niedziela, 2 marca 2014

Łorkszop


Jak kochać - to księżniczki. Jak Cadaver Workshop - to w Insbrucku. Jak się nie chciało uczyć anatomii za młodu... Innsbruck jest śliczny - przynajmniej dla emigranta żyjącego na dzikim północnym wschodzie. Bo Brytom trzeba oddać sprawiedliwość: nie umieją budować miast i wszystkie, co do jednego, wyglądają jak psia kupa. Owszem, próbują coś zmieniać, nadbrzeże w Newcastle, doki w Liverpool, ale jak się ruszy cztery litery poza odnowiony obszar - zgroza. Architektura rodem ze slamsów Południowej Ameryki.

Toteż chodziliśmy sobie po staróweczce, zauroczeni faktem, że po tym właśnie - o tutaj! - bruku chodził Mozart gdy z tatą wpadli do Innsbrucka na wycieczkę. Dodatkowego smaczku dodają góry, które są wszędzie dookoła, strudle z jabłkiem czyli apfelstrudel, z obowiązkowym budyniem waniliowym i 60% Stroh. Ten ostatni samodzielnie nijak się nie da wypić*, ale zdradzę przepis: 2/3 szklanki gorącego mleka, dwie łyżki czekolady, łyżeczka kawy, kieliszek Baileysa, mały kieliszeczek Stroha, na to bita śmietana i wiórki z czekolady. Palce lizać, nazywa się to bombardino i w Austrii tego nie znają.

Organizacja - wojskowa. Codziennie spod hotelu- każdego- jedzie sobie darmowy autobus w kierunku pobliskich gór. Czy się wam zamarzy Stubai, Kuhtai czy inny Patscherkofel, nie ma znaczenia. Zawiozą za darmo i nawet poczekają. Zwykle do 16:30, choć czasem do 16:32. Dłużej kajzerowski wychów nie pozwala.

Kurs - też wojskowy. Wkłady przeplatane sesjami hands-on na trupach- bo na USG już nie, od tego jest kolejny dwudniowy kursik za kolejne 700 euro- i śliczne studentki trzeciego roku (proszę pamiętać, że po prawie 8 latach na wyspie mam wykoślawione wzorce). Aż żem się w końcu nieśmiało zapytał czy oni by nam mogli tą cholerna anatomię pokazywać na czymś co jest chociaż odlegle zbliżone do rozmiarów standardowego wyspiarskiego pacjenta. Toż konia z rzędem temu, kto na Brytyjce szukając głowicą 5 MHz mięśni brzucha znajdzie aortę. Bardzo śmieszne.

Gdyby ktoś się zastanawiał: koszt wynajęcia sprzętu to 27 euro za dzień albo 150 za 6 dni. Do tego karnet za 44 euro dniówka (190 za 6 dni), bilet lotniczy do Innsbrucka, hotel bądź gasthof (od 300 za dobę do 300 za tydzień) i można sobie spokojnie sączyć piwo na 3 tysiącach metrów. 4 euro.

Ciężko jest lekko żyć.

Tu się należy wyjaśnienie: jak tylko zobaczyłem zabezpieczenie kamery, od razu mi się pomyślało, że nasi tu byli.


*nie dotyczy Polaków i Rosjan

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Achhhh jej! :-)))
No i słusznie z tymi godzinami odjazdów autobusów. Noc jest od spania i już ;-)
nika

Unknown pisze...

No,ten tego...A wypożyczenie sanek na tydzień to ile by stało?Misiek ,foty extraśne ,na nr 5 przypominasz deczko jednego naszego eurodotowanego.

Anonimowy pisze...

Słit focia z rąsi eeekstraaaa :)))
Zazdraszczam, uch jak zazdraszczam tych widoków, chlip.
Posdrafiam, pani Lusi.

abnegat.ltd pisze...

Nika, ordung muss sein!!! Co za rasa...

Zwolennik, sanki też - ale nie wiem dlaczego nie maja dla nich wyciągów. Co kto lubi. Eurodeputowanego zmilczę :P

Pani Lusi, to jest tak zwane selfie. Jak nago - nelfie. Jak z boku i niby w biustonoszu, ale tak że widać półcyc - to side bob... Matko jedyna, ta cywilizacja nie ma szans ;)