środa, 19 października 2011

Kurs

Nadszedł pażdziernik. Nie tyle kalendarzowy ile pogodowy. W nocy zimno, w dzień leje... Brr. Od czasu do czasu słońce zaświeci, jak dzisiaj, ale to jednakowoż są wyjątki. W ten trend wpisuje się nasza aktywność na pięterku. Spokojna i leniwa. Nawet Lorenzo, jedyny pewny dostarczyciel atrakcji wziął dupę w troki i pojechał w ciepłe kraje. Fuksiarz.

Pacjeci też nie dają powodów do radości. Zdarzyła sie co prawda ostatnio dziewoja z gatunku wiotkich dwudziestek, co to przyszła do wyrywania ósemek. Wlazłem, przedstawiłem się - a ta w ryk. Sie pytam grzecznie, cegój ryczy? Polski akcent taki straszny? Nie, nie akcent, tylko jak ja ją uśpię, a konował zęby wyrwie, to niechybnie ją zadusi na śmierć? Wzruszony jej trzeźwą ocena naszego zębodoła zakrzyknąłem - Alez nie! - i zamachałem gwałtownie odnóżami górnymi. Toż ja ci wsadzę przez nos do krztonia taką specjalna rurkę!. Dziewczę rykneło jeszcze głośniej - no teraz zaś czego ryczy? Teraz się - hlip - rurki - hlip hlip - boi... W anestezjologicznym lepiej nie było. Ałałała!!! wrzasnęła gromko zaraz jak jej założyłem stazę na ramie. Co zaś znowu? Bo mi ramię drętwieje! Od stazy? Nieeee!!! To drugieee!!! Wyłaczylismy maszynkę do mierzenia ciśnienia. Lepiej? Lepiej. Dobra. To teraz się drzyj? A po co? Bo igła. IgłaaAAAaaa? Już się może przestać drzeć, igła wrażona. Zapuściłem leki, dziewczę zaczęło cos gaworzyć przy zmianie fazy o niechybnych okropieństwach ją czekajacych, ale na szczęście na biochemię zawsze można liczyc.

Poza pacjentami radości dostarczaja nam czasem słuchacze- a głównie słuchaczki - z pobliskiego Wydziału Pielegniarstwa Uniwersytetu Jamesa Cook’a. Ot, w zeszłą środę pracował mój zmiennik. Jako, że jest zwolennikiem okrutnym RA (czyli regional anaesthesia), wział przywlókł maszynkę i zaczał dziubać w okolicach pachwiny. Co on tam znieczulał, nie wiem, skórny boczny cy cóś, w każdym badź razie odpalił sprzęta, błysnęły lampki, dziewczę szkolone pisnęło i zapytało, czy może się przyglądać. Ależ oczywiście! Kolega, chcąc wykazać talenta dydaktyczne jakoż i dobre serce, właczył kolorki i pokazując na piekny, czerwony, tetniący przekrój tętnicy udowej zapytał - a cóżesz to może być? dziewczę marsowo się spięło w sobie i z niewielkim znakiem zapytania w głosie powiedziało „płuco...?...”

Niech Pan Bóg ma w opiece NHS.

Odnośnie tego całego RA to anestezjolodzy dziela się na kilka podgrup. Tak na prawdę to w Jukeju anestezjolodzy muszą mieć jakis special interest, czyli dziedzinę w której moga pracować, a reszta leży w ich zasięgu, ale tylko potencjalnie. Na ten przykład podział na intensywistów i anestezjologów dokonuje się właśnie teraz, coraz więcej szpitali ma dwa oddzielne zespoły, które nie włażą sobie w drogę. Anestezjolog staje się pomału matołem intensywistycznym a intensywista traci pojęcie o anestezji. Ale mylił by się kto, gdyby myslał, ze anestezjolog znieczulający może sobie znieczulać co chce. Nic bardziej mylnego. Można być specjalistą od dzieci. To już sie w Polsce dokonało, bejbikami poniżej 3 roku życia opiekują się wyspecjalizowani anestezjolodzy bejbikowi. Kardiologia też ma swoich - wszystkich pozostałych straszy się Swan-Ganzem i współpracą z pompiarzem. Ale na wyspie poszli dużo dalej. Znieczulasz kobiety do porodu? To wara od grubych. Znasz się na grubych? Won od mózgu. Jak kto znieczula neurochirurgom, niechybnie zabije pacjenta po traumie. Do tego wszystkiego narasta nam teraz podział na tych co to głównie truja - oraz na tych co to wbijają igły.

