poniedziałek, 2 lutego 2009

Wedkowanie

Nie ma to jak swieza rybka. Taka upieczona w maselku na patelni, z winem. Niekoniecznie bialym - jestem zwolennikiem teorii ze do potraw wybieramy wina te ktore lubimy, a nie przepisane etykieta. Moi znajomi wedkarze dodatkowo podkreslaja fakt ze rybka wlasnorecznie zlapana smakuje dwa razy lepiej. Tu mam kolejna teze: czlowiek powinien stac na szczycie lancucha pokarmowego. Czyli: rybka - wedkarz - konsument. Zdecydowanie wole ta trzecia pozycje.

- Znaleziony nieprzytomny, chyba nie zyje - dyspozytor wreczyl nam karte i wypadlismy z pogotowia.
- Stacja, zglos sie.
- Co jest?
- Wiadomo cos wiecej?
- Nie. Cos kreca. Chyba nad rzeka zaslabl. Wsadzili go do samochodu i pod domem sie okazalo ze chyba nie zyje. Pojedziecie to zobaczycie.

Polna droga przez pole szybko sie nie pojedzie. Szczegolnie wielgachna Rka, ktorej rozstaw kol pozwala na jazde tylko w jednej koleinie - drugie kolo slizga sie uroczo po trawie, karetka rzuca z prawa na lewo - wiecej jak 120 za cholere sie nie da. Nawet Szybki czuje respekt. Z daleka widac gdzie jedziemy. Zbiegowisko kilkunastu osob, jakies 50 metrow od najblizszych zabudowan, maluch stoi gdzies z boku... Nic nie rozumiem.

ABC - NZK. Ale tez jakby i plamy opadowe gosc ma? Zabralem sie za masaz zupelnie z rozpedu, ruszylismy z akcja i ryknalem na tubylcow.
- Kto go znalazl i gdzie? - Cisza. - Co do k.nedzy - krasnoludki go znalazly? - wydarlem morde zupelnie niepolitycznie. Ponoc to wedkarz mial byc? Od slowa do slowa wszystko sie wydalo. Otoz faktycznie poszly sobie chlopy rybki w rzece lowic. A ze jesc sie im bardziej chcialo niz moczyc wedki - zarzucili dwa kable nad przebiegajaca w okolicy linie 15 kV i wrzucili konce w wode. Rybki wyplynely slicznie brzuchem do gory, problem w tym ze razem z rybkami ugotowal sie rowniez denat. Jakos umknal jego uwadze fakt ze stojac boso w strumieniu pod napieciem mozna stracic zycie. Dzielni jego koledzy zatarli slady dzialalnosci sportowej - tego dowiedzialem sie duzo pozniej, od znajomego policjanta - zapakowali go do samochodu i dojezdzajac do domu zorientowali sie ze "chyba nie zyje".

Nie musze dodawac ze reanimacja kompletnie nic nie dala. Dla przyzwoitosci dociagnelismy do 30 minut i stwierdzilem zgon.
Paranoja.

32 komentarze:

basia.acappella pisze...

Co tu można powiedzieć?...
A wydawałoby się, że tysiąclecia ewolucji w kierunku istoty myślącej.

Ale alkohol zaciemnia ogląd swiata, choć konsumentowi na ogół wydaje się, że wprost przeciwnie :(

dotty pisze...

Super kumple. Z takimi to strach pić a o dopiero na ryby chodzić. Jak się coś stanie to zajmą się zacieraniem śladów.
Wniosek? Pić tylko w dobrym towarzystwie. ;)

kiciaf pisze...

Przychylam się do zdania Basi. :)
A swoją droga moczenie patyka w wodzie i czynienie tego przedmiotem kultu, uważam za jedną z najbardziej idiotycznych form spędzania wolnego czasu.

A otrzymana w ten sposób ryba ma głównie posmak bagienno-błotny.

abnegat.ltd pisze...

Basiu, to byly geny z puli samounicestwiajacych sie dla dobra pozostalej czesci ludzkosci...

Dotty, dokladnie. Towarzystwo wszystkim jest ;)

Kiciaf, mysmy romawiali kiedys, nad Roznowskim bedac, z grupa wedkarzy ze Slaska. Nijak nie moglismy zrozumiec po jasna cholere oni nad to bajoro jezdza. I co sie okazalo - po przyjezdzie na miejsce rozbijaja namiot, wyciagaja co maja - i pija. Wedek nikt sie nie dotyka, bo po cholere. Pija dwa dni, w niedziele trzezwieja, kupuja 10 kg zywca od pobliskiej Spoldzielni Rybackiej - i wracaja do domu. Te wedki to jest straszak na malzonki...

basia.acappella pisze...

Rożnowskie to bajoro mocno zamulone...
A może to przebywanie wśród mułu 'rzuca się' również na szare komórki?...

abnegat.ltd pisze...

Moze tak byc ;)
Srodowisko a poziom inteligiencji.

eee-live pisze...

Mieć takich kumpli to prawdziwy skarb ;) Ja jednak wolę pić w dobrym towarzystwie ;)
A co do rybek to zdecydowanie wolę tradycyjnie złowione :) O ile w ogóle komuś uda się mnie namówić na rybkę :)

Magdalena pisze...

