środa, 30 grudnia 2009

SimCity

Kryzys jest wszędzie. O tym nie da sie zapomnieć - trąbią o tym w prasie, telewizji, gazetach. Nawet co poniektóre reklamy zaczynają się od „Have you heard about credit crunch???” Co jest ciekawe - w polskiej prasie odwrotnie trąbią mimo wzrastającego z miesiąca na miesiąc bezrobocia. No, ale na gospodarce to ja się kompletnie nie wyznaje. Truskawki jem z cukrem.*

W ramach ukulturalniania ogólnego pojechalismy wczoraj nabyć dzieła X Muzy. Problem w tym że urbaniści w Jukeju korzystają z bardzo zaawansowanego programu do projektowania - jest to SimCity 4. Miasteczko tu, sypialnia dla Simów tam - a pomiędzy nimi wepchany Shopping Centre coby Sim jadąc do pracy mógł kupić sandłicza. Albo kurczaka KFC w drodze do domu. I wszystko działa.

Dopóki ktoś nie ogłosi wyprzedaży.

Polski customer zwany dla zmyły kupującym w ciemię bity nie jest. Z daleka wypatrzy pułapki współczesnej menadżerki handlowej - jak na ten przykład dopisane (a z Księżyca wzięte) ceny, które skreślone czerwonym długopisem maja nam unaocznić jakąż promocję tu mamy. Słowo promocja odmienione przez przypadki i wypadki. Nie mówiąc o gumie do żucia położonej wdzięcznie na kasie. Angole są inni. Na słowo Sale, Clearance czy Discount reaguja jak byk na muletę. Mam niejasne podejrzenie że nie jest to spowodowane magią słów a redukcją ceny o 75% na co poniektóre ciuchy w Next’cie na ten przykład.

Po złożeniu SimCity’owej urbanistyki i wyprzedaży do kupy czas potrzebny na pietnastominutowe zakupy wydłużył się nam wczoraj do 2 godzin. Z czego ponad godzinę spędziliśmy w samochodzie czekając na wyjazd z parkingu.

Jeżeli ktos mi wytłumaczy w jaki sposób kryzys w Jukeju generuje dwugodzinne kolejki pod sklepami w Retail Center - a ludzie latają objuczeni torbami, popychając z buta wózki naładowane kopiato - będę wdzięczny. Miałem co prawda teorię że te kolejki tworzy znudzona a bezrobotna ludzka masa - ale skąd w takim razie biorą środki na takie zakupy?

Mimo wszystko pozostanę przy truskawkach z cukrem.

-----------------------------
Z zakratowanego okna Szpitala Psychiatrycznego ktoś woła do faceta na polu truskawek:
- Szanowny Panie, przepraszam że przeszkadzam, ale co pan robi?
- Nawożę truskawki żeby były lepsze.
- Czyli że co pan robi?
- No, podlewam nawozem.
- Znaczy - czym pan łaskawy je podlewa?
- No - tu zirytował sie nieco interlokutor - gównem podlewam!
- Przedziwne - odrzekł pacjent - Wie Pan, ja - żeby truskawki były lepsze - to je słodzę. No, ale ja jednak jestem wariat.

21 komentarzy:

green_emili pisze...

...a mnie jukejskie zakupy nie dziwią.
Z racji lepszego socjalu i różnicy cen.
W Bulandzie jest po prostu drożej niż u angoli.

A co do truskawek:
Znajomy mojej mamy w latach 80' - po jakimś dziwnym incydencie ze źle rozpoznanym zapaleniem opon mózgowych- wylądował w szpitalu psychiatrycznym.

Obiad w szpitalu, a na obiad kasza na którą znajomy był uczulony.

Kucharki podały mu kaszę.On kaszę zjadł- bo był głodny i spuchł, bo był uczulony.
I rozżalony wykrzyczał kucharkom:
"Jak mówiłem, to mnie żadna nie słuchała, ja nie wiem , czy wy mnie macie za wariata, czy co?!"

Pozddr.

abnegat.ltd pisze...

Massakra :D

Anonimowy pisze...

Coś jest na rzeczy, gdyż ponieważ w naszej tiwi pokazali parę dni temu w Wiadomościach wasze tłumy pędzące na przestrzał w regały :)

Jednak ludność polska również jest spragniona zakupów. W poświąteczną niedzielę w galerii handlowej widziałam radosne, tłumne, rodzinki polujące na smaczne okazje ;)
Podobnie ze świątecznymi potrawami: karpik karpikiem, uszka uszkami ale nie ma to jak poswiątecznie spożyty stary dobry hamburger w Mc Donaldsie (tam również były tłumy) ;)

T.