Wbijać igły każdy może, ale nie każdy wie jak. Tu istnieją różne teorie, na ten przykład, że do uprawiania RA jest potrzebny zmysł przestrzenny albo jakaś siła nadludzka musi nas obdarzyc darem widzenia przez skórę, ale po mojemu sprawa jest prosta. Jak się kto anatomii uczył, to wie - a jak nie - to nie. Wiem, bom sam jest matoł anatomiczny, po egzaminie pozostało mi dość jasno sprecyzowane wrażenie, że serce u człowieka jest w klatce po lewej a wątroba po prawej, za to w brzuchu - ale za cholerę nie pamiętam tych wszystkich gałazek i podgałązek, podziałów i podzialików: nerwy, mięśnie, tętnice, żyły... Tu troche mam zastrzeżenia do sposobu nauczania anatomii, bo we łbie mam obraz kilku ludziów, jeden składa sie na ten przykład z samych kosci - fachowo zwie się to szkielet - drugi z tętnic, trzeci z nerwów, czwarty z mięśni (mięśniak...?...), piąty z przekrojów mózgu, szósty z narządów jamy brzusznej i klatki, ale żeby to tak zobaczyć razem - brakuje mi mocy przerobowych procesora głównego. Stąd moje podejście do RA jest raczej niespecjalnie wyrafinowane: punkty orientacyjne, obrazy przekrojów z identyfikacją struktur i tyle. Ale jak powiem, że to lubie, to skłamię.

Brytole, wiedząc o powyższym, organizują kursy dla anestezjologów, gdzie najpierw opowiadają o anatomii, potem kursanty mogą sobie pogrzebać w zwłokach zakonserwowanych w formalinie, następnie powbijać igły w fantomy a na koniec sprawdzić wszystko na żywych ochotnikach. Bez wbijania igieł, rzecz jasna. I tu ciekawostka - gdyby ktoś chciał się podszkolić w USG-guided RA, w Piekarach Slaskich 19-20 listopada jest organizowany kurs prez jednego z moich kolegów. Dodatkową atrakcją sa angielscy wykładowcy i, co za tym idzie, wykłady w języku angielskim, więc będzie można podszliwować warsztat. Ci, którzy sie boją lengłidża, dostana pomoc od tłumaczy.

Linek do ww. kursu jest TUTAJ , cena to bodajże 800PLN za dwa dni, w programie teoria i praca na pozorantach.

Niestety, nie będzie zwłok.

28 komentarzy:

jawron pisze...

@"Wiem, bom sam jest matoł anatomiczny, po egzaminie pozostało mi dość jasno sprecyzowane wrażenie, że serce u człowieka jest w klatce po lewej a wątroba po prawej, za to w brzuchu - ale za cholerę nie pamiętam tych wszystkich gałazek i podgałązek, podziałów i podzialików: nerwy, mięśnie, tętnice, żyły... "

Kuzyn, po pierwszym semestrze na pytanie gdzie jest wątroba stwierdził, że nie wie, bo nie przerabiali jeszcze klatki piersiowej :)

Swoją drogą teraz trochę się zmienia - np. u mnie na uczelni uczy sie regionami (czyli kończyna górna, dolna itd...). Które podejście jest lepsze - nie wiem.

abnegat.ltd pisze...

xD
Wymiekam...

welatas pisze...

U nas system teoretycznie całkiem, całkiem logiczny był. Jako, że anato była (podkreślam BYŁA, bo co dobre, trza zabić) 3 semestry, przez pierwsze dwa leciało się układami, a 3 regionami. I gdyby jeszcze nam zwłoki pokazali więcej niż 2 razy w całości, to myślę, że nawet te śmiecie w jamie brzusznej dałoby się ogarnąć.
Co nie wpływa na fakt, że unaczynienia i unerwienia jak nie umiałam tak nie umiem:D Co gorsza, Ty jesteś w jakiś sposób usprawiedliwiony, bo miałeś to dobrych kilka lat temu, to ja JESZCZE powinnam to wiedzieć:)

Michaś pisze...

To może u mnie nie było tak źle bo i zwłoki od pewnego momentu były na każdych zajęciach, i a po kościach i OUNie szliśmy już regionami. I siedziałem otoczony otwartymi wszystkimi możliwymi tomami Sienielnikowa/Bochenka, bo kiedyś podręczniki robili układami ;)

I w ogóle żywe ludzie nam się pokazały na zajęciach. I to małe w dodatku. Dziwnie jakoś ;)

Michaś

Anonimowy pisze...

,, przy zmianie fazy'' - Boskie !!!
modo

Kasia pisze...

