sobota, 28 marca 2009

Nie szkodzi

Wieczór nadszedł niespodziewanie. Jeszcze przed chwilą było wczesne popołudnie - a tu proszę. Wystarczyło zamknąć oczy i zrobiło się późno. Zarazza. Sklep zamknęli - gdzie ja teraz cebulkę do kiszeczki kupię? Co prawda można wszamać kiszeczkę bez cebulki - ale tak samo można jeść parówki bez musztardy. Albo spaghetti bez makaronu. Ponure rozważania nad zimną kiszką przerwał Kaźmirz.
- Dochtor, zostaw te padline, człowiek umiera.
- A jak bardzo?
- Bardzo. Od wczoraj ma temperaturę, a dzisiaj kaszle.
- No to niech ruszy łaskawie dupę do przychodni. Kto nas wysyła do takiego badziewia? - zapytałem ze zrozumiałym w obliczu czekającej kiszeczki afektem.
- Barabara. Jedźmy, dochtor, bo nas to nie minie. Jak odmówisz teraz to cię wezwą o trzeciej rano do byle czego.
- A, to nasi przyjaciele siabadabada amore?
- A kto będzie do temeperaturki wzywał jak nie oni? Dbają żebyś się nie poczuł olany.

No to jedźmy. Ciepło, miło, słuchawkę się przyłoży, receptę napisze i za niecałą godzinkę będziemy z powrotem.

Zajeżdżamy, Nacialnik szerokim gestem na osiedle zaprasza...
- Stało się im co?
- A nie, ostatnio Piękna miała trzy dni dyżuru i za każdym razem była awantura, policja i cuda na kiju - w końcu zapowiedziała że nie zamierza do nich jeździć wcale.
- I co?
- No widzisz - Nacialnik powiedział że się tym zajmie.
No normalnie - własnym oczom nie wierze. Zazwyczaj na podwórku wspólnym dla kilkunastu chałup-lepianek było tłoczno, a dzisiaj tylko kilka matron siedzi i kawę pije. Znaczy, one zawsze siedzą i kawę piją - chyba tradycja jaka... Albo obowiązki małżeńskie. Pojęcia nie mam.

- Dzień dobry, co sie złego dzieje? - zagaiłem razgawor i potarłem oczy, jako że w chałupie było siwo od dymu.
- Strasznie kaszle od wczoraj a dzisiaj ją temperatura złapała.
- A czego nie przyjedziecie do podstacji tylko wzywacie karetke? Toż grypa w rejonie, jak bym chciał jeździć do każdego, to bym do was przyjechał na pojutrze.
Ja to jednak niereformowalny jestem. Toż wiem że taka gadka nic w światopoglądzie moich interlokutorów nie zmieni a ich odpowiedź musi człowieka wyprowadzić z równowagi. I wyprowadziła. W związku z powyższym zarządziłem wypad wszystkich do pola za wyjątkiem matki i dziecka po czym zabrałem się za badanie. Nad płucami książkowe zmiany - świst, przedłużony wydech, przy głębokim wdechy pojedyncze popiskiwania. Nieźle ją obkurczyło. Szlag trafił. Za cholerę tej kiszeczki nie zjem dzisiaj. No nic, trza się brać za leczenie.
- Macie spacer?
- eEe??
- Tube do dmuchawki?
- A - mamy.
- To dawać.
Podpiąłem Berodual, pozwoliłem małej wziąć kilka wdechów testowych i psiknąłem raz a po chwili drugi.
- Przy takiej astmie dobrze by było chałupę wietrzyć z dymu. Zróbcie coś z instalacją, bo w oczy szczypie...
- Jaki dym? - zapytała matka wyciągając papierosa -Toż nic nie czuć - a palić trzeba, bo mi się dziecko od zimna pochoruje.
Gul mi skoczył na 9. -Mąż też pali?
- No pewnie.
- I palicie przy dziecku chorym na astmę? To może od razu weźmiecie i utopicie w stawie?
I zaczęła się kolejna awantura. Jak to powiedziała kiedyś znajoma ordynator - chów wsobny i permanentny niedobór jodu. Po kilku minutach przerwałem ciekawie rozwijającą się wymianę zdań i przyłożyłem słuchawkę - wszystko cacek. Czyli że biochemia tym razem wygrała z przemysłem tytoniowym i watahą zjadliwych patogenów.

