środa, 22 lipca 2009

Where your heart is

Ktoś kiedys napisał nieco dramatyczny - i w sposób zdecydowanie napuszony, gdyby użyć skali Winergreen’a - trywializm że emigrant nigdy nie zazna spokoju, bo gdziekolwiek by nie pojechał, będzie tęsknił za bardziej zieloną trawą w porzuconym ogródku.

Jako że wakacje nadchodziły, nadchodziły nadchodziły... i juz są, trzeba było podjąć decyzje kto, gdzie i kiedy rusza. I tu nastąpił ciekawy dzonk - o ile latorośl starszy zaoptował za natychmiastowym powrotem do kolegów w kraju, to młodszy wręcz odwrotnie - zaprosił swoich do siebie.

Podobna polaryzacja uwidacznia się w przyszłych planach - czy zostać, czy wrócić. Gdzie studiować, gdzie pracować. Ha, wybory ciężkie i zawsze zostanie ten mały maluśki margines - a co by było po drugiej stronie.

Życie codziennie wiedzie przez rozjazdy, przypomina to jazdę pociągiem po wielkiej stacji z ciągłymi rozjazdami - ale najczęściej sobie nie uświadamiamy jaki wpływ na nasze życie będzie miała taka czy inna decyzja.

Tu ją widać gołym okiem. Co zyskamy - co stracimy.

Zapytany kiedyś czy wrócę, czy zostane odpowiedziałem że się nawet chińskiego nauczę jeżeli będzie koniczny do zostania tutaj.Teraz nie jestem taki pewien. Ponoć nostalgia najsilniej uderza po trzecim roku, jeżeli tak to nie mam jakoś bardzo nasilonych objawów - spać mogę (czasem nawet do piątej), apetyt dopisuje, a to różowe bardzo dobre - pięć, a nawet sześć.

Ale od jakiegoś czasu czuję to samo co czułem w ostatnim roku przed wyjazdem z Polski - tymczasowość i jakiś taki niepokój wewnętrzny. Jak bym nie mógł usiedzieć na dupie w jednym miejscu za długo.

Mój przyjaciel, będąc w odwiedzinach, pozostawił na drzwiczkach od lodówki sticker z zaproszeniem do Australii. Stop dreaming, start packing.

A w środku ładujący się z wolna kondensator który powoli osiąga stan gotowości.

Sam nie wiem - bać się czy się nie bać.

43 komentarze:

dotty pisze...

A czy to na pewno dobry pomysł? Co miało by Ci to dać?
Z Polski do Angli? Sprawa prosta inne zarobki, inne życie.
Z Angli do Australii? Inny klimat, nowe kłopoty, daleko od rodziny w Polsce. Coś jeszcze?

konfliktowa pisze...

Córka mojej koleżanki mieszkała w Sydney, a ostatnio przeniosła się do Londynu. Twierdzi, że wróci jednak do Australii. Jej zdaniem w Australii żyje się bezstresowo, zero pośpiechu, ogólne wyciszenie.

abnegat.ltd pisze...

Docik, pająki, krokodyle, misie koala i takie małe, maluśkie kangurki...

Konfliktowa, roamawiałem z tubylcami którzy tam żyli - i mówia to samo Totalny luz. Mi bardziej się podoba idea Perth niż Sydney - ale w sumie wszystko jedno byle blisko do morza :)

Anonimowy pisze...

Spróbuj, żebyś będąc dziadziem ;-P nie żałował, że czegoś w tym kierunku nie zrobiłeś. Co masz siedzieć do końca w zapleśniałym od deszczu grajdołku ;-P
Zaraz pewnie z przekory wrzaśniesz: "ha! wcale nie grajdoł, nie rzucim ziemi, skąd nasi pacjenci! ;-D" nika

jardindemots pisze...