A to u mnie anatomia jakaś lepsiejsza chyba była... Kości na początku tak, potem mózg, ale potem to już całościowo głowa i szyja, klata, brzuch miednica, kończyny i plecy... Nie to, żebym dzięki temu pamiętała więcej... Ale sploty były i że coś gdzieś leci to wiem, ale jak się które nazywa...? ;)

abnegat.ltd pisze...

Welatas, Michs i Kasia - u nas niby tez, ale reka to byly miesnie, potem naczynia a na koncu nerwy. Jakos nigdy mi sie to w konczyne nie zlozylo xD

Modo, za moich czasow najprostszym sposobem na faze to bylo pol basa ;)

erjota pisze...

Nie widziałem, że na wyspach jest taki podział na anestezjologów że nie każdy znieczula co chce.
U mnie w szpitalu akademickim jest tylko podział na tych co są na bloku operacyjnym i na tych co są na intensywnej terapii. Z tego co wiem, to rzadko się zamieniają miejscami.
Ale za to znieczulają wszystko: neurochirurgie, ogólną, naczyniową. Jedynie torakochirurgia ma swoich znieczulaczy.

Fajna anestezjologia jest :)) sam o niej myślę, tylko z tej anatomii to jednak braki są po kilku latach studiów :P

Anonimowy pisze...

a słynne szpilki i przeciąganie sznurka jak lasera - co na jego drodze jest studencie mądry rzecz - to chyba nie tylko ujotowski chwilowy wybryk?

pozdrawiam - nemetka

brykanty pisze...

A mnie najbardziej podobał się taki wiotki człowieczek, często w połowie czerwony, a w drugiej niebieski.
Tego z okiem otoczonym mięskiem trochę się bałam.

dentoholic pisze...

czy pan dochtór kończył może ŚlAM? Wnioskuję po koledze z Piekar Śląskich ale mogę się mylić, więc wolę zapytać. Czy kolega zareagowała jakoś na to płuco? Ciekawa jestem. Jak to baba. Pozdrawiam

basia pisze...

"Intensywistyczny" - przyswajam sobie co prędzej to słówko, w Kraju bardzo przydatne... tu KAŻDY to specjalista intensywizmu stosowanego ;)

abnegat.ltd pisze...

Erjota, witaj :)
Z tym podzialem jest smiesznie - wychodza z zalozenia, ze jak czegos nie robiles kilka lat, to tego nie umiesz. Stad potem wychodza jaja pt. specjalista od neuroanestezji albo anestezjologii ginekologicznej (...wtf?...)
Do tego, jak sie ostatnio dowiedzialem, intensywista moze byc kazdy, niekoniecznie anestezjolog.
Czary.
A anestezja jest godna rozwazenia - zapotrzebowanie duze, samodzielnosc, nawet w polsce, duzego stopnia - i masa satysfakcji. Aleusisz wiedziec ze nie chcesz nyc chirurgiem - bo inaczej wyrosnie z ciebie upierdliwy frustrat xD

Nemetka, u nas byla agrafka wtykana w dziury. Okropienstwo ;)

Brykanty, dla mnie to cale muzeum to byl jakis potworny panoptikon nekrofilow... szczegolnie, jak jeden z asystentow zaczal mlaskac nad preparatem narzadow prywatnych wyrznietych z jakiejs mlodej ofiary wypadku...
....trzesiemnie...

Dentoholic, przyznam sie oficjalnie: jestem po lubelskiej ;) Dobra szkolka, z niskim odsetkiem napuszonych doktorow i sfrustrowanych docentow. Coponiektorzy z zacieciem dydaktycznym nawet... Ale to bylo 20 lat temu. Wiec nie pamietam dobrze bo mam skleroze xD

Basiu, u nas intensywizm jest objawem umiarkowalnosci - wyrazistosc wymaga przesuniecia w strone, rzeklbym, fantastycznosci... by nie wymawiac fanatycznosci...
xD

abnegat.ltd pisze...

A, wlasnie. A'propos sklerozy. @ Dentoholic: tego mi dziewczyny nie przekazaly. Ale laska jest niezla. Opowiedzialem jej " Krotka historie o znieczulaniy"- co jest na monitorach, troche o wentylacji, troche o krazeniu. Laska potwierdzila, ze wszystko rozumie, dopytala sie o parametry oddechowe wyswietlone na ekranie i stwierdzila: "To on teraz oddycha sam!", choc chwile wczesniej pokazywalem jak maszynka pieknie gazy tloczy...

erjota pisze...