- Beclocort dajecie?
- Mamy, ale to wcale nie pomaga. Jak ją złapie duchota to tylko zaszczyk działa.
- Jaki znowu zastrzyk?
- A to nie bedzie zaszczyku?
- Nie.

I zaczęło się tango milonga po raz kolejny. Mając na uwadze dziecko oraz ryzyko powtórnego nocnego wezwania wbiłem zęby w język i podpierając się autorytetem miejscowej kliniki palnąłem miły wykładzik uświadamiający nt. co jest po co i dlaczego nie należy palić w domu przy dziecku chorym na astmę.
- Tak pan mówi? - zadziwiła się mamusia szczerze. -Fukawki na stałe i nie palić?
Powtórzyłem wykład, wypisałem wszystkim recepty na wszystko co możliwe, zmierzyłem ciśnienie starej Maciochowej - 90/60, "kawa była?" - powiedziałem staremu że się usmaży w piekle jak pieca nie naprawi i z poczuciem odwalenia ciężkiej, solidnej i kompletnie nieefektywnej roboty wróciłem na stację.

Kiszeczkę pokroiłem w plasterki i zeżarłem z chlebkiem, pogryzając kiszonym ogóreczkiem. Też można.

23 komentarze:

victorec pisze...

Co za idioci. Biedne dziecko. Dobrze, że moi byli normalni:)

inessta pisze...

Cygany i ich Cyganichy mają swoją filozofię na temat astmy. Przyszło to trzeba z tym żyć, ale żeby już doktorów słuchać to niekoniecznie. :))

dotty pisze...

Z nikotyną się ciężko walczy. Wątpię, że im rodzicielska biochemia na długo starczyła. Ale dobrze zrobiłeś. Może twoje kazanie było dla nich czymś nowym?

Anonimowy pisze...

Panie doktorze, jak pan się niezdrowo odżywia:)
Skąd ja to znam?
Powtarza się n razy, a przy kolejnym spotkaniu trzeba n+1.
Próżne złości. Dociera tylko w momencie gadania
maria

Catta pisze...

jeśli kiszeczka swojska i ogóreczki w domu ukiszone to zdrowe :).
A ta osada to gdzie (głęboki Wschód?)i kiedy (lata 20 . XXw.?)
Tam to Siłaczka z Judymem potrzebni a nie, proszę państwa, doktora A. męczyć.

eee-live pisze...

Toż to niereformowalne jest ;) A tak na poważnie to dziecku współczuję że z astmą musi znosić stałe zadymienie.
A co do kiszeczki to mniammm :) dobrze że właśnie zjadłam potrawkę z kurczaka na obiad bo bym pewnie do sklepu poleciała ;)

abnegat.ltd pisze...

Victorec, nic dodać...

Innesta, z nimi jest cos nie tak - conajmniej połowa z nich ma naprawdę ciężka postać astmy, z częstymi zaostrzeniami i silna dusznością. Z drugiej strony jak widze cymbała co sobie zapodaje dwa Ventoliny zeby potem spokojnie wyjarać papierocha - toz to sie nóż w kieszeni otwiera.

Docik, niereformowalni. Co im bedzie jaks jebdoktorek pier.olil glupoty - toz od lat wszyscy pala i nic sie nikomu od tego nie stało.