Czytam już od dobrych paru miesięcy z ukrycia, ale w końcu postanowiłam przestać być tylko podglądaczem i się ujawnić :) Ja zawsze jakośtam marzyłam o Australii, długo moją ulubioną książką był Tomek w krainie kangurów ;) Brak mi tylko na razie odwagi żeby się gdziekolwiek ruszyć. Może najpierw długie wakacje żeby zobaczyć jak tam jest? Jedno jest pewne, gdybyś wyjechał, bardzo ciekawie by się zrobiło na blogu :)

Elwira pisze...

idź na całość:) bo będzie tak jak ze mną że oglądam się wstecz i nie wykorzystana okazja nie chce wrócić;)

konfliktowa pisze...

Marzena twierdzi, że Australia jest wymarzonym miejscem na starość, więc masz jeszcze czas na podejmowanie decyzji :)

green_emili pisze...

"...tymczasowość i jakiś taki niepokój wewnętrzny. Jak bym nie mógł usiedzieć na dupie w jednym miejscu za długo."

Uczucie znane mi od ponad 3 lat.Tylko, że ja wróciłam do domu....
Abi, wykazujesz duże zdolności adaptacyjne, ale co do reszty-zgadzam się z Dotty.
Pozdrawiam- e.

green_emili pisze...

BTW-> gdziekolwiek będziesz-dasz sobie z otoczeniem radę,ale z tęsknotą...hmmm...popatrz na to,co się dzieje z Tobą teraz i pomnóż to X 5.

Catta pisze...

Australia! Super! A może Nowa Zelandia?
Mój szanowny Pan i Władca tak się trzyma pazurami Warszawy, że nie ma szans nawet na przeniesienie się na wieś (o czym ja marzę)a co dopiero za morza. A tzw. wolny zawód ma, mógłby wszędzie pracować (http://madam.waw.pl/ jakby ktoś chciał wiedzieć jak na chleb zarabia).

f-blox pisze...

Hej! z tą Australią to całkiem fajny pomysł. Skoro czujesz solidarność z misiami koala itp. A mam inny argument dla Ciebie. Kiedyś widziałem film dokumentalny o lotniczym pogotowiu w Australi. http://www.flyingdoctor.net Tam jest ten system jest bardzo rozwinięty z względu na odległości. Może udało by Ci się zrealizować swoje marzenie o lataniu? Zasyłam pozdrowienia

konfliktowa pisze...

Ja chciałam wiedzieć, bom wścibska;)
Jestem pod wrażeniem.
Nie ulega wątpliwości, że spędze w galerii sporo czasu :)

dotty pisze...

Pająki i dużo innego jadowitego dziadowstwa w ogródku, a nawet w domu. A kangurki to też wcale nie takie słodziutkie. Zresztą jak nie na wakacje się wybierasz tylko do pracy to dziką naturę można potraktować nieco ulgowo.
Z drugiej strony jak byś miał jęczeć, że szansa i okazja, to dałabym ci krzyżyk na drogę. ;)

Anonimowy pisze...

Piszę tu od niedawna, więc w tak ważnej kwestii może nie powinnam się wypowiadać. Ale myślę, że jeśli jesteś zdecydowany, chcesz spróbować - jedź. Zawsze przecież można wrócić. A lepsze to, niż późniejszy żal, że jednak trzeba było... A żyje się przecież, tylko raz...
No i klimat zdecydowanie fajny ;-) może tylko pająki by mnie nie przekonały ;-D
Lena

Anonimowy pisze...

huh, zabrzmiało groźnie. stan napięcia..delikatnie, lecz nieuchronnie narastający...kwestia ważna. Chyba Abi masz taką szczególną właściwość, którą ja u siebie nazywam wścieklizną macicy, albo opcją 'mam robaki'. Nosi Cię. Niekoniecznie w dobrą stronę, niekoniecznie w przemyślany sposób, byle było inaczej...
Zastanów się Abi. Na spokojnie. Weź kartkę i wypisz za i przeciw. Wiadomo, nic nie jest nieodwracalne w dzisiejszych czasach i jeśli podejmiesz złą decyzję, będzie można ją naprawić. Ale- czy warto się nerwicować potem? Rilaks, zastanów się i podejmij decyzję.
Albo inaczej. Pozwól się dziać sprawom. Tylko nie przeszkadzaj:)

nie zazdroszczę kwestii

pozdrawiam

black

basia.acappella pisze...

