sobota, 11 stycznia 2014

Bacik

Idąc przez GO Outdora pokazało mi się niebacznie - nie ma to jak się pokrygować krzynę - palcem na Suunto. Któren to tętno mierzy i zalecenia daje. Szczęściem nie ludzkim głosem, jeno pipkając jak ArtooDitoo. Czy R2D2 - jak kto woli.


Niebaczność polegała na bliskości zarówno ASP, jak i świąt. Rachu-ciachu i spod choinki wyciągnął mi się piękny M5 czyli Koło Gospodyń Wiejskich na nadgarstek. Po pierwszej euforii okazało się, że w zestawie nie ma takiego maluśkiego dingla USB, co to łączy ówże M5 ze światem. I jakże ja będę się chwalił swoimi kaloriami spalonymi??!? Tu zaprezentowała się największa różnica pomiędzy naszym krajem a Ukejem, jako że u nas klient przychodząc z takim problemem do sklepu dostaje kopa w dupę, a tutaj pan siądzie, pan spocznie, pan się nie denerwuje, pieniążki już na kartę przelane. Najsss...

Po powrocie do domu ASP zasiadł do kompa, coby nowy zamówić i tu wykorzystałem sytuację, pokazując palcem na tylko-nieco-droższy za to zdecydowanie-bardziej-zajebiaszczszy komputerek, co to nawet Koła Gospodyń ma pod sobą. Figuratively speaking.

No i dzisiaj nadszedł czas, żeby powiedzieć Beee... Wstaliśmy z Dzidziem Młodszym o 6:30 (Tatuś!!! - Tak synek? - Słabo mi...*) i pojechaliśmy grać. Dzięki uzbrojeniu się w pół-biustonosz, co to tętno sprawdza, wiem, że 1:40 wymachiwania rakietą (bo mi się przez 20 minut wydawało, że mój szwajcarski zegarek rejestruje, gdy tenże był w stanie podwyższonej gotowości jeno) daje 1320 spalonych kalorii. Ażem zaniemówił - matko jedyna, uschnę tu na wiór jaki... Na nieszczęście okazało się, że do kompletu brakuje mi dingla, który sprawdza, jak wymachuję odnóżami, więc przebiegłem zero przecinek zero kilometrów. Może to i lepiej, żem się nie dowiedział, po wstrząsie kalorycznym kilometrowy mógłby mnie zabić.

I teraz najśmieszniejsze - ASP dostał talon na balon, w nagrodę, że się zrujnował na swojego gorszego połowa, w dodatku dingiel nożny jest i tak tańszy niż w zestawie - i proszsz: dycha do przodu. Zaoszczędzone, można iść na piwo.

Jutro jadę na bieżnię, zobaczę co też toto mi pokaże. Póki co znam swój EPOC, VO2, Energy Consumption (to i tak wiedziałem, że mam duże, poniżej litra rzadko schodzę) i z pięć dziwnych wykresów, których póki co ni w ząb. Zupa zębowa.

Trzymajcie kciuki. Eksperymenta na własnym zdrowiu to jednak nie w kij dmuchał.

------
*z "Testosteronu" się mi cytacik przypomniał...

6 komentarzy:

Unknown pisze...

Fajny sikorek , bardzo...funkcyjny , i o 6:30 potrafi obudzić, a baterie do niego duże?pozdr.Animowany.

Anonimowy pisze...

Hahaha, widać, żeś prawdziwy anestezjolog. Jak nie w pracy pikające maszynki, to nury z gazami albo inne naręczne pikacze ;-)
nika

abnegat.ltd pisze...

Zwilennik, na szczescie to jest made in china, akumulatorow niet...

Nika, to chyba bardziej chlop ze mnie wylazl... Nic tak nie cieszy jak nowa zabawka :D

kiciaf pisze...

Każdemu takie suunto jakie mu potrzeba Mikołaj przynosi...

PS. I chciałabym nadmienić, że chyba w 75% jestem automatem. No co i rusz nie mogę zgadnąć jaka to literka. Bardzo frustrujące.

Anek pisze...

Suuuuper! Tylko tak dalej! Sprawiasz miłą niespodziankę czytelnikom - notki tak chętnie widziane :) Dziękuję za tak miło rozpoczęty rok :))))))))

abnegat.ltd pisze...

Kiciaf, tez mie to wnerwia. Ale alternatywa sa sex-reklamy :[

Anek, zapieprz taki, ze nie ma kiedy taczek naladowac...