Tak to już jest, że głupota coniektórych nie zna granic ;)
A co do rybek, ja tam wolę filety... :)

abnegat.ltd pisze...

To raczej on byl skarbem dla nich... zeby go nie stracic, to go zakopali...

A z rybek to najbardziej lubie T-bone steak, medium-rare, z sosikiem smietanowo-grzybowym..

kiciaf pisze...

Abi, na szczęście mój wąż ma podobne zdanie zarówno co tej formy spędzania czasu, jako też smaku takich rybek. Na tak zwanych rybach był raz w życiu i powiedział że nigdy więcej nie pójdzie (mimo iz była to wyprawa typu "nad jezioro Rożnowskie"). A z ryb najbardziej lubi te bez ości.

abnegat.ltd pisze...

Takie ktore mowia muuu?

Anonimowy pisze...

Żona do męża :
- Wiesz, dzwoniła ta Rybka którą łowiłeś w poprzedni weekend.

Zaś a'propos reanimacji nieboszczyków przypomniał mi się ponury dowcip z lat I WŚ :

Na gigantycznym pobojowisku pod Verdun grabarze właśnie wrzucają zwłoki do masowego grobu. Obserwujący to młody oficer w pewnym momencie krzyczy :
- Tego zostawcie, on jeszcze coś szeptał !!!
- Ech, gdyby tak słuchać co tam który szepce, to w ogóle trupów by nie było - odpowiada grabarz.

zmęczon

abnegat.ltd pisze...

Troche montypythonowski:
- Bring out your's dead!
- Juz mi lepiej!
- Wcale nie. Zaraz bedziesz martwy. A nastepna zbiorka zwlok za tydzien.

Anonimowy pisze...

bylam na rybkach kilka razy i bardzo mi sie podobalo. z wyjatkiem jednego: zakladania robali na haczyk.

podobalo mi sie dlatego, ze nie musialam tych zlowionych ryb mordowac, patroszyc etc, za to pozeralam w wielkim tempie bo lubie.

osobiscie zlowilam kilka okoni w granicach kilograma. a owczesny tz oprocz okoni wyciagal wegorze i karpie z jeziora. a z potokow pstragi na blystke.

zawsze podziwialam jak on zarzucal wedek z mucha w lesie. mur beton, ja bym zawiesila sie na najblizszej galezi.

a tak przy okazji abi czy moge ubic interesik z toba?
zalozylam bloga, na ktorego zapraszam wszystkich serdecznie, choc tematyka jego kompletnie nie przystaje do tego czym ty sie zajmujesz. interesik polega na tym, ze wklejam u ciebie http://magbod.blox.pl

no to teraz mozesz mnie ukatrupic za krypto reklame!

skrzacik

Anonimowy pisze...

selekcja naturalna ;) z lekcji biologii pamiętam jakiś test wg. którego przeżywały osobniki inteligentniejsze...

co do rybek, Abi zgadzam się że rybka powinna robić muuu i niekoniecznie musi pływać w sosie śmietanowo-grzybkowym ( a przynajmniej nie takim mojego autorstwa )

M

Anonimowy pisze...

Problem w tym, że selekcja naturalna ma sens ZANIM osobnik wadliwy przekaże swoje geny..

abnegat.ltd pisze...

Hihi - niedlugo nie bedzie czasu pisac swoich notek ;)))

Linek przerabiam na klikany, a za chwile wrzuce do linkowni - jak reklama to reklama ;D

Linek do blogu Skrzacika

A w temacie to ja jakos na zarzucanie wedzidla jestem gluchy . Wole podjechac na stawy, kupic kilka mniam pstragow z hodowli, zawinac w pietruszke, usmazyc na maselku z czosneczkiem i wtranzolic z cytrynka. Znowu mam wrazenie ze sie glodny robie ;)

M, tak jest. Przezyja najsilniejsi ;)

A odnosnie sosiku smietanowo-grzybowego to ja go zamowilem przez pomylke. Kelnera, bo nie zrozumial mojego polenglish properly. I od tego czasu nie istnieja dla mnie zadne inne sosiki do steka :]

Anonimowy pisze...

abi serdecznie dziekuje, za reklame :)

po twoim opisie pstraga tez sie zrobilam glodna i wspomnieniami przenioslam sie w czasie i przestrzeni do szczawnicy jakies 8-9 lat wstecz. jakiez pysznosci oni serwuja w wioskowej knajpie po zejsciu z trasy szczawnica - wawoz homole....... mmmmmmmmmmmm

skrzacik ze slinotokiem

basia.acappella pisze...

A zyjecie tam, Panocku, w ty hyrny kurniawie podle Nowego Zomku?... Bo tu to syćkie ino o Londku pisom... i ze śniga nakurzyło, metro nie jeździ... koniec świata, całe osiem calów śniga!... (Teroz to moze i więcy bedzie).

A jak by my se tyz z innych okolic obeźreli fotki albo i co inkse, to by piknie było...
;)

abnegat.ltd pisze...