... a potem ma się coraz to więcej porzuconych ogródków...
i cały świat jest nasz... ;)

abnegat.ltd pisze...

Nika - osiołkowi w żłobie dano - w jednym owies - w drugim siano (...)
Oślina wśród jadła z głodu padła.

Jardindemots, witaj :)
Nawet jak sie wezme teraz za wyjazd to pierwsze odcinki o kangurkach będą najwcześniej za rok. Wiza, pozwolenie na pracę, rejestracja - łomatko.

Elwira & Konfliktowa - czyli wasze głosy "Za" ;)

Emili (green) - ja bym rzekł że to chyba się dziedziczy. I nawet wiem po kim to mam.
Jak studiowałem to na pół godziny wpadła do mnie Babci, z wiktuałkami własnej produkcji. Po czym pognała dalej w Polskę. Tyle że ja spod samiuśkich Tater jestem a studiowałem w Lublinie... A odnosnie tęsknot, toz pisałem że spie dobrze. Żebym chociaż chudł z tego wszystkiego - a tu nic ;D

Catta, łądne :) Ja sie na sztuce nie wyznawam, chyba że to sztuka woł-ciel z kością, ale sie mnie bardzo podoba.

F-blox, sam nie wiem - to latanie to fajna rzecz, ale choroba lokomocyjna to prawdziwa zaraza jest. A wysiąść do pacjenta z pawiem na kolanie... Fuj.

Docik, kangurka jeszcze nie jadłem, ale dałbym sobie rękę uciąć że są słodziutkie 80

Lena, ja sie znam od dziecka i też nie ma pojęcia - jechać czy nie jechać ;)

AB, A cos ty.. Jak przyjdzie pora to się spakuje walichy i nie oglądając sie za siebie pojedzie w sina dal. Jak rasowy Traveller (czyli tutejszy Rom...)...

abnegat.ltd pisze...

Basiu - no właśnie. I coraz więcej trawy do koszenia :/ :\

green_emili pisze...

Abnegat ha ha ha ja też studiowałam w Lublinie ...przez ulicę z Tobą mniej więcej...mi ojciec przywoził na stancję obiadki. Z domu. Z jeszcze ciepłymi ziemniaczkami :D

abnegat.ltd pisze...

Znaczy - że blisko było... Szczęściara. Z drugiej strony miałem kompletne odcięcie ępowiny - rodzine widziałem 4 razy w roku.

dotty pisze...

:DDD Powinnam pamiętać, że abnegaty to cholernie przewrotne istoty. :)

green_emili pisze...

...ekhm powiedzmy,że odległość to pojęcie względne. (Jak mogło być blisko jak ja nie wiem gdzie jest Radom? ;p ...no Abnegat bój się Pana :DDD)

:)))

f-blox pisze...

Hm... a może nie masz choroby lokomocyjnej przy lataniu? Zobacz na stronie jakie eleganckie samolociki mają ci flying doctor.

abnegat.ltd pisze...

Abnegaty wcale nie są przwrotne. Raczej wańka-wstańka.
Radom to zaraz pod Kielcami jest. Proste.
A samolociki ładne. Jak się na nie patrzę to juz mi niedobrze.

dotty pisze...

E tam pod Kielcami. Nawet nie jest w wojewódźtwie świętokrzyskim. ;P

green_emili pisze...

:D-> a gdzie są Kielce?! Gdzieś koło Poznania ?!

;p

abnegat.ltd pisze...

