piątek, 26 grudnia 2008

Opowiesc Swiateczna

Zycie pogotowiarza ciekawe jest. Inni sie nudza przy stole, wpychaja w siebie proteiny, tluszcze nasycone i przesycone, dosycajac je krotkimi lancuchami weglowymi zakonczonymi grupa hydroksylowa. Zapadaj potem na niestrawnosci, zgagi, a jak kto pecha ma to go pecherzyk lupnie albo i trzuska zmartwi. Pogotowiarz nie musi - gdyz jedzie sobie spokojnie karetka na sygnale, a jak wiadomo jedzenie w trakcie wycia sygnalow jest bez sensu. Co prawda raz moj kolega nie odpuscil jajeczniczce z cebulka ktora sobie upichcil i zabral ja do karetki zeby dojesc do konca. Zeznania swiadkow roznia sie nieco, jednak gdyby prawda byla po stronie kolegi to kierowca nie musialby potem odkurzac karetki z jajecznicy. A on sam myc wlosow.

No wiec jedziemy. Mily wieczor, gwiazdeczki filuternie mrygaja, sygnaly wyja - dolce vita. Smaczku dodaje fakt ze jedziemy na pomoc do zaprzyjaznionego pogotowia, bo tamtejsza karetka pojechala sobie i jeszcze nie wrocila. Pewnie znowu moja kolezanka szanowna obiadek wtranzala piwem popijajac*. Jak dorwe te babe kiedys to jej - przysiegam - powiem "a ti ti".

W Swieta fajnie sie jezdzi. Normalnie jak ludzie sygnaly widza to zastawiaja droge, albo zajezdzaja. Ale nie w Swieta. Wtedy kazdy ma w czubie tak na bide ze 2 promile wiec niebieskie swiatlo wyzwala wszem ogarniajaca panike i droga pustoszeje. Kto moze, skreca w boczne drozki, reszta pospiesznie parkuje u sasiadow oraz obcych na podworkach - a kto ma pecha - albo wiecej niz 2 promile - to w rowie. Na szczescie Bozia nad pijanymi czuwa. Jeszcze mi sie nie zdazylo w Swieta jezdzic do wypadku spowodowanego przez naduzycie**.

Zajezdzamy na podworko. Pani domu z pietyzmem prowadzi nas do meza, swiatla przycmione, wszyscy trusia siedza, lek i przerazenie walczy o lepsze z nadzieja. Zabieramy sie do podstawowych czynnosci. W zasadzie wszystko by bylo OK gdyby nie EKG. Na ktorym to wyja sobie zmiany niedokrwienne, potwierdzajac wczesniejsze objawy opisane przez pacjenta. Wczuwajac sie w role, zapowiadam z namaszczeniem w glosie transport do szpitala.
- Panie doktorze, ale ja poprosze na klinike.
- ..?.. a po co?
- Bo ja jestem z Krakowa i tam sie lecze.
- No to Chwala Najwyzszemu ze nie jestes Pan ze Szczecina - bo bym nie wrocil na Nowy Rok - usmiechnalem sie cieplo. Podurnieli chyba calkiem.
Zaczyna sie przepychanka. Ja ze nikaj nie jade i mowy nie ma, oni ze pacjent na Klinice*** jest leczony. Lomatko. Toz to Swieta, klac nie wypada... Koniec koncow na odwal sie powiedzialem ze ja tu nie rzadze, od tego jest dyspozytor ktoren mnie nigdzie nie pusci. Nie ma to jak walnac kula w sztachety. Po dziesieciu minutach rozmowy szanowna malzonka przekazala mi sluchawke, z ktorej dostalem namaszczenie na droge ku Klinice. Bo jak zawieziemy do nas, to potem transport trzeba bedzie organizowac, a nikogo nie ma wiec pewnie i tak my bedziemy musieli jechac... ... ...

