POST NAPISANY ZGODNIE Z REGUŁĄ, ŻE JEŻELI SAM SIĘ NIE POCHWALISZ - NIKT INNY TEGO NIE ZROBI.
Przebywanie w miłym, ciepłym srodowisku, gdzie nie pływają żadne rekiny chcące człowieka zeżreć, powoduje niejaki spadek czujności. Ot, wszystko było miło, jest miło - to i będzie.
Nic bardziej mylnego.
Anestezjolog to jednak dziwne zwierze jest. Po pierwsze, ludzie są szczęśliwi, gdy ten sie nudzi. Po drugie, za plecami anestezjologa nie ma nikogo. Internista zawsze może kazać zawołać kawalerię na odsiecz, ale kogo onaż ma wezwać, gdy czuje w butach chlupot? Po trzecie wreszcie - nie może podnosić głosu. Bo w sytuacji podbramkowej odnosi to skutek fatalny: obrońcy zaczynają się ślizgać na, nazwijmy to poetycko, własnych objawach głębokiego stresu i bęc - 0:1.
Zresztą to nie domena anestezjologów. Z chirurgami podobnie. Dopóki wszystko jest okej, to się bedzie główny operator po swojej asyście woził jak po suce burej, ale jak mu nagle wyskoczy sytuacja kryzysowa, nagle jest spokój i szybkie ruchy.
Przyszła sobie pani. Taka jakaś... Niby sapała, ale nad płucami nic szczególnego, twierdzi, że na pierwsze piętro po schodach wlezie bez przystawania, nadciśnienie a i owszem, posiada, ale tak to nic więcej. Co prawda rozpoznał jej jakiś mądry astmę - w wieku 60 lat - ale ona tych wziewek nie bierze, bo po pierwsze ich nie potrzebuje, a po drugie jej nie pomagają.
Co troche przypomina logikę Maryny, co to twierdziła, że ona wódki nie pije a poza tym strasznie ją potem głowa boli.
Znieczuliłem ją na paluszkach - ”Moje kopytka, moje płonące kopytka!!!” - obudziłem i stres mi popuscił. Jej też. I wszystko było by cacek, gdyby nie pielęgniarka. Wpadła zdyszana godzinę później, cobym swoja pacjentkę oglądnął, bo dziwna. Patrze - faktycznie. Siedzi i sapie - dyszy i dmucha - żar z rozgrzanego - a, nie. To nie. Nie bucha. Za to łeb ją nap*****a (zgodnie z definicją, ze migrenę może mieć Królowa Angielska, a nie byle chołota), żuchwa drętwieje, oczka zbaczaja na lewo...
- Ratunku! Zawiadomić anestezjologa!
- Ale to pan jest anestezjologiem.
- A, to dobrze. W takim razie już wie.
Dziubłem biedaczkę po raz wtóry, bo jej wenflon pielęgniarki zdążyły wyrwać, dali my starym pogotowiarskim sposobem furosemidu z captoprilem i ku mojej uldze - bom ją pierwotnie jednak podejrzewał, że polała do łba - objawy przeszły jak ręką odjął.
Jednak 220/120 to nie w kij dmuchał. Można obrzęknać.
Potem mieliśmy taki jakby breefing. Że niby trza omówić, co poszło dobrze, a co źle a przede wszystki - o co poszło. I tum się dowiedział, że jestem zimny jako ta skała. Oko mi nie drgnęło, głos też nie, pewne ruchy (to chyba o ten captopril pod język wetknięty im chodziło, cy cóś?) i profesjonalizm w każdym calu.
Znakiem tego nikt mi do butów nie zajrzał.
I tak się zastanawiam - jeżeli przy takiej pierdółce człowiek zbiera takie oceny, to co wyrabiaja tutejsi spece w sytuacjach krytycznych...
1 tydzień temu
