wtorek, 4 października 2011

Instrukcja obsługi

Dawno, dawno temu, jeszcze w Północnej Irlandii, zjadłem swój pierwszy stek. Było to przeżycie wstrząsające, które uświadomiło mi, ze mięso, zwane w Polsce wołowina w rzeczy samej jest krowiną z uboju geriatryczno-paliatywnego. Standardowa procedura mojej Ancestorki polegała na 24 godzinnym bejcowaniu onej w zmiękczających ziołach, a nastepnie sześciogodzinnym pieczeniu aż do rozpadłości. Do spożycia potrzebny był sekator i godzina czasu. Smacznego.

Ten pierwszy stek zapalił mi w mózgu obszar zwany pożądaniem - pożądaniem krowy bliźniego swego, dodajmy. Zacząłem jak chyba każdy - od well done’a, przesuwając się ku coraz niższym szczeblom, by wreszcie odnaleźć rare’a.

Następnie przyszła refleksja - po cóż się rujnować w knajpie, toż za tą cenę można kupić pół krowy... Polazłem do butchera na głównej uicy i poprosiłem o 4 steki. Tum się dowiedział, że jest ich kilka, sirloiny, rumpy, t-bone’y, filety - podrapałem się po łbie i poprosiłem o pomoc. Butcher bez mrugnięcia okiem sprzedał mi potężne kawały najdroższego sirloina - dość powiedzieć, że za cztery porcje zapłaciłem prawie 30 funciszów - i z przeświadczeniem, że oto zaczyna się nowa era (w kuchni, ale jednak) - pomaszerowałem do domu.

Kto da radę jak nie my? Toż jest się mistrzem „Jajecznicy na boczku” i „Smażonej baraniej nogi” - o „Swińskim karczychu z grilla” nie wspominając! Nie bedzie mi tu północnoirlandzka krowa - w dodatku martwa - pluła w twarz! Wyciągnałem zawodową patelnię z szafki, nalałem oleju po uważaniu, nagrzałem i wrzuciłem pierwszy kawał. Rozległ się skwierczacy dźwięk, który szybko zanikł, soczysty kawał wołowiny ugotował się w mieszaninie oleju i sosu własnego, rodzina zgodnie pokiwała głowami, że „owszem, dobre, ale to jeszcze nie to” i w końcu ASP litościwie zutylizował gumowe coś w procesie produkcji gulaszu.

Niepowodzenia nie powinny zniechęcać człowieka wcale - z tym hasłem wkroczyłem jakiś czas później do zaprzyjaźnionego butchera po kolejne kawały wołowiny. Tym razem nie dałem się. Na patelnię wlałem pół butelki oleju i poczekałem, aż buchnie dym - po czym wrzuciłem mięcho prosto we wrzątek. Bryzneło po kuchence, blacie, ścianie a nawet suficie. Nic to, Baśka!!! Smaży się!!! Wyłączyłem alarm p.pożarowy, otworzyłem drzwi na przestrzał i niezrażony przeciągami usmażyłem wszystko. Tym razem zjedliśmy. Nie było to może podobne do steków z restauracji, ale przynajmniej było usmażone. Technika sekatorowo-toporowa, zaszczepiona przez Ancestorkę, przydała się jak znalazł.

Później nie było lepiej. Zazwyczaj kuchnia po moim smażeniu wyglądała jak po wybuchu bomby olejowej. Żeby troche skrócić okres sprzątania rozkładałem na podłodze stare gazety, ale był to trud zdany psu na budę - i tak wszystko było upaprane, a dodatkowo musiałem sprzątać nieszczęsne papierzyska. Steki były nieodmiennie krwiste i chrupiace. Czy raczej łykowato-pancerne.

Na właściwy trop natchnęła mnie wizyta w restauracji, gdzie steki pieczono na kamieniu. Byłyż one wyborne, mięciuśkie, smakowite - i kosztowały jakieś 40 funciszy za porcję. Hm. Skoro oni to bez oleju robią wcale - to może jednak nie należy smazyć wołowiny w frytkownicy? Z pewnym niepokojem, pamiętając ugotowane 30 funtów, przystapiłem do eksperymentu. Ale jaja... Nie dość, że wyszły całkiem przyzwoite medium-rear’y, to w dodatku kuchnia czysta...