Poniewaz poziom choleryny wzrosl mi wybitnie, ostrzeglem rodzine ze z powodu ich fanaberii rejon na piec godzin zostanie bez karetki a cala heca i tak sie skonczy u nas na Izbie. Jakas docencina mu obiecala za na Klinike go przyjma. Tu mi tanczy kosciany ludek.

Dashing through the snow, w karetce co prawda a nie w one-horse open sleigh - ale jak by nie bylo, mozna to uznac za swiateczna przejazdzke. Podpialem faceta do wszystkich kabli, dalem tlenik i pyr pyr pyr pojechalismy przez zawieje i zamiec do Miasta w ktorym jest rzeczona Klinika. Po drodze zawieja zawiala, zamiec nie zamiotla i musielismy zalozyc lancuchy zeby w ogole moc sie poruszac. Srednia predkosc przelotowa spadla ponizej jednkonnej odkrytej sanki****... Wreszcie po mekach i cierpieniach zajechalismy na Klinike.

Tu mala dygresja. Jak wiadomo Klinika nie jest zwyklym szpitalem. Klinika jest szpitalem zupelnie niezwyklym. Przyczyn niezwyklosci Kliniki nie da sie objac rozumem - trzeba przyjac na wiare. W zakres czynnosci obowiazujacych kazdego wyznawce wchodza trzesace sie rece w trakcie rozmowy z woznym i innym waznym pracownikiem, glos pokorny, nie podnoszenie oczu, nie rozmawianie z Profesorem***, bicie poklonow i sranie ze strachu na widok wyzszych szarza. W stosunku do nizszych sami przyjmujemy mine grozna i nienawistna zeby z kolei zesralo owego nieszczesnika. Ciekawe, ze akurat ten obowiazek przychodzi wszystkim akolitom dosc latwo.
Najwazniejszym obowiazkiem rzecz jasna jest przynoszenie darow, ale o tym szkoda pisac. Wierchuszka polskiej medycyny przyzwyczaila nas do tego od dawna. Mozna by rzec, wyssalismy te wiedze z mlekiem matki - rzecz jasna na Klinice Ginekologii i Poloznictwa, Kopernika 23. Tak na marginesie - mysle ze poszukiwania doczesnych szczatkow rzeczonego astronoma musza spelznac na niczym - toz sie chlop przewraca w grobie od tak dawna ze rownie dobrze mogl do tej pory doturlac sie zarowno do Sankt Peterburga jak i Luksemburga.

- Jestesmy na miejscu. - zakrzyknalem radosnie do rodziny pacjenta - Prosze isc i zapytac gdzie mamy go zaprowadzic.
Nie udalo sie. Chcialem byc paskudny i na wlasnej skorze dac im poczuc arogancje krakowskiej klasy medycznej, ale nie zdzierzylem. Kobieta byla jakos tak bezradna w tym wszystkim ze wzialem papiery i polazlem na Hemodynamike*****. Cerber na dole cos chcial, odpowiedzialem ze wiem gdzie isc. Wlazlem na gore i dzwonie. Otworzylo wyploszowate rodzaju meskiego.
- Dobry wieczor, Abnegat, Pogotowie z Koziej Wolki. Przywiozlem waszego pacjenta, wypisany kilka dni temu, obecnie z nawrotem dolegliwosci.
- Kto kazal?
Za to ich kocham. Ani dzien dobry, ani caluj psa w dupe.
- Sam se kazal. Jest pod opieka docent Iksinskiej.
- Ona tu nie rzadzi - odparl wyploszowaty - tu rzadzi Profesor.
Wymawiajac ostatnie slowo, ugial kolana i wzniosl oczy ku niebu. Przez chwile jego twarz opanowala niebianska ekstaza. Taktownie poczekalem az mu przejdzie.
- Przyjmiecie go czy nie?
- Nie.
Dup. Drzwi sie zamknely. A ktos mi kiedys mowil ze Warszawiaki potrafia byc chamowate. Mam obawy ze nawet sie nie ocieraja o to pojecie. Rzac ze smiechu zlazlem na dol. Poinformowalem rodzine ze niestety, Klinika sie na nich wypiela i czy maja jakis plan rezerwowy. Tu zaskoczyla mnie malzonka.
- Niech Pan to da. Teraz ja sprobuje. - Wziela papiery, gleboki wdech i poszla. Po dziesieciu minutach bylo po wszystkim. Ugryzlem sie w jezyk, w sumie nie musze kobieciny dobijac twierdzeniem "A nie mowilem?". Szlag by trafil moje miekkie serce:
- Podjedzmy na izbe. Moze sie go uda sprzedac na oddzial, a jutro jak sie ta cala halastra zleci to moze go Pani przeniesie na ta nieszczesna Klinike.