Maria - dzisiaj nadrobiłem :D Kreweteczki z grapefrucikami, tabasco, zielona salata (ale taka wymnieszana z roznych gatunków) i troszeczke specjalnego sosiku seafood - ktorego widzialem w Carrefour onegdaj. Wymieszac. Zjadac. Palce lizac :D

Catta, a gdzie tam. Kiszeczka sklepowa, ogóreczki z beczki - ale i tak było bardzo mniam.
A osada wcale nie na wschodzie tylko na południu, lata duzo wczesniejsze bo dziesiate - ale tego wieku, a Silaczka zamordowała by Judyma po trzech dnia i rzuciła się na tory. Tak to widze ;D

EL, ja dzisiaj zdrowo - jak powyzej. Polecam...

dotty pisze...

Czyli mniej mięcha a więcej seefooda? To ja tak zwykle mam. Chodziaż przedkładam ryby nad robaki. ;)

Anonimowy pisze...

A swoja drogą to ciekawe że chcieli zastrzyku. Chodziłem do jednej klasy z kolegą cyganem. I on był fajny gość, wszyscy go lubili, poza szkolną pigułą. Bo jedyne czego on się bał to szczepionki i zastrzyki. Może z innego klanu był ?

zmęczon

abnegat.ltd pisze...

@Dotty: Jakoś te robaczki mi bardzo zasmakowały - choć tak na prawdę to nie są robaczki tylko ich ogonki ;D

@Zmęczon: Faktycznie jakos dziwny klan. U nas musi byc zaszczyk i ancypilina. Jak nie ma zaszczyku znaczy ze znowu do karetki matola wsadzili.

eee-live pisze...

Abi a ja za to jem dziś niezdrowo :) Skacze mi kwas moczowy, przez co podejrzewają u mnie dnę :( Ale co tam póki nic nie jest pewne to jem co popadnie jak się potwierdzi diagnoza to na większość będzie szlaban :(

lavinka pisze...

Jak to było? Przeżyją tylko najsilniejsi? ;)

Mnie własnie jakiś wirus gardłowy dopadł. Potraktowałam gardło czym się dało, jakies pastylki do ssania z chemią najróżniejszą(w sumie 4 rodzaje na zmianę), jakiś rutinoscorbin i scorbolamid na temperaturę(+apap na ból głowy) (i było coraz gorzej) w końcu zastosowałam broń okrutną to jest kiszoną kapustę i... super mocny chrzan co mi się ze Świąt poprzednich został. Gardło wyleczyłam,ale kataru niet. I to ten katar chyba mnie w nocy rozwalił,bo takiej trzęsionki dostałam jak nigdy. Ale przeżyłam i od południa jakoś mi lepiej. 4 lata nie miałam chorego gardła. Pan co mi okna montował w poniedziałek, mnie zaraził. Zarazzza ;) A ja mu hibiskusa zaparzyłam. Spytasz czamu nie poszłam do lekarza? Bo jest sobota, to raz. Dwa-bo mi zamknęli przychodnię od Nowego Roku nie ęformując mnie o tym. A do nowej się muszę dopiero zapisać. Ze stanem podgorączkowym mam się użerać z paniami od rejestracji? O nie. Poczekam aż wyzdrowieję. Trzeba mieć zdrowie, by się z paniami od rejestracji użerać :) Nie no dobra,żartowałam. Przepisuję się do prywatniej, co podpisała umowę z NFZ. Nie pytaj ile zachodu kosztowało wydobycie starych kart i pozwolenia na ich skserowanie, co by nowy lekarz wiedział na co chorowałam :)

MR pisze...

noo
abnegat wrocil do formy :)
pozdro z newcastle nuff

abnegat.ltd pisze...

Lavinka, jakis dziwny wirus lata w powietrzu po Europie tego roku. Dopadło mnie w listopadzie - myślałem że ducha wyzione. Pierwszy raz w życiu przerwałem liste, samochód zostawiłem na parkingu i odwieźli mnie do domu - myślałem że ducha odam Panu. 24 godziny spania i tyleż samo straconych litrów wody - przeszło po trzech dniach. Ale zbierałem się do pionu następny miesiąc.

