środa, 20 stycznia 2010

A kiedy przyjdzie na ciebie czas

- Co mamy?
- Umiera.
- Każdy umiera - nawet my, w tej chwili... A w zasadzie to na co?
- Doktor, tyle Dziunia przekazała. I jeszcze że się strasznie darli.
No, to sprawa jest poważna.

Wbrew pozorom „umiera” nie jest wezwaniem jednoznacznym. Prócz dość zrozumiałych przypadków jak utrata przytomności, ofiary wypadków czy terminalnie chorzy zdarzały się również padaczki, bóle miesiączkowe czy ciężki kac. Co potrafię zrozumieć jako że od czasu do czasu prowadzę nocnych Polaków rozmowy przy Monastyrce, która swą pięćdziesięciokonną mocą oraz śliwkowym aromatem onduluje włosy i rysuje szkliwo.

Zawyły sygnały, ryknął silnik i statecznie wytoczyliśmy się na główną drogę. Szybciej się nie da bo w polskim wynalazku karetkopodobnym jest tyle mocy ile jest. Czyli mało na tyle że w zasadzie można pominąć. Jak to mówił jeden z myślicieli: „W próżnie to i Salomon nie naleje”. Na szczęście droga dojazdu prosta jest, żadnych gór dookoła, więc już po paru minutach osiągnęliśmy oszałamiające 90 na godzinę. Milcząco zapytałem czy kurzymy. Długi wziął, przypalił i podziękował skinieniem głowy. Rozmowa w kabinie gdzie trzęsące się blachy produkują 100 dB mija się z celem.

Po dobrych dwudziestu minutach znęcania się nad materią dojechaliśmy na miejsce. Zwyczajowo potraktowałem drzwi z bodiczka - ostatecznie podgląda sie mistrzów hokeja - i wyskoczyłem na podwórko do nerwowo nastrojonego jegomościa w wieku średnim.
- Co się dziej?
- Tamtamtamszybkoszybkobosiękończy! - zamachał ekspresyjnie nad podziw i przejmując rolę pilota-pchacza skierował mnie na pierwsze piętro. W pokoju leży sobie babcia staruszka. Dychać dycha, choć byle jak.Ciśnienie byle jakie. W płucach trzęsienie ziemi. Skóra sucha. Kontakt raczej żaden. Kroplówka jakowaś podpięta wisi. Podrapałem się po łbie.
- Ośrodkowy był?
- Byłbyłalenicniezrobił!
- A babcia od kiedy taka?
- A bedzie już trzeci miesiąc! - mój interlokutor zaczął używać spacji w czasie mówienia. Dobre i choć co. -Odkąd my jo wzieni po udarze to tak leży.
- Czyli - że ona w łóżku od trzech miesięcy?
- No tak!
- Pokażcie karty.
Chłop przyniósł karty szpitalne. Babcia lat 93 wypisana faktycznie po udarze niedokrwiennym do domu... Sprawdziłem kartę informacyjną ośrodkowego - zadziwił mnie chłop. Wziął się ostro za stawianie babki na nogi.
- A czego oczekujecie ode mnie?
- Bierzeciejom doszpitala! - zaś mu spacje zaczęło zjadać.
- Ale na co? Zasadniczo umiera - i nikt jej wiele nie pomoże. W tym stanie i wieku na intensywne leczenie się nie kwalifikuje a na internie umrze sobie w tym samym tempie co w domu.
- Łojezusiemaryyyyjo!!! - zaniósł się wrzaskiem -Tocojomom roooobić!!!
Zastosowałem wariant odwrócenia uwagi.
- Ksiądz był?
- No nie. - Najwyraźniej manewr się udał. Nie dość że mu spacje wróciły to jeszcze wykrzykniki znikły.
- To na co czekacie?

Wytłumaczyłem raz jeszcze że cudów na tej planecie dokonywał tylko jeden człowiek, którego zresztą 1/3 ludzkości uznaje za Boga - ale niestety nie przyjedzie z przyczyn wiadomych. Zostawiłem kartę informacyjną z diagnozą status kitatus i pognałem do karetki jako że dyspozytor uznał sraczkę za zagrożenie życia.

Gdzieś pod wieczór odwiedziliśmy to miejsce raz jeszcze, żeby wypisać kartę zgonu. Kupa ludzi, ubrani na czarno, powaga na twarzach. I pamiętam wzrok mojego rozmówcy - który patrzył na mnie z niemym wyrzutem.

Najwyraźniej nie uwierzył że nie potrafimy dokonywać cudów.

25 komentarzy:

f-blox pisze...

Czuje minimalny wyrzut do rodziny babci. Fakt ciągniecie całego zespołu PR do osoby która już jest jedną nogą poza tym światem.
A z drugiej strony, to teraz takie czasy że trudno się jakoś pogodzić z odchodzeniem bliskiej osoby. Kiedyś miało się więcej doczynienia z takimi sytuacjami.
Bynajmniej fajnie, że piszesz takie, rzeczy na blogu bo jest to oswajanie z tematem. A wiec zasługujesz na złotą odznakę edukatora!

abnegat.ltd pisze...