To byl poroniony pomysl. Przez moje proby zbawiania swiata skoncze kiedys w kryminale. Ale co mozna zrobic slyszac jak jakas doktorzyna zaczyna na mnie odreagowywac stresy z calego dnia? Wiecie jak to jest - biedak jest na samym koncu lancucha. I niestety, sam niewiele moze. Za wyjatkiem zbierania ciegow. No i w koncu kolo polnocy trafil sie mu durny pogotowiarz ze wsi, nad ktorym sie mozna popastwic.
Wyczekalem do trzeciej niegrzecznej sentencji - ostatecznie musze wiedziec ze chlop sie prosi. Nastepnie zwrocilem sie do snitariusza zeby mnie potrzymal za raczki bo nie chce nieszczesnika zabic jak go zdziele w ten durny leb. Nieszczesnik zmatowial i znikl. Ogladnalem EKG zrobione na izbie. Wyglada ze nic sie nie zmienilo - jak bylo tak i jest. Chyba sie zawal nie potwierdzi. Po jakichs dziesieciu minutach przyszedl nieszczesnik i zaczal gadac ludzkim glosem. Ustalilismy, ze jak wyjdzie elewacja enzymow to go przyjmie a jak nie - to go biore. Fair enough.

Enzymy szczesliwie wyszly OK - szczesliwie dla pacjenta, bo to by znaczylo ze zawalu raczej nie ma i nieszczesliwie zarazem - bo go do Szpital Klinicznego w Miescie nie przyjeli. Co robic. Ostrzegalem od poczatku. Zyczylem nieszczesnikowi spokojnej nocy, nawet sie usmiechnal jak mi zyczyl tego samego. Moze jeszcze nie jest stracony. Dobilismy jeszcze tlen do butli i wyruszylismy w dalsza podroz - tym razem do naszego szpitala. Snieg coraz wiekszy i wiekszy, kierowca coraz bardziej zmeczony... chrup - urwalo nam lancuchy. Hm. Po krotkiej szarpaczce wywalilismy resztki lancuchow do rowu i slizgajac sie z prawa na lewo pojechalismy dalej.

Pacjent szczesliwie zostal dowieziony na druga w nocy do wiejskiego szpitala gdzie sie nim zaopiekowano bez zadecia i fanfar niebianskich. My osiagnelismy podstacje gdzies okolo trzeciej. Spedzilismy w karetce ponad szesc godzin.

- A NIE MOWILEM?

Odpowiedzialo echo: No i co z tego...

_____________________________________

*Kalumni nie rzucam. Za jakis czas wywalili ja na zbity pysk za prace pod wplywem alkoholu. Szkoda ze zaprzestano publicznego batozenia.
** Zeby nie bylo ze zachecam do jazdy pod wplywem. Oswiadczam ze nie zachecam.
***Niestety, w polskim alfabecie nie ma wiekszych liter niz duze.
****Jak przetlumaczyc one-horse open sleigh zeby bylo krotko, zwiezle i po polsku. Ktos to przetlumaczyl kiedys ze sluchu na "Jeden kon otwarty niewolnik" ale nie jest to do konca trafiony przeklad.
*****W polskim alfabecie nie ma liter dostatecznie jasnych i swiatlych by napisac slowo hemodynamika nie plugawiac go. Slow "hemodynamika krakowska" w ogole nie wolno wymawiac. Nalezy przybrac swiatobliwy wyraz twarzy, wzniesc oczy ku gorze i westchnac znaczaco. Moga to robic jedynie najwyzej wtajemniczeni.