MR, u Ciebie też tak zimno? Masakra - chyba zacznie śniegiem walic... Pozdrowienia z Teesside :)

Anonimowy pisze...

Taaa. A ja się swoim nie stwierdzonym małym astmatykiem przejumję, po nocach nie śpię, inhaluję dwa razy na dzień (Sapcer nie działa), nawet żadnego nałogowca w okolicy nie ma. No kurde jak widac błąd. Należ wrzucić na looz i jarać.
Się w kieszeniu nóż normalnie otwiera.
taka jedna

abnegat.ltd pisze...

A ccegój nie zdiagnozowany? Toż teraz w kazdym mieście da się badania zrobić... Palenia nie polecam ;D

madziaro pisze...

Wiesz, Abi, też jakoś zasmakowałam w krewetkach... zaraz po wyemigrowaniu tutaj, tak samo jak i w chińszczyźnie, kuchni tajlandzkiej, wietnamskiej i wszelkich tego typu wynalazkach :)

A co do astmy - toż to samo zdrowie się przy astmie sztachnąć dymem papierosowym :/

abnegat.ltd pisze...

Chińszczyzna jest goood. Kurczaczek po wietnamsku też niczego sobie.

Najciekawsze że moj mlodszy przekonał sie do krewetek w wieku lat dziesięciu - zaznaczając jedynie żeby w trakcie posiłku unikać określenia "robaczki" - i teraz sieje groze i przerażenie wśród swoich przyjaciół jak przyjeżdża do kraju. Potrafi je zrobić na kilka sposobów - włącznie z tym co opracowaliśmy ostatnio. Samo zdrowie - i pychota :D

Marta pisze...

Albo spaghetti bez makaronu:D

madziaro pisze...

najlepszy jest wietnamski rosołek czyli zupka Pho - absolutna rewelacja...
tylko, że mała porcja tej zupki jest taka, jak ja robie dla dwóch osób... a i pewnie by trochę zostało ;). Do tego jeszcze w zupce jest wiadro makaronu ;)

Anonimowy pisze...

No ja tam nie wiem. Ale uświadomiono mnie, że tlenki zotu w pocie, tudzież spirometrię to się robi jak delikwent osiągnie 120 cm wzortu. Natomiast testy alergiczne skórne są do bani, a z krwi się właśnie robią. A w ogóle to mam poczekac aż dorośnie. Tylko jak sie jej nie szprycuje różnymi takimi to rzęzi aż "miło"
taka jedna

basia.acappella pisze...

Ech, chyba potrafiłabym nazwać takie jedno-czy-drugie osiedle (np. w rejonie niedawno sprokurowanej 'wielkiej wody'). Ale to nie-posługiwanie się nazwami miejscowymi ma w sumie wielki urok... dopasowywanie topografii, etc. ;D

abnegat.ltd pisze...

Taka Jedna (tak na marginesie - sie glupio czuje pisząc Twoj nick...) - o tlenkach azotu nie słyszałem :? Albo medycyna robi w chorobach płuc cos nowego albo chodzi o chlorki. To celem wykluczenia/potwierdzenia mukowiscydozy. Testy skórne - nie dam sobie łba urwać ale miarodajne chyba od 5 rz (?) Nie pamietam... znowu ten pieronski Niemiec co mi wszystko chowa...
Odnosnie spirometri - można wykonać pomiar oporów i podatnosci metodą oscylacji wymuszonych - i to sie da zrobić u dzieci od mw. 2-3 roku życia. Wszystko zależy od tego czy maluch usiedzi z rurką w buzi z głową w takim plastikowym pudle.
Poza tym kryterium rozpoznania choroby są objawy a cała reszta ma znaczenie pomocnicze jakby.
Jak by co to polecam IGIChP w Rabce .

Basiu, tam kilka osiedli jest. Co ciekawe- moje opowieści dotyczą czterech :D Więc zagadka trudniejsza nieco...