Witojcie, witojcie :)

Zdjecia porobione, na obrobke czekaja. Poki co zbieram opowiesci od tubylcow ktorzy glowa kreca i sie pytaja skod sie to wzielo. Moze bedzie jakowys RAPORT SPECJALNY dzis wieczorem ;)))

inessta pisze...

Bardzo proszę o raport z klęski żywiołowej, koniecznie!! Mam na bieżąco raporciki z Niu Jorku, co tam też sypnęło śniegiem. Całe 15 cm napadało przez noc. Klęska to za mało, tragedyja wielka!!!!!Autami nie da się jeździć, a chodników niet.

f-blox pisze...

Tak tak koniecznie napisz raport specjalny!W Tok Fm'ie ciągle podają o opadach śniegu w 17 województwie! A mi się przypomniało powiedzonko z ancien régime "Nam nie straszna Bundeswera nas rozwla -4" Grosse Pozdro, z nad granicy niemieckie tzn. ze Piastowskiego Szczecina.

dotty pisze...

Bardzo proszę o raporcik. Koniecznie z tambylczymi komentarzami. :)

Jestem rybożerna. Jak się toto odpowiednio przyprawi i zamarnuje (tak prosto na patelnię to nie bardzo), to nawet mulisty karp jest pyszny. (tak czy inaczej łosoś rządzi, tuńczyk i makrela też mogą być, no i śledzik czy pstrąg czasami; panga - blee)

abnegat.ltd pisze...

No to wykreslam slowo MOZE ;)))

madziaro pisze...

Tak jest, czekamy na opis klęski żywiołowej, kiedy to na ulicach pojawiły się 20 cm!! (w porywach) zaspy :D. Już nawet moja znajoma krakowianka marudzi, że tyle śniegu, a tyle co 3 lata temu się wyprowadziła :>.

A w tej opowieści o wędkarzach, to nie tyle koledzy genialni, tylko pan, który bez butków stał w potoku pod prądem (pan pod prądem, potok pod prądem - wszystko się zgadza :D ) - ot, tak jak było mówione, selekcja naturalna i powinno nastąpić zgłoszenie do nagrody Darwina.

madziaro pisze...

A jeszcze co do ryb - lubię właściwie wszystkie, w każdej postaci, a najbardziej mi brakuje tutaj smażonego karpia na wigilii - zaraz, jak w większości miejsc, w których o tym mówię, zostanę pewnie zakrzyczana, że karp śmierdzi mułem ;)

dotty pisze...

Nie zawsze. ;)

Anonimowy pisze...

Nie zawsze, fakt :)
Też jestem rybożerna- nawet bardzo.

randi6

Anonimowy pisze...

W temacie ryb... to stosuję tu powiedzenie mojej sąsiadki... z ryb to najbardziej lubimy schabowe
Krysia

Monika pisze...

mam niejasne wrażenie od lat, że kiedyś mnie lekko prąd przez takich inteligentów podłączony popieścił - było to lat temu mnóstwo, poszliśmy z kuzynami o jakiejś nieprzyzwoitej porze (12? 1 w nocy?) się w jeziorze wykąpać (babcia nad samym jeziorem mieszka). Dobrze, że to Mazury były i zbiornik duży, bo w pewnym momencie poczuliśmy wszyscy dziwne mrowienie i w te pędy z wody wyskoczyliśmy... jak nic sąsiedzi kilka pomostów dalej inteligentnie kable do wody wkładali...
Swoją drogą mieli też takie urządzenie do "poławiania" robaków - widły podłączone pod 220V. Zawsze się zastanawiałam, kiedy to się tragedią skończy...

Monika pisze...

A co do wędkowania - mąż mój jest wielkim zwolennikiem tejże rozrywki. Tylko nie łowienia szuwarowo-bagiennego "na robaka", a wszelkiej maści spinningów i innych wynalazków. To nawet czasem bywa przyjemne - byle nie za długo i w miejscu gdzie można pospacerować, zdjęcia porobić, przy ładnej pogodzie książkę poczytać - tak to i ja mogę łowić :) On na to spogląda trochę inaczej, ale jak ma ochotę od rana do nocy, niezależnie od pogody na skałach nad morzem stać/po pas w rzece łazić itp. to se jedzie z kolegami - ja się na to nie piszę i tego nie rozumiem :D za to ryb do domu nie przynosi, chyba że na moje mocne nalegania - bo generalnie to twierdzi, że ryby to się w sklepie kupuje, a prawdziwy wędkarz złowioną rybę wypuszcza... no co kto lubi ;)

abnegat.ltd pisze...

Madziaro, karpik mniamusny jest. A ze czasem mulem zalatuje - co robic. Najlepiej kupowac takie ponizej 2 kg - i jest cacek. W zeszlym roku odkrylismy ze losos zrobiony w paniereczce, usmazony na patelni smakuje wypisz wymaluj jak karp tylko jeszcze lepiej ;)

Krysia, schabowe to nalezy do ciast ;)

Monika, wlosy sie jeza na glowie :OOO Toz nalezalo by wziac kija i obic cale to towarzystwo :[