poniedziałek, 29 grudnia 2008

Noz w brzuchu

To nie jest manifest antyortografow. To wezwanie z gatunku podnoszacego cisnienie kazdemu pogotowiarzowi. Problem jest tak prosty jak skomplikowana jest jama brzuszna. Jezeli przypomnimy sobie co mozna przedziurawic wbijajac noz w brzuch - robi sie cieplo. Watroba. Zoladek. Poprzecznica. Jelita wszelkiej masci. Sledziona. Jak noz jest wystarczajaco dlugi, to sa jeszce nerki i kilka naczyn z czego jedno calkiem grube. Nazywa sie aorta. A jak nozyk pojdzie ciutek do gory? Gdzie czekaja pluca, serce, przelyk? Brrr...

Gnalismy naszym nowym nabytkiem, Polonezem kombi ktory byl nasza chluba oraz sola w oku kolumny wojewodzkiej. Ale po tym jak mojemu koledze odpadly drzwi w chwili gdy podjechali do autobusu pelnego Niemcow zeby ratowac jednego z nich - przyjechala komisja i zadysponowala dwie noweczki dla nas. Co nie zmienia faktu ze byly to w dalszym ciagu Polonezy z przedluzonym tylem, tlukly sie jak jasna cholera a na zakretach bujaly jak balia na splywie Dunajcem. Ale przynajmniej do srodka nie wialo przez dziury w podlodze.

Na drodze stal i machal dramatycznie jakis typ. Zahamowalismy, wyskoczyli z karetki, w biegu zbieram wywiad i staram sie nadazyc za przewodnikiem. Troche po plaskim, potem przez rzeke, w gore, przez las - nastepnie pole. Tu wymieklem. Wtedy chyba po raz pierwszy przemknela mi mysl ze papierosy sa be. Moj sanitariusz zarzezil cos z tylu, odrzezilem ze nic nie rozumiem i wydluzonym kurc-galopkiem wydarlem na drugim biegu pod gore w poprzek polany.

Wpadlismy do chalupy. Na podlodze lezal kompletnie bialy facet, wokol niego kaluza krwi, spomiedzy palcow w prawym podbrzuszu lal sie calkiem mily strumyczek. Poniewaz nie moglem zaniemowic ze zdziwienia bo rzezilem jak zgoniony kon, zabralem sie do roboty. Gdzies po podlaczeniu drugiej kroplowki odzyskalem mowe i ryknalem na drugiego z braci, ktory podczas naszej akcji ogladal Kolo Fortuny, zeby ruszyl dupe i zalatwil dowolny transport. Przeciez go na plecach nie zniose na dol. Duzy jestem, duzo jem, ale do Pudziana to jednak mi brakuje.

W miedzyczasie chlopisko zrobilo sie przezroczyste. Hm. Z ocena krwawienia zawsze jest trudno- zazwyczaj przeceniamy gdzies tak trzykrotnie ilosc wynaczynionej krwi. Sadzac jednak po tym ze na podlodze lezalo z dziesiec litrow - musialem przedobrzyc co najmniej piec razy. No dobra - liczmy ze na podlodze lezy dwa litry, dodajmy do tego to co ma w brzuchu...
- KJM, gdzie ten JS polazl? - udarlem sie na starszego z braci, tego ktory nas przyprowadzil.
- Konia zaprzega.
- To rusz cztery litery i mu pomoz.
Z sanitariuszem wrzucilismy chlopa na koc i wytargalismy go na zewnatrz. Na szczescie woz byl gotowy, kon zaprzegniety. Chlopa wrzucilismy na woz, siadlem kolo niego i zaczelismy survival. Bobsleje to jest zabawka dla przedszkolakow w porownaniu z jazda wozem po gorskim zboczu. W dodatku chlop zaczal ulewac przez dziure w brzuchu i zrobil sie koloru nieboszczykowatego. Przypomnialem sobie resztki anatomii topograficznej. Tu aorta, tu biodrowe wewnetrzne... oki... tu nacisnac...
- AaaaaAAA! - zaprotestowal zdziurawiony.
- Morda w kubel! - popuscily mi nerwy calkiem - jak chcesz zyc to pusc miesnie brzucha...
Nie wiem czy to mu pomoglo, czy nie. Nie dalem sie sciagnac z niego az do sali operacyjnej. Wwiozlem go zywego, oddalem dyzur, zakupilem piwo i zasiadlem w dyzurce chirurgow. Ostatecznie wolne mam.