10 komentarzy:

kiciaf pisze...

:))

Witam wszystkich swiatecznie.

Abnegat - tylko nie mów że wstajesz tak rano. Wot tiechnika...

A śnieg pada i pada...
Wczoraj z dużego miasta też jechałam bardzo, bardzo wolno, bo zawiało i nie zamiotło, choć trzy pługi widziałam jadące w przeciwną stronę.

Anonimowy pisze...

Wesołych, wesolutkich ! Abnegacie
kilka dni temu trafiłam na Twój blog i z zapartym tchem chyba już większość opowieści przeczytałam ...masz talent :)
a krakowskiej klynyki dosadniej ( nie używając łaciny ) nie da się opisać...

eee-live pisze...

I ja witam w świątecznym nastroju :) Po dniu nie obecności :(

Tak to bywa jak się pacjent uprze :) Trzeba siedzieć 6 godzin w karetce ;)

U mnie są białe święta :) Śnieg popadał w wigilię z rana a teraz tylko troszkę mrozu mamy. Co oznacza że warunki drogowe są kiepskie. Wczoraj od teściów wracałam z zawrotną prędkością 40 km/h, bo w dzień puściło a wieczorem przymarzło.

Zadora pisze...

Bardzo pięknie i ostro,
Basen proszę siostro!

(dla tych z kliniki)

abnegat.ltd pisze...

Kiciaf, technika nieesamowita :) Tutaj +10. Zima chyba juz byla.

Witaj, Anonimowa :)
Ciesze sie, ze Ci sie podoba, zapraszam :)

EL, witaj swiatecznie :)

Agregat - siostro, kaczke! Frytki i buraczki!

basia.acappella pisze...

'Mozna by rzec, wyssalismy te wiedze z mlekiem matki - rzecz jasna na Klinice Ginekologii i Poloznictwa, Kopernika 23.'
A jak ktoś, psze Pana Doktora, na Siemiradzkiego się (albo kogoś) rodził - to też coś wyssał?... cokoooolwiek?...
(Bo jeśli w zwykłej izbie porodowej, to już z góry wiem, że na pewno nic ;( )

No, dosadnie napisane, ale 'raczej adekwatnie' (tak mi tu podpowiadają ci, co więcej wiedzą... :))

abnegat.ltd pisze...

Bardzo delikatie opisane.Nie chce Szanownych Panstwa bulwersowac ;)

Anonimowy pisze...

Kopernika znaleźli:) Kilka miesięcy temu ogłoszono ostatecznie wyniki badań:

LISTOPAD
- Przełom w poszukiwaniu grobu Mikołaja Kopernika. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Uppsali wykazały, że DNA uzyskane z włosa odkrytego w jednej z ksiąg należących do wybitnego astronoma jest takie samo, jak to pobrane z czaszki znalezionej przy ołtarzu, którym opiekował się on za życia. Tym samym zidentyfikowano grób Kopernika w katedrze we Fromborku.

http://www.naukawpolsce.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_naukapl.pap.pl&_PageID=1&s=szablon.depesza&dz=stronaGlowna&dep=357879&data=&lang=PL&_CheckSum=-1278286194

Pozdrawiam PaulinaC

dotty pisze...

Tekst pierwsza klasa. Niećwiadku abnegacki.

abnegat.ltd pisze...

Paulina, co to teraz potrafia zrobic - wlosa wyrwa i grob znajda. Masssakra ;D

Dotty, thx. Mialas nie chwalic ;)