Ale był. A przynajmniej miał być - tylko go na siłę, takim dzikim - excuses moi - cyckiem nie przystającym do mapy, włączyli do stolicy ;)))
Ja Radom bardzo lubie - Radomowość 9.

Kilece koło Zamościa. Tylko bardziej na lewo i w dół.

green_emili pisze...

...wiem, wiem gdzie jest Radom :)!!!

(BTW, ziemniaczki ciepłe bo faktycznie...miałam blisko ekhm, co więcej założę się, że Abnegat szlajał się po mojej okolicy, ale ciii nie powiem nic więcej;) )

pozdrawiam

abnegat.ltd pisze...

Czyżby Spa? Jadłem tam kiedys goloneczkę - przyszedł Pan Starszy, więc żeby wrażenie zrobić na niewiastach, powiedziałem - takim grubym głosem - "Goloneczkę, tylko szczeciniastą - żeby w podgardle zadrapało".
I przyniósł. Trzy ogolone i jedną - dla mnie - taką jakby z mamuta odrąbaną.
I zeżarłem.
Co było robić.

green_emili pisze...

...o LOL-> bo kto normalny jada w tej "wsi" na mieście :DDD

( ;)- wiem gdzie podają lepszą za free ;) )

green_emili pisze...

...dodam, że nie dość, że za free to w wersji wydepilowanej ;DDD

Zadora pisze...

są za i przeciw argumenty.
Ale najpierw wg. mnie trzeba wrócić do tego, co spowodowało Wasz wyjazd z Polski. Co to było? Czy to znaleźliście, czy trzeba szukać dalej?
Pros: egzotyka, przygoda, nowość, wyzwanie, może szansa na poprawę standardu życiowego
ale cons:
nie ma tanich linii, cholernie daleko, tamtejszy angielski to nie jest angielski, faktycznie fauna potrafi dać w kość bo to nie tylko kangurki, papugi i koala ale węże, pająki, krokodyle itd.
Klimat (ktoś wcześniej napisał, że fajny), nie jest taki fajny, bo ziemia to duża i wszystko prawie da się znaleźć, a cholerne tropiki lub pustynie z pewnością.
Same przeloty zjedzą Was żywcem, chyba że jesteście gotowi prawie zrezygnować z wizyt w Polsce i z wizyt z Polski, nurkowania w Egipcie i wina w Paryżu.
Z Europy dostęp wszędzie jest dużo łatwiejszy niż z Australii.
W sumie to dość radykalny krok i decyzja oby dała to czego się spodziewacie jeśli się zdecydujecie.
Acha i dzieciaki. One gdzieś zostaną, jak już dorosną. Gdze chcecie ich później odwiedzać?

dotty pisze...

Elili, i tym sposobem chyba wiem gdzie żyjesz. ;)

m. pisze...

Uff...
Blog przeczytalam od deski do deski. Ciekawy insajd luk w profesje.
Kto nie marzy o Australii, ten do klubu nie nalezy:)
Perth jest jednym z najlepszych miast do zycia... swietnie zaprojektowane, pogoda wspaniala, na wakacje taniej stamtad do Azji (Singapur czy cus) niz do Sydney. Trzeba sie spieszyc, bo 40+ nie chca Down Under!
M.

m. pisze...

PS.
Moja przyjaciolka Mariolka spedzila w Sydney lat 17, teraz na wygnaniu w Hameryce siedzi (lepszy rynek pracy dla meza ambitnego informatyka) i meczy tylek od lat mniej wiecej 10 jak to wspaniale w tej Australii bylo. A te ludzie, a ten relaks, zarcie, lajfstyle, pogoda, widoki, szpitale, ostrygi, meble, itd, itd... bez konca. I w koncu mnie zmierzila dnia pewnego pieknego... wiec sie pytam:
" Podpaski tez pewnie maja lepsze?" Na co Mariolka zdebiala, w rybe zamieniszwy sie na sekund kilka, po czym wykrztusila: "Skad wiedzialas?" I dalej ze takie i owakie i nie przeciekaja, i skrzydla cudowne maja ... nie co ten szajs amerykanski. Cuda, cuda oglaszali... jak zwykle.