F-blox, wezwali i racje mieli bo skad moga wiedziec czy mozna co poradzic czy nie. Osrodkowy zrobil tam regularny szpital: plyny dozylne, antybiotyki... Natomist irytujaca jest chec pozbycia sie czlonka rodziny z domu zeby umarl w szpitalu. Takie troche - wykopanie za prog zdychajacego psa.

thalie pisze...

troszeczkę tego nie pojmuję, wiesz? niemal 13 lat temu zmarł mój dziadek. rak płuc. w końcowej fazie choroby był już w domu, bo szpital i tak by nie pomógł w żaden sposób. wszyscy niby wiedzieli, że umiera. i kiedy przyszedł ten ostatni moment wezwano pogotowie. karetka przyjechała, podali leki jakieś, pojechała. potem przyjeżdżali raz jeszcze - stwierdzić zgon. tej samej nocy. pamiętam z jakim wyrzutem moja babcia opowiadała potem, ze "ten lekarz to nic mu nie pomógł". a moim zdaniem pomógł. to co podał było na tyle skuteczne, że dziadek przestał się dusić i mógł umrzeć cichutko i spokojnie.

abnegat.ltd pisze...

Thalie, bo ludzie niewiedziec czemu oczekuja od medycyny cudow. Nie przyjmujemy do wiadomosci ze jestesmy smiertelni.

Muscat pisze...

No, nie przyjmujemy. Niestety w naszej kulturze śmierć jest tabu i kompletnie brak edukacji w tej dziedzinie.
Moja rodzina odwrotnie - śmierć w szpitalu uważa za jakąś hańbę, a to też nie jest normalne.

abnegat.ltd pisze...

Muscat, z tym umieraniem w szpitalu to czasem dziwy wychodza. Z jednej strony okrzyki oburzenia ze jak to - babcie do szpitala wzieni i tam umarla? W szpitalu?? - choc rzeczona miala w sobie chorobe smiertelna i pomoc sie nie dalo.

A z drugiej strony znam przypadek jak to babcia zostala wypisana "bo nic jej nie bylo" koniec cytatu - a ze ruch byl duzy to ja posadzili w poczekalni na krzeselku z karta wypisowa. I tak ja rodzina znalazla. Niezywa, z karta w dloniach na ktorej stalo ze jest zdrowa.

Anonimowy pisze...

A bo, Abi, to chyba jest na zasadzie, że ludziska się napatrzyli na różne cuda, które medycy robią - stawiają ludzi na nogi, uzdrawiają itd. No to ci chcą, żeby tak było zawsze i wszędzie :-) nika

Weryfikację słowa mam "dentisi" - idealne do wczorajszego posta :-D
Chory na dentystę ;-P

Zadora pisze...

Sorry nie w temacie
Abi, KiciaF ma wyjazd z atrakcjami. Powódz w Egipcie http://roqaya.blogspot.com/2010/01/powodz-w-egipcie-tak-w-egipcie.html

Anonimowy pisze...

Chyba poprzedni ustrój nauczył nas (zwłaszcza "miastowych"), że w domu się nie umiera. Ludzie nie potrafią się zachować w obliczu śmierci osoby bliskiej, ale brakuje również tego wsparcia ze strony lekarzy, ratowników, pielęgniarek. Wielu lekarzy, z którymi pracuję nie potrafi w odpowiedni sposób udzielić tej ostatniej, potrzebnej informacji i pouczenia rodziny. W efekcie - jak napisałeś - "wykopywanie za próg" domu przekształca się w wykopywanie za próg karetki i dalej, byle nie ja, byle nie u mnie. Przykre to, ale wielu z nas zdążyło już do tego przywyknąć.
Czytam Twojego bloga z ogromną przyjemnością i zaciekawieniem. Trafiają do mnie Twoje teksty i zmuszają do myślenia.
Pozdrawiam

Łukasz

Sławomir pisze...

Czolem Panie Abnegat. trafilem na twojego bloga zupelnie przypadkowo. No i pozarlem wszystkie historie z ogromną przyjemnością. Pozdrawiam cie serdecznie. Piszesz super i czlowiekowi serduszko czasem mocniej zabije bo wrazliwy jest i pamietliwy.Pozdrawiam cie serdecznie i calą rodzinkę.
Szaibocik

Nomad_FH pisze...

Abi, mam prosbe. Dalbys rade sie odezwac na maila. nomadfh@gmail.com

abnegat.ltd pisze...

Nika, temat trudny - bo jak slusznie Lukasz zauwazyl od sluzby zdrowia wieje chlodem. Niby empatia nie jest wpisana w zawod - ale z drugiej strony kosztuje to nic, a ludziom czasem jest potrzebna odrobina wsparcia.

Greg, zaraz wysle jakiego pytajnika.