Po godzinie przyszedl zastepca ordynatora, stary, doswiadczony chirurg, klasa i kultura.
- Pan go przywiozl?
- Ja.
- Moze Pan wyciac karb na swoich sluchawkach. Wg. mnie zyje dzieki Panu. Mial naciete 1/3 obwodu biodrowej wspolnej.

Moze mial racje - a moze nie. Ale zawsze to milo byc docenionym. Do dzisiaj cisnienie mi sie podnosi jak sobie przypomne sytuacje gdy na moich oczach facet zabieral sie do umarcia a jedno co mialem mu do zaoferowania to ucisk aorty do kregoslupa. Dobrze ze chudziutki byl.

Jakis czas potem od samego poszkodowanego dowiedzialem sie jak to sie stalo. Dwusiecznym sztyletem cial plat skory - robili z nich kapcie. Noz mu zeskoczyl i wbil sie prosto w bebechy. Wynika z tego ze nie trzeba byc komandosem zeby zginac tragiczna smiercia. Mozna sie zadzgac na smierc w trakcie robienia kapci.

23 komentarze:

basia.acappella pisze...

Takie relacje podnoszą ciśnienie nawet o 8:30 i po dwóch kawach...

eee-live pisze...

Nie ma to jak być pogotowiarzem w górach :)
No pewnie że fajnie jest zostać docenionym :) Zwłaszcza jak ktoś na to zasługuje tak jak TY :)))

abnegat.ltd pisze...

To moze ja jednak wroce do publikacji o 9:00? ;D Bedzie wtedy czas na zneutralizowanie porannej kofeiny...

Nie ma to jak pogotowiarzem byc. Ta' jest!
A bieganie po pagorkach zawsze dobrze robi na przemyslenia wewnetrzne. Co prawda od opisanych wydarzen minelo chyba dalsze 5 lat zanim rzucilem w cholere palenie, ale zawsze. Tak na marginesie, to byl chyba jeden z moich pierwszych miesiecy pracy, jeszcze w trakcie stazu. Nie musialem pic kawy przez nastepne trzy dni.

EL, masz sliczne chaszczyki w awatarku, ale czemu one sie nazywaja KOT.JPG? Czy tez on sobie byl poszedl gdzies i pozniej wroci?

eee-live pisze...

Abi jak się dobrze przyjrzysz to zobaczysz i kota :) Siedzi sobie taki biały. Zdjęcie robiłam z okna więc ciężko widać :))) ale moje koty nie dają się focić :(

eee-live pisze...

Abi troszkę przycięłam zdjęcie mam nadzieję że teraz lepiej kota widać :) Ja go widziałam już na poprzednim ale może dlatego że wiem że tam siedzi :)))

abnegat.ltd pisze...

Faktycznie, kicia siedzi sobie jak gdyby nigdy nic ;) Nie wypatrzylem na pierwszym zdjeciu :)))

Bionda pisze...

ja tam lubie być pogotowiarzem, ale z tym chyba trzeba sie urodzic i mieć "to" w genach :-). nie wyobrazam sobie że mogłabym robic cos innego.
ps. miałam wczoraj ekstra wezwanie na W( pojechałam z nimi typowo rekreacyjnie bo po godzinach ), nie mogłam się oprzeć bo nasza dyspozytorka przyjęła niebanalne wezwanie które na karcie brzmiało " nie było jej 3 dni a teraz śpi " - pisownia oryginalna :-)Gratulacje dla pań z dyspo i Amen.
Pozdrawiam

abnegat.ltd pisze...

