środa, 1 stycznia 2014

Ale to już było

Noworoczna impreza była całkiem, całkiem. Co prawda Karen w ramach zemsty za śliwowicę poczęstowała mnie Naga Chili Vodka, ale na szczęście zaburzenia rytmu mam dopiero dzisiaj. W sumie nie mogę tych zaburzeń zwalić całkowicie na jedną, odbierającą dech, banię - toż później była i Żubróweczka i Whisky i Bóg-wi-jeszcze-co, ale zawsze dobrze mieć pod ręka marynowanego grzybka, na którego można wszystko zwalić.

Teoria grzybka marynowanego jest stara jak świat, ale na wszelki wypadek zacytujmy przepis: na początku imprezy szukamy salaterki z rzeczonymi grzybkami i nim zjemy - a w szczególności wypijemy - coś trującego, wtranżalamy jeden. A dla pewności poprawiamy dwoma. Rzecz jasna nie po to, by rzeczony grzybek miał w czymkolwiek pomóc - ale gdy nad ranem straszymy żaby w łazience, możemy w przerwie ze spokojem wytłumaczyć zaniepokojonej małżonce, że broń Panie nie przesadziliśmy z alkoholem, tylko zeżarliśmy jakiegoś cholernego trujaka (jak wiadomo, każda małżonka woli usłyszeć, że chłop ma torsje po Amanita Muscaria niż po Rye Vodka).

Brytole są dziwnie upośledzeni na punkcie imprez noworocznych, ponoć kiedyś popularne było szlajanie się po pubach do białego rana, ale tradycja umarła z powodu krewkich i do noża skorych wypełniaczy dolnego percentyla IQ, jako, że pozostała część społeczeństwa wybiera siedzenie w łóżku raczej niż radość z pinty Guinnessa zaprawionej dreszczykiem zagrożenia tamponadą osierdzia. Trend ten nie pozostawił biednym barmanom wiele do wyboru, toż lepiej zamknąć knajpę przed północą i iść do domu niż tłumaczyć się na komisariacie. Na szczęście od 2000 roku w Londynie (to za granicą jest) zaczęli eliminować nadwyżkę z budżetowej kasy miasta dostarczając zebranej gawiedzi masy wrażeń audiowizualnych, więc przynajmniej sztucznych ogni nie brak.

W tym roku Brytole stanęli na głowie - walili z przynajmniej kilkunastu - jak nie kilkudziesięciu - stanowisk rozmieszczonych na tymczasowo zbudowanym (w 1999 roku...) wielkim Londyńskim Oku oraz dookoła niego. Byłoż to w ogóle największe oko swojego czasu, ale ostatecznie pobili go Singaporianie. Znaczy - zbudowali większe. Pod tym względem Wschód - zarówno Bliski jak i Daleki - próbuje pokryć kompleksy jakieś, cy cóś? Najwyższy budynek, największe Oko, a w tym roku - Największe Fajerwerki. Ponoć (w Emiratach chyba?) wywali w powietrze 400 tysięcy (!) ładunków, bijąc poprzedni, należący do Kuwejtu, rekord o ponad trzysta tysięcy. Jak kochać - to księżniczki, a jak pić - to z cysterny.

Na szczęście w domu mam magnez, potas, lanzoprazol i masę płynów - a cholernej chili-ówki wypiłem tylko jedną banię - bo bym eksperymentu nie przeżył.

A grzybków nie mieli.

...barbariany jedne...

7 komentarzy:

valmue pisze...

Sok pomidorowy przed pójściem spać to jest to! Ślicznie doprowadza elektolity do normy :) Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku, Abnegacie :)

Unknown pisze...

A jak samopoczucie dziś , ze dwa piętra niżej tractusa digestivnego ,w czasie przemyśleń w ustronnym miejscu , na niezbyt wygodnym meblu z porcelitu.Życie(a) nie boli? Dawno temu,jeden nasz kolega nazwijmy go dla niepoznaki Hendrix , wygrał od drugiego , powiedzmy Łosia , butelkę napoju gazowanego , za połknięcie łyżeczki tabasco(na onen czas nie każden wiedział,że to takie fajne...)Wszystkiego charoszego w 2014 i ostrożnie z eksperymentami...,szczególnie na własnym cielęciu.pozdr.Animowany.

abnegat.ltd pisze...

Valmue, zawsze w pomidory wierzyłem, a tu ostatnio znalazłem tabelkę, że dużo lepsze są suszone morele albo rodzynki... Krwawa Mery z morelami???!?


Zwolennik, deratyzacja spieków hypertermicznych dokonała się samoistnie, natomiast cały dzień straszyły mnie ektopiki nieokreślone... Bhrrr...

Unknown pisze...

Misiek , to nie o odszczurzenie spieków przegrzanych biega...Ino , jak cóś okrutnie ostre , to piecze dwukrotnie , na wejściu i na wyjściu , że tak się wyrażę.Uratowało Cię , że to tylko jedna bania była...pozdr.Animowany.

abnegat.ltd pisze...

Zwolennik...
...po Naga Chili Vodka Stolec w toalecie zdechło wszystko, włącznie ze szczurami w pobliskiej rzece...
...czemu nie poświęciłem zupełnie uwagi z wiadomych chyba(?) powodów...

Unknown pisze...

Misiek....zdechło wszystko....szczury w pobliskiej rzece ukatrupione....Jak nic jedną z ingrediencji Bóg-wi-jeszcze-co musowo był.... DOMESTOS ! No Misiek , mastjor z Ciebie... trzym się mocno , tym bardziej , że nie zakąszłeś grzybkiem , może spróbuj zalewy z kiszonych , to może być ratunek , no i oczywiście skrzyżuj palce....pozdr.Animowany.

abnegat.ltd pisze...

Hejjjj....