Lojezu, odpuscilam. Trzeba o wize skladac.

green_emili pisze...

...ha ha ha, że tak powiem mniej więcej z zakładką :)- przecież nic nie powiedziałam dokładnie ;p

Elwira pisze...

ależ gdzie Radom w województwie scyzoryków??? (oburzenie);) i tak źle i tak niedobrze, odkąd został pozbawiony praw województwa jest gorzej, ale sam w sobie ma mnóstwo pozostałości grodu m,.in. Piotrówka, polichromie w kościołach i domach a ja nota bene zamieszkuję sobie w okolicy gdzie główną siedzibę miało gestapo na ten rejon. Zapraszam do odwiedzenia:)

abnegat.ltd pisze...

Emili, a chrzanik? I warzywka z wywaru?? Jeżiszzzz.... Aż się mi ciepło zrobiło (na sercu) i pusto (w brzuchu...;))

Greg, juz po ptakach. Właśnie otrzymałem emil że nie rozpoznaja naszego treningu (bo to egzotyka jest porównywalna do Sierra Leone), a w Jukeju muszę być 72 mieisące zatrudniony jako doktor żebym zaczął byc doktorem dla nich. Srał ich pies - i małe pieski też. Ale kangurków szkoda.
;)

M, matko jedyna... Sprawdziłem ilem tego spłodził i zgroza mnie przejęła - przeczytałaś 276 wpisów od strzału??
Zacznijmy od początku. Primo, witaj na blogu :)
Odnośnie Australii - ja już jestem over, tak że mi się punkciki naliczaja - ale ujemne. Za to za profesję całkiem dużo liczą tylko problem jest - bo jak napisałem powyżej, nie chcą jej rozpoznać i najpierw muszę tutaj przerobić 6 lat żeby myśleć o jeździe tam. Bo zaczynać od pracy na niwie - i od podstaw - już mi się nie chce.
Do Australi pojadę tak czy inaczej - jak się nie uda na stałe to może na jakiś kontrakcik krótkoterminowy. Ot. Byc - zaliczyć.
Ten numer z podpaskami - zdecydowanie potwierdza że stan jest nieuleczalny. Umrze nieszczęśliwa na obczyźnie albo do Australii wróci. Inna rzecz że tam na prawdę musi być superek.

Emilko, no nic nie powiedziałaś - ani dudu. A my sobie tylko tak strzelamy na prawo i lewo ;)

Elwira, to potwierdza tylko tezę że ludzki ród zawsze znajdzie powód żeby toczyć wojnę. :D Liverpool kontra Manchester. Krakowiacy i Górale. Scyzorki i Radomiaki. Massakra. A z Radomia pochodzi kilku moich kolegów - nie powiem że mistao znam, ale kilka razy byłem. Musi jaką dziwną atmosferę tam macie, bo mnie zawsze na drugi dzień głowa boli.

Elwira pisze...

tak, fakt, boli... też zauważyłam ten defekt ale tylko wtedy gdy mieszam;) w nieograniczonych ilościach

green_emili pisze...

No nic nie powiedziałam, ale chrzanik jest a warzywka da się załatwić. Dla mnie z tego zestawu zjadliwy tylko chrzanik i warzywka.

No tak, no nic nie powiedziałam...dookoła miasta L. dużo różnych wiosek jest.

(Gdzie się człowiek nie obejrzy i gdzie się nie powlecze i tak wyląduje na zadoopiu jak nie na tym to na innym) :)

green_emili pisze...

...coś za dużo tego mojego nic nie powiedziałam- sorry ;D

dotty pisze...

Tak to czasm jest człowiek nic nie powie a wszyscy wiedzą. ;)

green_emili pisze...

Docik-> bywać, mieszkać przecież to różnica jest...znaczna powiedziała bym ;p