Ostatnim krokiem w mojej pięcioletniej edukacji było przeczytanie poradnika, jaki onegdaj zamiescił Miszcz Steków I Innej Chabaniny w Sundaj Times’ie. Po pierwsze, zabronił smażyć mięcho z lodówki. Ma się takowe nagrzac do temperatury pokojowej. Czy - dokładniej - kuchennej. Po wtóre, oleju „tyle, zeby nie przywarło” i nie więcej. Tu akuratnie potwierdził moje przypuszczenia. Po trzecie - pierwszą stronę steka smazymy 4 minuty na pół-ostro, ale bez palenia, po czym jeszce dwie pomaluśku, mięcha w tym czasie nie wolno dotykać, śturać i po patelni przesuwać, co było moim grzechem nagminnym - i odwrócić na druga stronę, na kolejne 2-4 minuty, w zależności czy chcemy bardziej czy mniej krwistą fiestę. I wreszcie cos, co stanowiło tajemnicę rozpadającego się mięska w ustach: stek po usmażeniu należy przykryc folią i położyć na 10 minut w ciepłym miejscu. Z pewnym niepokojem użyłem do tego piekarnika...

...i...

...ło matko...

... co prawda ASP z Didziem Młodszym mieli rochę za zimne, a starszy technologię zignorował i zażyczył sobie po staremu, prosto z patelni, ale mój...

...

...doskonały medium-rare, rozpadający się w ustach, mięciusieńki, soczysty...

...a trzeba tu dopowiedzieć, że ASP z Dzidziem Młodszym mieli po sirloinie, który jest nieco łatwiejszy, ale dla prawdziwych chłopów było po półkilowym kawale rumpa. Który zawsze wychodził mi jak podeszwa buta. Ale nie tym razem.

...wpadam w zamozachwyt...

Musze powtórzyć.

Najlepiej dzisiaj.

---------------
Odnośnie moich prób i wyłamywania otwartych drzwi, nasuwa mi się taka scenka rodzajowa z moim ancestorem:
- Abiiii!
- Taak?
- Chodź mi tu pomóż!!! Satelita nie działa!!!
- Jaki znowu satelita?
- No nowy, zainstalowali wczoraj, za cholere nie moge sobie z nim dać rady!
- A instrukcję obsługi czytałeś?
- Instrukcję?...? A po co...?...?...?...

17 komentarzy:

Green pisze...

Master, a wiesz, że ja mam taką koleżankę, co się odchudzała na stekach?

Serio ;]]]]

Swoją drogą, nawet nie wiesz jak ja rozumiem ten Twój pęd ku doskonałości.

Aż mnie kusi, żeby
Ci zadedykować notkę u mnie.

Taką o zupie doskonałej, ale obawiam się, że moja reputacja (lol) i blogowy pijar mogą na tym stracić.

(BTW udało mi się ugotować taką zupę, że familia od 11 lat nie dość,że ją pamięta doskonale, to perfidnie wypomina ;p)
;]

ps. Weryfikacja słowna : DROPSY O_O

Anonimowy pisze...

O kurczę, to może i ja się przekonałam do steka? ;-)
nika

abnegat.ltd pisze...

Grenska, ja tez ja stosuje. Ta diete. Jest batdzo dobra a ostatnio coraz lepsza. I tylko waga sie zepsula.

Nika - kpniecznie. Ale nie w zadnym Taco tylko profesjonalni kucharze w profesjonalnej knajpie. Nie ma nic lepszego. Nawet dla wegetarian...

Green pisze...

Abi, ona się odchudzała NA SERIO tymi stekami.

;]

madziaro pisze...

mmmmmmm steki mmmmm, ostatnio jadłam tak pysznego steka, że aż do teraz dostaję ślinotoku na samo wspomnienie :). Ja jednak zostaję przy medium, jeszcze ciut czerwony, ale krew jednak nie pryska po ścianach w trakcie jedzenia ;)

u mnie od przedwczoraj żeberka, niestety tym razem dostaliśmy jakieś strasznie tłuste sztuki, więcej tłuszczu, niż mięsa, a buuu

(KK) pisze...

A to i jeszcze musi chyba być bydlę hodowane na mięso, a nie na mleko i ubijane jak już przestanie je dawać jak to w Polandii najczęściej bywa... Mmmmm, głodnam...

K_ba_a pisze...

Wołowina to bardzo poważny temat.

Według Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego spożycie wołowiny w Polsce jest dramatycznie niskie i wynosi około 4 kg rocznie na głowę.(Co ciekawe w 1988 czyli PRL-u wynosiło średnio 17 kg rocznie)

Wieprzowiny pochłaniamy 10 krotnie więcej co z punktu widzenia medycznego nie jest dobrą wiadomością.

Najdziwniejsze jest to że Polska jest krajem rolniczym o idealnych warunkach do produkcji mięsa wołowego a jemy jej tak mało. Wg. przepisów UE hodując krowę na mięso rolnik musi dysponować około 1 hektarem wybiegu na sztukę bydła.