Bionda, posialem linek do Twojej strony, mozesz wrzucic jeszcze raz, pls?

A dla dyspozytorow powinna byc jakas specjalna nagroda za opis wezwan. Niektore powalaja ;D

Bionda pisze...

A proszę bardzo
http://medic-nadia.blog.onet.pl/
:-)

eee-live pisze...

Bionda opis wezwania oryginalny :)

Abi jest Ci wybaczone że nie dojrzałeś mojego kotka :) Dziś już od 2 godzin gonię moje koty bo chcę im fotkę strzelić jak siedzą razem ale chyba będę musiała poczekać aż będą spały, bo kondycja nie ta ;)

Zadora pisze...

Z nożami fajnie bywa. Nóż techniczny, choć ostrze krótkie ma, też może narozrabiać. Znam gościa. Pracował w stoczni. Klęcząc na jednym kolanie, z drugim przy piersi docinał coś przed sobą ciągnąc nóż do siebie. Ześliznął się i pięknie podciął wszystko równiutko pod tym kolanem co przy piersi było. Ostatni raz tam było. Noga się już nigdy nie zegnie, do piersi nie da się dociągnąć. Ale życia utratą nie był zagrożony, no nie.

skrzacik pisze...

witam wszystkich poswiatecznie. tym opisem abi podniosles mi cisnienie za co wielkie dzieki bo sie paletalo w okolicach stanów niskich.

mialam kiedys przyjemnosc pracowac na opisanej wczesniej ulicy kopernika (pod innym numerem) jako sekretarka. ktoregos dnia biurko mi zaczelo odjezdzac, kolezanka tanczyc, a profesor dwoic w oczach. wiec dyksretnie powloklam sie do dyzurki lekarskiej gdzie zeznalam podwojne widzenie i takie tam inne rozrywki, uczynna doktorka zmierzyla mi cisnienie 40/70 i polecila pojsc do pielegniarek po nazwe leku, ktorego dzis nie pomne.
powloklam sie. pielegniarki rzucily sie na mnie, zawlokly na fotel, zrobily to samo co lekarka i uprzejmie doniosly profesorowi.
profesor przyszedl przyspieszonym krokiem, podal szklaneczke z bursztynowym plynem i kazal wypic. niezdolnam do zadnego oporu, wedle swiadkow zielono-szara na twarzy, wzielam do ust lek i omalo wszystkich nie oplulam. plyn okazal sie byc koniaczkiem, ktorego nie znosze po dzis dzien, a wtedy jako mlode dziewcze nie uzywalam zadnych napojow o procencie wiekszym od dobrego wina.
posiedzialm sobie w dyzurce, a gdy cisnionko wrocilo do przyzwoitych (jak dla mnie stanow) jakies 60/100 wrocilam do pracy.

wyzej opisany przypadek dokumentuje i potwierdza, iz mniemanie niektorych jednostek doktorskich w klinikach o sobie i swoich mozliwosciach rozciaga sie nie tylko na ciemny lud spoza granic tychze klinik ale nawet na personel.

skrzacik pisze...

abi czy moge pomarudzic na lamach twojego bloga?

w wigilie dopadla mnie grypa zoladkowa. objawy wystaply kolo 14 dosc intensywnie. okoliczne apteki zamkniete (zreszta i tak bym sie nie ruszyla z domu, chyba, ze z oprzyrzadowaniem toalety) domowa apteczka nie zawierala zadnych specjalow na te dolegliwosc. na sor tez bym nie dojechala, a wzywanie pogotowie w takiej sprawie uznalam za naduzycie i to grube.
wiec wezwalam rodzine na pomoc, ktora cos tam znalazla w swoich zapasach od smecty poczynajac.
wieczor wigilijny spedzilam na spacerach pomiedzy lozkiem a lazienka.
w domu, u mamy czekaly: grzybowa z lanym ciastem, karp smazony, budyn z kapusty (przepis wedle cwierciakiewiczowej), kapustka czerwona, grzyby smazone, kutia, orzechowiec, makowiec i sernik na zimno a ja sie zadowolic musialam kleikiem!

niech mnie ktos przytuli i pozaluje...

