niedziela, 6 sierpnia 2017

O szczęście niepojęte...

Już się zżymałem pare razy tutaj, ale normalnie nie da rady.

Wiecie, co to apraizal? Nie? Fuksiarze...

"You lucky, lucky people!" jak darł się bodajże Evan McGregor w "Trainspotterze". A może nie on i nie tam(??). Jedna cholera.

Z racji nie do końca zrozumiałej, prawdopodobnie z powodu mojego zapału szczerego i radości nieskrywanej, mam dwa. Co roku. Zawsze w lecie. No żesz k...

Każdy doktor ma apraizal zawodowy, co to według GMC powinien być procesem całkowicie bezwysiłkowym. Ot, spotykamy się z naszym aprajzalowcem i rozmawiamy sobie od serca o tym ile łapówek wzięliśmy i czemu tak mało. Rzecz jasna należy się przyznać do wszystkich ukatrupionych pacjentów, są za to dodatkowe punkty. Musimy wykazać nasze zaangażowanie w rozwój wewnętrzny jak i zewnętrzny, udowodnić jak spędziliśmy 10 dni treningowych, co przeczytaliśmy, przedstawić audt, powklejać zaświadczenia z odbytych obowiązkowych, corocznych szkoleń (tu najważniejsza jest znajomość koloru gaśnic - żeby nie nabryzgać wodą na linię wysokiego napięcia czy pojechać dwutlenkiem węgla po pacjentach - ale daleki byłbym od niedocenienia modułu o równości ras i wyznań czy też zasad bezpiecznego obchodzenia się z komputerem; tego ostatniego obchodzę bezpiecznie odkąd raz mi się zdarzyło go nie wyłączyć i dostałem naganę za "nadmierne korzytanie z komputera w czasie pracy". Jakiś czas później manago zapytała czemu ja nie odbieram emaili. I proszę - minęło 10 lat i już nie pyta).

To wszystko i tak jest na psi prąć, bo manager musi nam dać zaświadczenie - tzw. sign-off - że z nami wszystko w porządku. Skoro tak, to po co ten cały cyrk?

Ale to jest mały psi... - nie bede się powtarzał, wiadomo co. Drugi aprajzal bowiem jest z rzeczonym ( w moim przypadku rzeczoną) manago. Rozmawiamy sobie konkretnie i bez ogródek o wkładzie moim znikomym w pracę zakładu (5 dni x 12 godzin w ramach 40 godzinnego kontraktu), byle jaką pracę bez zaangażowania (funkcjonalnie zero powikłań anestezjologicznych w ciągu 10 lat prócz paru bzdetów typu paw panoramiczny; tu trzeba splunąć jadowicie trzy razy przez lewe remię w celu odegnania uroku, com uroczyśćie uczynił) i ogólnie leko wkurwiające podejście do sił najwyższych w służbie zdrowia czyli pielęgniarki przezłożonej. Którą to dostaliśmy nową i chyba jeszcze nie ogarnęła, że nie należy wkurwiać dzikiego z Europu Wschodniej bo potem trzeba reperować zniszczenia i lizać rany.

Ponoć przezłożona przyszła z zakładu, który wygrał 3 razy pod rząd złota patelnię. Bedą jaja.

Już prawie jestem na końcu procesu; jeszzcze tylko skopiuję zalecenia GMC, zamienię "Lekarz powinien" na "Z najwyższą starannością" (i.e.: "Lekarz powinien dbać o pacjenta" zamieniamy na "Z najwyższą starannościa dbam o pacjenta" a: "lekarz powinien myć ręce" na: "Z najwyższą starannością myję ręce" etc; myślę, że tok postępowania jest jasny) i przystąpię do rozmowy. Na szczęście mój apraizalowiec okazał się być normalnym - choć chirurg (spotkaliśmy się w zeszłym roku), tak że powinnoć się obyć bez ofiar.

Hospody pomyłuj.

Jeszcze tylko 20 lat i emerytura.

Jakoś dam radę.

Brak komentarzy: