piątek, 28 listopada 2008

Mchy i porosty

Nieprzytomny, chyba nie zyje.

Sygnaly i wio. Dojazd niedaleko, lato, cieplo, tniemy na skroty deptakiem z masa ludzi, jade dumny i blady ze niby nic nie widze, wzrok w przyszlosc wbity, mozg praca wyzsza zajety...
...kobiety na niego grabiami machaja, zeby nie robota, by sie nimi zajal - hej- hej- hej...
Zajechalismy pod dom, kilkupietrowy, stary. Nikt nie wita, do srodka nie prosi. Wpadamy do biura mieszczacego sie na parterze, pracownik patrzy na nas i z niesmakiem tlumaczy ze to na drugim pietrze. W miedzyczasie ktos z sasiadow zszedl z gory droge pokazac.

Idziemy po schodach i - ciekawa sprawa. Mianowicie im wyzej jestesmy tym smrod wiekszy. Na drugim pietrze kierowca, ktory wrazliwy byl nieco, zzielenial i odmeldowal sie z bulgotem w krtani. W dalsza droge druzyna pierscienia poszla zdziesiatkowana...stop, stoop!!, nie to ujecie!!!... dzielna druzyna pogotowia poszla w skladzie ratownik+lekarz.

Otorzylismy drzwi do pomieszczenia i smrod sie zmaterializowal. Uderzyl namacalnie, fizycznie wrecz. Pokoik maly, zarosniete pajeczyna okienko typu poddaszowego, pod sciana lozko, po drugiej stronie komodka z miednica i dzbankiem na wode. Na podlodze gruba warstwa smieci, dziadostwa przeroznej masci i ludzkich ekskrementow. Rozgladamy sie wokolo - pusto. Nikt nie umiera, nikogo nie widac. Do tego smrod w obecnosci ktorego myslenie boli.

- Co do cholery, gdzie ten nieboszczyk?- starajac sie nie brac glebokiego oddechu wyrzezilem przez fartuch przycisniety do twarzy. Sanitariusz popatrzyl na mnie z wyrzutem, jakby sie upewniajac ze nie znam lepszych okolicznosci przyrody do prowadzenia konwersacji. Faktycznie, tez mi sie zachcialo. Mielismy juz wychodzic gdy nagle na podlodze poruszyl sie zielony, omszaly waz. Zdretwialem. Sanitariusz to przynajmniej ma wielka metalowa walizke ktora moze wywijac nad glowa, ale ja? Przeciez sluchawki to nie swietlny miecz. Na dodatek zgine predzej niz uzyje moje cud_miod_noweczka Littmany jako bron zaczepno-obronna.

Gdy napiecie nieco zelzalo, podszedlem do weza i skonstatowalem z niejakim zdziwieniem ze wysuwa sie spod lozka, zakonczony jest gumofilcem a przyczepiony jest do wlasciciela. Wlasciciela nogi, a nie weza bo to noga byla, cala porosnieta mchem i paprocia. Pociagnelismy nieco i spod lozka wyjechal osobnik plci i wieku niezdefiniowanego, patrzacy na nas metnym wzrokiem. Sadzac po brodzie, chlop. Srodowisko zmienilo parametry. Wokol nas zamiast smrodu w powietrzu rozeszlo sie powietrze w smrodzie.

Doszedlem do wniosku ze nic nie mozemy zrobic na miejscu. Jakakolwiek proba podklucia czy zastrzyku skonczy sie natychmiastowym zgonem pacjenta z powodu intoksykacji stworzeniami zyjacymi na skorze. Zarzadzilem natychmiastowy transport do szpitala - i dalem noge. Po zejsciu na dol zastalem inna karetke z innym kierowca. Okazalo sie ze poprzedni w miedzyczasie pognal na stacje, po drodze kupil litra wodki i wyblagal zmiane od kumpli. A mowia ze chlopy to sa niewrazliwe. Po chwili certolenia zapakowalismy pacjenta do karetki, wywiesili sie za okna i pojechali na IP. Szczesciem, daleko nie bylo.

Siedzimy sobie na izbie, wentylator pod sufitem swieze powietrze tloczy, cud miod i ultrmaryna. Ciekawe, ze mysmy juz zadnego smrodu nie czuli, natomiast personel Izby Przyjec wyszedl sobie na zewnatrz.

Po paru minutach z gory zszedl dyzurny internista. W zasadzie trudno bylo orzec kto to, bo cala twarz zaslonil.
- Co jest? - dobieglo zza zaimprowizowanego z recznika filtra antybakteryjnego.
- Pacjent przytomny, bez kontaktu - powiedzialem co wiedzialem. Nie dodalem ze gnije sobie zywcem bo recznik wskazywal ze internista zauwazyl problem.
- Jakie ma cisnienie?
A to ci dociekliwosc medyczna. Zwariowal chyba. Za chwile zapyta co na CT wyszlo i jaki jest poziom hormonow tarczycy...
- Chcesz wiedziec, zmierz sobie sam - usmiechnalem sie cieplo. Toz ja mam jeden cisnieniomierz, jak go uzyje to bede musial wyrzucic.
- Nic wiecej nie wiemy - dodalem. Nie wiem co zamierzali z nim robic, ale proces diagnostyczny musial sie zaczac od gruntownego odmoczenia kloszarda.

Jakies dwie godziny pozniej, jadac do szpitala z kolejnym pacjentem, zauwazylismy jedna z naszych karetek transportowych, ktora zachowywala sie nieco dziwnie. Otwarte okna, wiszace glowy za oknem, uchylona klapa z tylu i rzygajacy sanitariusz. Hm...

Pozniej dowiedzielismy sie ze przedsiebiorczy internista, korzystajac z braku miejsc na oddziale, wyslal pacjenta do zaprzyjaznionego szpitala. Gdzie po umyciu i ogoleniu okazalo sie ze to jednak kloszardzica byla.

Grunt to wiedziec jak sobie prace zorganizowac.

28 komentarzy:

eee-live pisze...

Abnegat ja w takich notkach proszę o napis na górze typu "NIE CZYTAĆ PRZY JEDZENIU" bo jakoś mi śniadanie przestało smakować ;(

A swoją drogą ciekawe ile trzeba czasu żeby się tak zapuścić?

dotty pisze...

Wow, matkobosko.

basia.acappella pisze...

No, faktycznie...

Brytyjczycy by już z dziesięć razy zapytali, gdzie opieka socjalna była. Retorycznie, boć i u nich się to i owo zdarza...

kiciaf pisze...

Ja to się zastanawiam, ile można wytrzymać w takim smrodzie nie rzygając.To gorzej niż z pijakami w izbie wytrzeźwień.

abnegat.ltd pisze...

EL, nastepnym razem wrzuce Czytac Na Pusty Zoladek ;)

Dotty, mysmy potem dzwonili do tego zaprzyjaznionego szpitala. Jak skonczyli klac, to na powiedzieli ze moczyli kloszardzice kilka godzin. Jak z niej brud odpadl i ogolilo sie brode to wyszla z kloszarda- kloszardzica. Palce lizac.

Basiu, ona nie wpuszczala do siebie opieki socjalnej, wiem bo zrobilem wywiad przez telefon z PKPSem, a niestety przymusowo wejsc nie mogli. Dopiero jak doszlo do czego doszlo, to pogotowie problem rozwiazalo ;)

abnegat.ltd pisze...

Kiciaf, zdziwila bys sie :D Mysmy tego potem wcale tak strasznie nie czuli. Tyle ze ludzie mi na drugi dzien mowili ze cos mi kurtalka capi...

eee-live pisze...

Trzymam za słowo ;) Bo dziś jak już zaczęłam czytać to nie było odwrotu ;)

Nic idę sobie za to zrobić coś do pracy do jedzenia, bo pewnie będę dziś biegiem do niej leciała ;) Bo jako kochana córka muszę zawieść mamę do lekarza, a tam pewnie będzie z godzinny poślizg :(

eee-live pisze...

Abnegat bo do każdego smrodu idzie się przyzwyczaić ;) Wiem bo przerabiam to w pracy jak jest lipne tworzywo ;( Wszyscy wchodzą i zatykają nosy a ja siedzę i nawet jem i nic nie czuję ;D

kiciaf pisze...

Hardcorowo w tym tygodniu. Jeśli dozujesz napięcie, to co będzie next?

dotty pisze...

Że nie wiele czuliście to wierzę. :D
Poczytała starsze posty i komenty i nie ogę się powstrzymać przed napisaniem czegoś co oczywiście wiecie - fajne z Wazs ludzie!
(Muszę tylko na razie póki co hamować sie ze siechem ;P).

dotty pisze...

Kurde, ale literówki strzelam.

Zadora pisze...