Jeżeli uda mi się ustrzelić "ładny" kawał krówki to:
1) solę
2) pieprzę
3) rzucam na rozgrzaną do czerwoności patelnię z niewielką ilością oleju

Im mięso jest lepszej jakości tym jem je bardziej surowe.
Tzw. blue steak

UK to potęga wołowa.

Pozdrawiam

basia pisze...

Mniammmm... :D

...ale poniekąd to dobrze, że (tu) dopiero ósma ajem jest ;D

Anonimowy pisze...

A z grilla jakie wychodzą... Tyle że trzeba dobrze węgiel rozżarzyć i koniecznie pod pokrywą.
W Polandii wołowiny na steki najlepiej szukać w Makro, trzeba palcem dziubnąć przez folijkę czy mięsko miękkie. Kiedy pierwszy raz przyniosłam steki do domu, mój mąż stwierdził "za pół godziny obiad". Zdziwił się, że do stołu podano po 8 minutach :) Wrąbaliśmy po dwa na łebka. Mniam.
Ryba

abnegat.ltd pisze...

Grenska, ja tez! xD

Madziari, widzialem t-bone'y w zaprzyjaznionym sam-ie. Chyba zaryzykuje... :)))

KK, i pasza odpowiedmia, i uboj bezstresowy, i dojrzewanie trzytygodniowe...
... a potem przylezie taki abnegat jedrn z drugim i spali miecho w oleju xD

Kuba - ni ma sily, wpisywanie Twojego nicka na aJfonie moze spowodowac drgawki, zostales przechrzszczony;) - Polska Krowia Potega - to by sie nadalo w sam raz dla coponiektorych politykow ;)
A wolowiny bron panie nie sol przed smazeniem tylko po - puszcza sok na patelni i robi sie podeszwowata.

Basiu, kupa czasu zeby stek kupic i usmazyc ;)))

Ryba, witaj :)
Tak sobie juzyslalem zeby t-bona na grill wrzucic. Ale do tego potrzebuje grila... i miejsca, zeby podymic - bo u mnie sasiedzi dokonaja samosasu:/ :\

K_ba_a pisze...

O soli będę pamiętał.

Która część krowy według Brytoli najlepiej nadaje się na steak?

abnegat.ltd pisze...

Sirloin czyli poledwica jest najlepsza wg. mnie... Musi miec taki rancik z tluszczyku i byc nieco nim przerosnieta.
Rump czyli zad albo wolowina z krzyza (krowy) - nieco mniej tluszczu, bardziej zbita, ale jak sie ja dobrze zrobi (vide opis ;) - palce lizac.
Ribeye - to z boku, ponizej zeber - raz jadlem, wole sirloins ;)

Joanna pisze...

No masz i się ześliniłam! A zrobię w niedzielę i będą żarli o! Żeby mnie miało pokręcić! A jak nie to niech marchewkę żrą,a my sobie z kotami pobiesiadujemy:))

abnegat.ltd pisze...

Joanna, jeżeli tego nie robiłaś, koniecznie zrób ten ostatni etap - znaczy zawijamy miesko w sreberko i wsadzamy do piekarnika nastawionwego tak na 100 (?) - przynajmniej tak zrobiłem ze swoim. To całkowicie zmienia postać na posiedzieć...

abnegat.ltd pisze...

A - koty śliczne, tylko nie mam jak komentować z roboty ;)

Shigella pisze...

Najlepsza wolowina jaka jadlam w zyciu pochodzila z arkansanskiego baru dla robotnikow, do ktorego zawlekla mnie kolezanka z pracy.
Podejrzewam ze gdyby byla gorsza, wkurzeni lokalsi podpalili by lokal.
Niestety, w Pl w wiekszosci przypadkow wolowina pochodzi z krow rasy mlecznej czy mleczno-miesnej i tak jak piszesz - pod nozem konczy po dlugim i pracowitym zywocie.
Sa w prawdzie iskierki nadziei czyli hodowle bydelka miesnego, ale 120 PLNow za kilogram poledwicy Limousin to troche duzo jak na nasze warunki.

Anonimowy pisze...

Abi, elektryczny grill nie dymi, tylko czy to jeszcze jest grill...
Ja mam gazówkę, dymi tylko przy wypalaniu resztek z poprzedniego grillowania, a potem to tylko wkurzające zapachy. A mieszkam na osiedlu bliźniaków, gdzie działka nie przekracza 300 m2, więc to jak komuna.
Ryba