Anonimowy pisze...

Ooo, a u mnie supersamcu, gdzie półki się uginają, zero tłumów :-))) Pewnie wszyscy najedzeni ;-) nika

abnegat.ltd pisze...

T., podobnoz najladniej wyglada to w Next'cie wlasnie - bo tez przeceny maja 80% . jak tluszcza rusza o piatej rano...
Zgroza i przerazenie ;)

Nika, moze zapomnieli powiedziec magiczne slowo ? ;)
I ludziska poszly do konkurencji...

green_emili pisze...

...ano masakra :D

...a to co nas podnieca to się nazywa S-S jak szopping o lol

... bez względu na narodowość i płeć :DDD...

Anonimowy pisze...

Znaczysie, w Nexcie mogłoby to przypominać skeczyk Ani Mru Mru - Supermarket :
http://www.youtube.com/watch?v=SLPebNJ-bko

'Open-the-door, open-the-door!' :)

A propos: We Wro w czasach PRL-u funkcjonował był dom towarowy o wdzięcznej nazwie PDT (obecnie Renoma). Wejścia wyposażone były w kraty (bez zębów :)), które podnoszono o 9.00 rano.
Pod tymi kratami ludność podczas otwarcia ćwiczyła pełzanie przez rozpłaszczenie by dopaść wybranego stoiska jako pierwsi. To były czasy...

T.

Anonimowy pisze...

gdzie u kobiety znajduje sie punkt G?
na koncu slowa shoppinG
a ze znajomych mi ludków jakos bardziej XYgreki szaleja widzac magiczne slowo promocja


M

akemi pisze...

Nasunęła mi się podczas lektury tego postu pewna myśl, pozwolę sobie więc na małą dygresję...
Wszyscy niemal, jak świat długi i szeroki potępiają zakupy i próżność z nimi związaną i ci wszyscy ślepną nagle i bezboleśnie, gdy sami do tych sklepów zasuwają po swoje "potrzeby".
I tylko jeden sprawiedliwy w tym gąszczu próżnych ludzi: Paulo Coelho. W swojej najnowszej powieści "Zwycięzca jest sam" zdemaskował cały chciwy półświatek mody i blichtru. Opisał "ludzi zepsutych do cna, których decyzje wpływają na losy milionów uczciwie pracujących mężczyzn i kobiet" i postanowił ujawnić wstrząsającą prawdę: chude, z wyniszczoną przez krem nawilżający(!)cerą modelki, mają pustkę w głowach i w oczach. Moralny guru ujawnia przy okazji, że jedynym sensem aktorów, aktorek, całego świata mody jest sukces, a żeby go osiągnąć nie zawahają się nawet popełnić morderstwa. Moda wg Coelho zabija afrykańskie cywilizacje! Nie czyta się ich poetów, nie hołduje się już tradycjom, nie śpiewa ich pieśni, tylko podziwia się bogate stroje od wymyślnych projektantów. Alarmuje gromko, że sesje zdjęciowe próbują obudzić w mężczyźnie pedofila!
Generalnie wniosek jaki z książki wypływa jest następujący: na rozpad rodziny niewątpliwie ma wpływ globalizacja, bogactwo i pęd do sukcesu.
Można by nawet uwierzyć w ten niepokojący wątek o skrajnych, materialnych uciechach, które prostą drogą do zła i rozkładu ducha (nie tylko rodzin całych) prowadzą, gdyby nie to, że do sieci sklepów Mango trafiły właśnie ubrania sygnowane nazwiskiem Paula C. Z jego złotymi myślami, oczywiście...
Tu dodam, mimochodem, że Mango ma w świecie ponad tysiąc sklepów i obroty rzędu 1,4 mld euro rocznie. Tanie szycie ma zapewnione w Chinach, a reklamują je chude i młodziutkie modelki...

Próżność ma wiele imion, jak się okazuje.
"Wiesz, dlaczego głośny dzwon? - pyta nasz ziomek i wcale nie guru, I. Krasicki -
Bo wewnątrz próżny".


Pozdrawiam:-)

Zadora pisze...