River pisze...

"ryknalem na drugiego z braci, ktory podczas naszej akcji ogladal Kolo Fortuny"

-trzy słowa; korki zostaly wy......!! :D xD

abnegat.ltd pisze...

Agregat, sam powiedz - toz to trzeba nie miec mozgu zeby robic takie zeczy. Tak samo jak smoerc jednego z Marines Hamerykanskich na ktorego klacie opieral lufe swojej broni kolega w trakcie przeladowywania... Dziwne ze mysmy w ogole zeszli z drzewa :[]

Skrzacik, ale przeciez koniaczek to bardzo dobry lek jest ;) Zupelnie nie rozumiem czemu Ci nie pomogl.
A odnosnie wigilii to ja Cie zaluje szczerze i cross my heart - nie ma wiekszych lakomczuchow niz misie, wiec wiem co mowie ;)

River, nie uwierzyl bys. Mysmy zasuwali z gosciem, a ten stal oparty o framuge, dupa w nasza strone i ogladal TV w drugim pokoju. Masakra.

skrzacik pisze...

bbi wiem, ze konieczek jest swietnym lekarstwem, ale jak kazde skuteczne lekarstwo jest paskudny w smaku, pfefff. i pomogl, ja mam standardowo niskie cisnienie wiec jak mi wyskoczy powyzej 80/130 to sie czuje nabuuuuuuuzowana, ze hej :)

dzieks za pocieszenie, jak milo znalezc zrozumienie. cmoks w czolko :)

abnegat.ltd pisze...

EL, kicie sa nie do upolowania. Chyba ze chca.

To ja jestem lekoman, bo to akurat lekarstwo lubie ;D choc bez przesady :DDD

River pisze...

heheh, Ab skoro lubisz to lekarstwo, to powiedz mi co tak z medycznego punktu widzenia jest najlepsze na kaca? :P
- bo mi żaden lekarz nie chce powiedziec i odsyła na studia medyczne ;D

kiciaf pisze...

Na kaca jest najlepiej odczekać... :)

abnegat.ltd pisze...

Juz gdzies pisalem o tym - do finalu konkursu na najlepszy srodek anrykacowy zostaly zakwalifikowane Alka-Zecer i Polopiryna S. Ostatecznie wygral Alka-Zecer.
Ciszej sie rozpuszcza.

eee-live pisze...

Abi ano kicie nadal nie upolowane :) Jak tylko biorę aparat do rąk to uciekają ;( chyba musiałabym je uwiązać żeby sfocić ;)

River u nas mówią że na kaca najlepsza jest ciężka praca :) ale na mnie nie działa ;P

Anonimowy pisze...

Abnegat, ty naprawdę masz talent literacki. Po prostu jesteś świetny.
Może pomyśl o zgłoszeniu bloga w literackiej dyscyplinie. I tak masz coraz więcej gości. Już ja wiem, że nie dasz sobie po głowie jeździć, więc nie obawiaj się, że ktoś, coś. Pomyśl, a dlaczego nie? Przecież to zabawa, wygrana dobra rzecz, ale bez niej też przeżyjesz?
Zresztą, nie naciskam, bo sam wiesz najlepiej co robić.
Dopiero, nam starym bywalcom ciśnienie by skoczyło, Wam chłopcy też? ))

eee-live kota od razu zauważyłam. Wprawdzie pomyślałam, że to Białas, ale zdecydowanie za daleko:)
maria

basia.acappella pisze...

@Gospodarz (11:21): 6:00 jest optymalna (choć dziś kapeczkę za późno ;P). A dnia przybywa (wieczorami to nawet widać)...

A teraz - brrrrr - -9cio stopniowy szron zrywać zacząć trza... Z mego okna widać, że go sporo ;D