No to dorzucę smrodek z doświadczeń przyszłego inżynierka. Stocznia remontowa, praktyka studencka, ruski trawler (więcej rdzy niż stali), przetwórnia tranu na rufie, rurociągi tranu do zdemontowania, śruby nie puszczają, trzeba ciąć palnikiem, tran się pali, to co w rurach też się pali. Rury były tak 120 mm średnicy a w środku przelot grubości ołówka. Reszta zatkana takim rybim gęstym szlamem ubitym na beton. I to się tak cholerstwo śmierdząco paliło, że ja to jeszcze 3 dni potem czułem (wyobraźnia płata figle) choć nie było skąd. No to sobie chyba szprotki w oleju otworzę na śniadanie. Albo "skumbrię w tomacie" :DDD

dotty pisze...

Tyż dobrze. Chyba skoczę po śledzika. ;)

eee-live pisze...

Nie róbcie apetytu, bo zaraz leczo rybne zrobię :)

dotty pisze...

Nawilżony mnie rozbroił. :)))
EL, ale po rewelacjach Agregata też trzeba się po odpowiednio "nawilżyć". :D

eee-live pisze...

Dotty ano trzeba :))) Tylko ja do pracy idę :(

dotty pisze...

Ja też nie mogę. :( Poszłam pozałatwiała trochę swoich spraw. Zmęczyłam się ale czuję się lepiej. :)

Anonimowy pisze...

a co powiecie na parę kloszard+kloszardzica z dworca PKP w Katowicach, którzy wzięli ślub? ;-)
metaksa

kiciaf pisze...

Bym powiedziała:
"Każdemu wolno kochać..." :)

Anonimowy pisze...

no, kochać tak - tylko warunki na tę miłość średnie, bo przynajmniej w wakacje mieszkali na kartonie na schodach prowadzących do dworca... ale Panowie policjanci przychodzili i im gratulowali zawarcia związku małżeńskiego... :-)))
metaksa

dotty pisze...

Pewnie razem i tak lepiej (przynajmniej miał kto kartona popilnować). BTW człowiek się może znieść znacznie więcej niż wydaje mu się to prawdopodobne.

abnegat.ltd pisze...

Metaksa, jak pomysle ze moj omszak moglby trafic na swojego meskiego odpowiednika... Matko jedyna, toz to produkcja mchow i porostow...

Tydzien byl pracowity - czuje ze mam ochote na sledzika. I cos pod niego, zeby sobie biedna rybka nie myslala ze barbarus zezarl ja jaki...

Kiciaf, mam juz pare nastepnych tekscikow bo mi sie to tak falami odtyka - zeby nie stracic to siadam i pisze :D Mam nadzieje ze na jakis czas jeszcze wystarczy.

EL, moj kumpel robil w takim przedsiebiorstwie co z kosci robi maczke czy co tam.
Kapal sie na miejscu i przebieral. Po przyjezdzie do domu kapal sie drugi raz i przebieral po raz drugi. I dalej zalatywalo od niego strzliwym zacapem ;) A on twierdzil ze nawet w pracy nic nie czuje.

Dotty, dzieki za dobre slowo, zrowiej spokojnie, cos ci duet AA przygotuje do posmiacia i na zakaske pewnie tez (to ten pierwszy A. Drugi slabo gotuje).

Agregat, a placili Ci dodatek za szkodliwe warunki? Toz to do konca zycia mozna na sledzia z obrzydzeniem patrzec. I jak wtedy wodeczke zaatakowac? Moze dlatego wina jeno pijesz? Dobry prawnik zaraz by jakies pieniadze z tego zrobil...

Anonimowy pisze...

Ci ludzie, aby żyć muszą chodzić do sklepów po choćby najmniejsze zakupy.
Co ja Ci Abnagat mogę powiedzieć, Ty szczęściarzu.
maria

Anonimowy pisze...

A jak się taki położy na środku w akcie protestu ew determinacji ( bo brakuje na piwo)
Tu przydaje się instynkt dyplomatyczny. Aby było dobrze, trzeba z Nimi stanowczo, ale z szacunkiem
maria

abnegat.ltd pisze...

Czyli mozna by rzec ze to ekoterroryzm jest...

Zadora pisze...

To nie ekoteroryzm tylko dyktatura zielonych! :DD Morph mógłby nam tu naopowiadać o gumisiach. Każdy z nich wsród chorych na oddziale to zagrożenie "zakażeniem szpitalnym" z szerokim spektrum chorób do wyboru
A ten ślub w Katowicach pewnie nic w ich życiu nie zmnienił. Bez "socjalnego" znaczenia a może chociaż sprawił psychicznie pozytywne skutki.

abnegat.ltd pisze...

Raczej bomba biologiczna. Jeden taki wrzucony na wraze terytorium - i hekatomba. I to w dodatku wielokrotnego uzycia.

dotty pisze...

Yep, jednak bioterroryzm.