Pomyślałem, widząc tytuł posta, że literówka Ci wyszła i przekręciłeś SinCity. I że w poście jest recenzja. A tu nie!
Ale sprawdziłem sobie w Urban Dictionary (link podrzucony kiedyś przez Docika) i tam jest słowo sim:
sim
buy sim mugs, tshirts and magnets
A way to say "Best"
Ciekawie wyszło.

abnegat.ltd pisze...

Emilka - tak jest. Na mnie retail therapy dziala. Choc sie zastanawiam czy to aby nie jest szopoholizm :]

T., i tak bywalo ze sie ludzie zadeptali... Zadza pozbycia sie pieniadza... W promocji rzecz jasna.

Akemi, rzeklbym tak.
Bono autorytetem moralnym jest. Swiat ratuje, walczy ze zlem i wystepkiem. stoi na strazy wartosci wszelkich od cnoty poczynajac a na wiernosci konczac. Po czym gdzies tak w zeszlym roku capneli go z dwoma nieletnimi dziewczetami :D
najlatwiej pouczac innych, niestety.

A z proznoscia - pamietasz ostatni kadr "Adwokata Diabla" z Reevesem i Pacino? jak Al mowi: Proznosc. Ten grzech cenie najbardziej :D

Greg, tego nie znalem. Faktycznie nabiera ciekawych znaczen :)

Anonimowy pisze...

Abi, ja trochę oftopikowo-czytam właśnie "Stulecie chirurgów" Jürgena Thorwalda, i ... Jezusku tłuściutki o_O
Jak to dobrze, że oprócz chirurgów są anestezjolodzy :-)))
Łomater Dei, ale lektura o_O nika

abnegat.ltd pisze...

Nika - anestezjolog to taki Service Pack 3 Microsoftu ;)

kiciaf pisze...

Też oddałam się dzisiaj zakupom. Nie powiem, poszłam do sklepu po jedno co to potrzebne mi było umiarkowanie, a właśnie wyprzedawane i szeroko reklamowane w prasie lokalnej. Nabyłam to, a dodatkowo nabyłam jeszcze coś. Mniej potrzebne, za to ładnie wygląda.

PS. To nie były ciuchy ani kosmetyki. Retail therapy na mnie nie działa. Ostatnio łażenie po sklepach mnie wkurza. Zaczynam rozumieć facetów w tej kwestii.

abnegat.ltd pisze...

Kiciaf - a ja odwrotnie :D lubie sie wloczyc po sklepach. Choc po jakims czasie wlacza mi sie podprogram "hooduuu" ;)

green_emili pisze...

Abi-spox.

Ja uparcie i otwarcie uważam ,że pracuje się dla pieniędzy, pieniądze są po to, żeby je wydawać, a zakupy są po to - żeby je robić.


Może niekoniecznie w okresie SALE-sraczki, ale generalnie i ogólnie, a i owszem.

kiciaf pisze...

No właśnie. Kiedyś mi się podobało bardziej. To ma chyba związek z tym, że niewiele z tego co się w tych sklepach znajduje, wchodzi w zakres mojego mrocznego przedmiotu pożądania.
To czego naprawdę chcę zwykle nie do kupienia jest. :)

akemi pisze...

Pamiętam, a jakże Adwokata D., ze słynnymi zdaniami Ala, które urosły do potęgi cytatów. Każdy człowiek, uczciwie spoglądający w lustro powinien mieć wpisane na stałe w swoje ID takie zdanie. Bo to prawda jest najprawdziwsza:-D
Mnie zastanawia jedynie, kiedy wyzbywamy się tej uwodzącej (samego siebie) cechy, jaką jest próżność? A może nigdy to nie następuje...?

inessta pisze...

Abi, Błagam Cię, zamieszczaj posty o stałej godzinie. Czyli jak było kiedyś o 6.00. Ja nie mam co czytać do porannej kawy. Wchodzę potem po pracy na stronę i co? sprawa już dawno przedyskutowana. Buu....

abnegat.ltd pisze...

Emilka - właśnie :D Problem z tym zarabianiem...

Kiciaf, Koohinoora daj mi luby? Tego faktycznie się nie dostanie byle gdzie... Chyba że o ołówek chodzi :[]

Akemi, no co Ty ;) Ostatnio wyszedł na tapete "Seven Pounds". Toż on tam własne ego leczył - że niby dobry jest. Siła napędowa rasy ludzkiej. Plus chęć zaimponowania płci przeciwnej :D

Innesta, najutro już napisane jest. Na 6:00 szarp ;)))

inessta pisze...

Dziękuję, akurat wstaję o 6.30 :)))))Bedzie co czytać do kawki.