Ja właśnie kilka lat już chodzę na kółko chirurgiczne i dużo siedziałem na dyżurach i zaczęło mnie to bardzo uświadamiać że chirurgia to nie dla mnie (biorąc pod uwagę problemy zdrowotne jest to specka za ciężka i mogę szybko wypaść ze sprawności).a anestezjologia mi się spodobała, bo często bywałem też na intensywnej terapii, pooglądałem pacjentów i ogólnie dobrze mi się zawsze współpracowało z państwem znieczulającym :))
poza tym myślę później jeszcze o zrobieniu ratunków, ale to na razie perspektywa baaardzo odległa.
Jak w każdej specjalizacji podoba mi się coś i wiele rzeczy mnie nie kręcą, a w anestezjologii jakoś tak nie jest :P no jeszcze zobaczymy, ostatni rok przede mną i staż to mogę jeszcze pomyśleć :))

abnegat.ltd pisze...

Erjota, a co najwazniejsze, nikt Cie w wieku 35 lat nie bedzie publicznie je....op....- okrzykiwal! w trakcie operowania pacjenta. No, chyba, ze zamierzasz podjac prace w osrodku akademickim w malopolsce :P xD Ale tam chirurgow okrzykuja az do smierci - chyba ze sie wyordynatoruja. Albo wyprofesorza- wtedy sami okrzykuja swoje asysty...

A- i mie mysl, ze amestezja jest latwa, w sensie fizycznym. Nie jest to orka ortopedow, ale tez potrafi dac w dupe.

Anonimowy pisze...

o jaaa! Lublin :)))
miło wiedzieć, że tam studiowałeś!
meredith

abnegat.ltd pisze...

Meredith, ale to bylo w czasach, gdy na Chodzkowie stal komin starej cegielni ;)

Anonimowy pisze...

oj tam oj tam!
who cares kiedy to było - ważne, że było! xd
hehe co do anato, to dopiero w tym roku (bo zmienił się prof) przeszli na bardziej "całościowe" podejście do preparatów, a nie jak do tej pory najpierw mm, naczynia i nn przy danej części ciała :)
i oficjalnie uczą się z Graysa, a Bochenek powoli odchodzi w zapomnienie, chlip :>
mer

abnegat.ltd pisze...

8000
Santa Madonna Clara...
O Sinielnikowie pewnie nikt nie slyszal?

A kto jest teraz szefem?

Anonimowy pisze...

od zeszłego roku urzęduje prof.Maciejewski :)
jestem bardzo ciekawa co to teraz będzie ;p
mer

Anonimowy pisze...

O dżizaz, ludzie, a ja myślałam, że wy wiecie, co my pacjenci mamy w środku...
:-)))))
Ryba

Daisy pisze...

Przeczytałam Dochtorowi fragment o szkoleniu i płucu i się biedak ogórkową zadławił. No, to ten :-))) Ledwo odratowałam :-))))

Anonimowy pisze...

Ooo, z tą anatomią, to trochę jak z historią starożytną.
Zaczynają uczyć od starożytnej Grecji, potem o starożytnym Rzymie. I w rezultacie nie wiem nigdy, co się działo w danym roku w Grecji i Rzymie.
nika

Anonimowy pisze...

Meredith, za moich czasow byl taki asystent, choc nie mialem przyjemnosci byc naumiewanym... Ale z tego co mi po lbie dzwoni to mial opinie przyjaznego...

Ryba, to jest dosc czeste nieporozumienie. Coc jest taka specjalnosc, ktora daje wglad - patomorfologia. Ale zazwyczaj jest juz za pozno...

Daisy, dobrze, ze nie jadl kaczki...

Nika, dokladnie. Anatomia topograficzna jakos lezala odlogiem. Uczyli nas 6 generacji podzialu nerwu trojdzielnego a potem byl problem gdzie w stosunku do miesni lezy nerw kulszowy.

Anonimowy pisze...

Cholera - moj wlasny blog wycina moje komenty... Noz w mordezzzz....

abnegat.ltd pisze...

Meredith, pamiętam asystenta o takim nazwisku xD O ile pamiętam, miał opinie przyjaznego studentom... Ale nie miałem przyjemności być naumiewanym.

Ryba, są tacy - to patomorfolodzy. Ale zazwyczaj ich wiedza nie przydaje się zainteresowanemu :P xD

Daisy, cud boski, ześ mu czytała przy zupie! A jakby tak przy baraniej nodze? I jak tego gnata potem wyciągnąć z krztonia... xD

Nika - dokładnie. Pamięta sie potem podziały nerwu trójdzielnego, ale najblizsze przyblizzone położenie nerwu kulszowego to "gdzies na d.pie"...
;)

PS. Odpowiadałem na Wasze posty 46 razy - mój aJfon zgłupiał i nie publikuje komentów.

erjota pisze...

Internista- dużo wie, mało może
Chirurg - dużo może, mało wie
Patomorfolog- dużo wie, dużo może, ale już jest za późno :]