kocha całym sercem swego Black Bird’a, czyli Marion Cotillard (to ta śliczna córeczka generała z Taxi...) ale... Sceny w filmie sa kliniczne. Żaden bias emocjonalny nie wpływa na naszą ocenę postępowania Dillingera. Bez jakichkolwiek złudzeń czy przekłamań jest on pokazany jako bezwzględny bandyta mordujący ludzi w trakcie zarabiania pieniędzy na życie.

Jeszcze słówko o obsadzie. Dillingera ściga agent FBI, Purvis, grany przez Christian’a Bale. Widzielismy go w ostatniej części Terminatora (John Connor) czy 3:10 do Yumy. Ale najbardziej zapadł mi w pamięć w Equilibrium jako Preston, pozbawiony chemicznie uczuć mnich-policjant-egzekutor. Stephen Lang gra jednego z policjantów-łowców wezwany do pomocy przez Purvisa - ten sam który w Avatarze zagrał pułkownika Quaritch’a. Nieco jednowymiarowy, trudno go sobie wyobrazić w komedii romantycznej - ale rolę twardzieli powinien dostawać przez aklamację. Plus kilka mniej „używanych” choć znanych twarzy.

Równa połówka makintosza.
Alkohol nie jest konieczny.

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

"tego oczekuje od wymiaru sprawiedliwości - że ukatrupi każde bandyckie ścierwo zanim toto ukatrupi mnie".

O tototo, znowu trafiłeś na punkt w samo cholerne sedno :-)))
Kolejny film do obejrzenia :-D
nika

abnegat.ltd pisze...

Oż w morde - poplątałem daty :D Miało być na jutro.

A film przyzwoity ;)

czitatiel pisze...

Witam, chciałbym zaproponować Panu, jako lekarzowi - blogerowi - współpracę przy pewnym projekcie internetowym, ale związanym z medycyną. Jeśli jest Pan zainteresowany i chce poznać szczegóły, proszę o mail: info@mediaformat.pl

tymi pisze...

obejrzałem, oczywiście na deepa jestem chory od dawien dawna, ale ten brudny z reki kręcony styl mnie strasznie zjerzył, głównie się wewnętrznie pultałem jakie to brzydkie i niestosowne. to co było dla mnie jedynym plusem vice city tu kompletnie mnie rozdrażniło.

a jeśli chodzi o bale'a to jak dla mnie on zawsze i wszędzie gra mniej więcej to samo, takiego lekko obłąkanego pustelnika aspołecznego i jeśli film scenariusz się do tego dobierze to powinno być bez tragedii. choć harsh time zadaje kłam temu twierdzeniu...

akemi pisze...

A ja się przymierzam do książki, zanim obejrzę "te bandyckie ścierwa";-)

brigit pisze...

Też się już od dłuższego czasu zbieram do tego filmu. Może wreszcie mi się uda :)

Póki co czekam na początek marca na "Alicję..." z Deppem .

carolinna pisze...

Johny... o taak :)