Lukasz, witaj :)
Zycie jako choroba smiertelna przenoszona droga plciowa. Ciekawe ze smierc jest zawsze traguczna, nieoczekiwana, przynoszaca nieoceniona strate... I takie nastawienie jest produkowane przez smiertelnych katolikow dla ktorych smierc to wejscie do Krolestwa.
Wszyscy chca isc do mieba ale nikt nie chce umierac.

Szaibocik, powitac :)
Ciesze sie ze sie podobalo. Rozumiem ze to brzmialo znajomo ;D
Pozdrawiam cieplo.
Abnegat.
PS. Jak mowil Gandalf do Bilbo: Keep it secret. Keep it safe ;)

abnegat.ltd pisze...

Greg, najnowsze doniesienia sa dobre. W Hurghadzie jak w Wenecji. Basen w pokoju for free ;)

Nomad_FH pisze...

Abi: już wszystko ok. Po wizycie u znachora specjalisty. Zaordynowany max komplet badan z ponownym rezonansem + kontrast, tomograf + kontrast i co tam bozia jeszcze wymyslila. Na ta chwile - juz zero ubocznych skutkow nocy.

abnegat.ltd pisze...

Hm. Kciuki trzymam. Rozumiem ze w szpitalu siedzu?

basia.acappella pisze...

Tak, "Ksiądz był?" niektórych stawia do pionu...

(Nb, u mnie był własnie po kolędzie... ;D)

Greg pisze...

Trzeba było brać pokój na piętrze z kozami (czytaj na dachu) ;)

Nomad_FH pisze...

Abnegat: za kciuki dzięki, jak i za wsparcie :) Nie, do domu pojechała... tzn do rodziców o ile dobrze zrozumiałem (czyli - pozostaje pod opieką lekarską - bo to dwoje dochtorów).

Leszek pisze...

Witam. Od jakiegoś już czasu czytam Twojego bloga i trzeba przyznać, że jest świetny. Oprócz talentów ratowniczych masz też pisarskie. Niestety ja nie o tym... 2 dni temu miałem bardzo nieprzyjemne przeżycie polegające na głębokim rozcięciu czoła(głupia sprawa, potkniecie w domu i kontakt z jakąś ostrą krawędzią) a właściwie skroni na długości 6cm i jakichś 10 szwach. Zastanawiam się co zrobić alby zminimalizować nieunikniona bliznę. Tam gdzie próbowałem pytać, kobity z recepcji odsyłały mnie w diabły z życzeniami abstynencji. Nie mam kogo się w tej sprawie poradzić więc pytam tutaj. Proszę o pomoc...
Ps. Z głową ok, nawet tomografię mi zrobili. A szwy były oczywiście "na żywca".

Anonimowy pisze...

@Leszek:
normalka, czekasz aż Ci się zagoi, tak ze 4 miesiące, a potem szorujesz do apteki po maść na blizny "Cepan" (ma najwięcej składników, jest w dużej tubce i jest polska) i się myziasz ile wlezie (na noc starczy). Ze trzy tubki pewnie zużyjesz :-) nika

abnegat.ltd pisze...

Basiu, Ksiądz potrafi :))) A w takich okolicvznościach jest wręcz nieoceniony. Udzielanie namasczenia chorym w czasie reanimacji - to dopiero jest hicior.

Greg, podobnoż na dachu było najgorzej. Bo tam waliło gradem :D

Nomad, dziwne to. Widzałem kilka razy utratę pamięci świeżej - ale żeby trzy lata zezarło. Zgroza.

Leszek, witaj :)
Czego nie chcesz blizny mieć? Toż mężczyznie do twarzy...
Była taka, bodajże Contractubex. Ale to się stosowało po wygojeniu - nie na świeżą ranę.

O - w czasie pomiędzy Nika znalazła Cepn. Tegoz nie znam jakby osobiście ;D

Greg pisze...

Może i waliło gradem ale kozy dadzą i osłonę i ciepło i mleko. A woda spłynie niżej. Zawsze można było dać nura i przeczekać :)

Nomad_FH pisze...

Abi: może trzy to przesada, ale tak grubo ponad rok - póltorej.

Leszek pisze...

4 miesiące??!!! przebież nie urwało mi głowy tylko rozcięło skórę.. Tyle mam z plastrem na głowie chodzić ? Bo szwy zdejmują mi we wtorek...

Anonimowy pisze...

Łojezu, nie z plastrem :-)
Zdejmą Ci szwy, to se pochodź z taką świeżą blizną ze 4 miesiące, bo się musi zasklepić.
Cepan (przeze mnie wypróbowany na własnej skórze :-) i tym podobne maści zawierają heparynę, która rozrzedza krew - no wiec rana musi być zagojona.
Po czterech miechach będzie jeszcze świeża, nie stwardniała, więc myzianie maścią będzie dawać rezultaty (też nie od zaraz).
Blizna będzie, ale nie taka wypukła etc.
A poza tym, jak Abi pisza, chłopu blizny przystoją :-)))
Zawsze możesz powiedzieć, że to z bitwy pod Grunwaldem ;-P nika