poniedziałek, 4 lipca 2011

1408

Horrorów nie lubię. Chyba mam wystarczającą ilość stresów w życiu. Podatki, rachunki, konta, karty kredytowe. Na co komu duchy??!? Ale ten film chciałem oglądnąć dla Cusacka i Samuela Jacksona. I pewnej rozbiegówki, którą widziałem kilka lat temu w kinie. ASP jednakowoż na horror wziąć się nie dał, potem film znikł z półek - aż zupełnym przypadkiem zgadałem się z Dzidziem Starszym. Który dzisiaj zobaczył na wystawie pudełeczko z filmem i go zakupił.

Popkorn (nie ma uproś) został wyprażony w mikrofali, miejsca w pierwszym rzędzie zostały zajęte i zaczęliśmy. Pomaluśku robiło się strasznie, ale jakoś tak nie przeraźliwie. Prawdę powiedziawszy, oglądnąłem Obcego mając lat może 12? i przez długi czas toczyłem ze sobą ciężkie boje chodząc do piwnicy po ziemniaki - startując z tego poziomu, ciężko się zestresować przy 1408.

Historia pokoju hotelowego, który zabija swoich gości. Ma na sumieniu 56 niewyjaśnionych zgonów - poczynając od tak prozaicznych przyczyn, jak skok z okna a kończąc na utopieniu się w zupie z krewetek. Cusack żyje z książek o duchach. Jeździ po Stanach i odwiedza pokoje, w których straszy. Hotel "Dolphin" z jego całkiem przyzwoitym wynikiem ukatrupionych klientów musi stanowić coś w rodzaju Świętego Graala dla pisarza zajmującego się nawiedzonymi duchami. Że w nim zamieszka - z góry wiadomo. Z niepokojem śledziłem rozwój wypadków - czy wygrają zabobony, czy zimny cynizm Cusacka.

Film się skończył - i wyraziłem swoje rozczarowanie. To o czym do cholery poeta chciał nam powiedzieć? Są w końcu na świecie te duchy - czy ich nie ma? I tu mój Dzidź obrócił się do mnie z otwarta żuchwą, twierdząc, że oglądał całkowicie inne zakończenie... Chwila grzebania w necie - i okazało się, że wersja kinowa zapina wszystko ładną klamrą, kończąc opowieść, by w ostatnich sekundach wywrócić na nice nasze poczucie realności. Natomiast wersja reżyserska - stawiam lody każdemu, kto - jak to mówi mój Dzidź - zajarzył zajawkę.

Polecam, ale jednakowoż w wersji kinowej. Unikałbym jak ostatniej zarazy directors cut.



Baliście się na "Płonącym Wieżowcu"?
Krzyczeliście na "Trzęsieniu Ziemi"?
TO ZESRACIE SIĘ ZE STRACHU NA "OTO ARMAGEDDON"!!!


A przynajmniej takie tłumaczenie miałem kiedyś do Kentucky Fried Movie. Może ktoś to jeszcze pamięta?

8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Kurde, zaciekawiłeś mnie :-) Będę sobie musiała obejrzeć w jaki zimowy wieczór ;-)
nika

abnegat.ltd pisze...

Nika, strasznie straszny nie jest. Ale przyjemnie pokrecony. Wystrzegal bym sie jrdynie wersji rezyserskiej - to zakonczenie jest nieco bez sensu :)

(KK) pisze...

Naszło mnie kiedyś na dokończenie horrorów, z których w młodym wieku zostałam wyproszona przez rodziców (miałam liberalnych i zawsze mogłam oglądać, póki nie zzieleniałam ze strachu - np. przy Obcym nie zzieleniałam, a przy Gremlinach owszem :)). I co? Największe rozczarowanie mojego życia!! Jak ja mogłam przy takim gumowym potworze zzielenieć?!

Anonimowy pisze...

Oglądałam dawno temu w tv, więc chyba wersja kinowa. Głupio przyznać, ale zakończenia nie pamiętam, jedynie, że było zaskakujące. Cóż, było to wiele filmów temu.
Natomiast niedawno na HBO leciał całkiem niezły ang. thriller Eden Lake, 2010 r. Polecam, ale nie przed snem- choć nie był to horror, to jednak był.Bez duchów, potworów, a nawet z pięknymi widokami.

randi6

abnegat.ltd pisze...

KK, tracimy dziecinna wyobraznie, niestety ;)))
Moim idolem byl ten obslugujacy koparke....

Randi, nie widzialem - ale po przeczytaniu opisu na Filmwebie chyba nie chce :/ :\

Anonimowy pisze...

Sęk w tym, że jak się zaczęło go oglądać, to trudno było przerwać- a to mi się prawie nie zdarza:)

randi6

madziaro pisze...

Oglądałam obydwie wersje, bardziej podobała mi się wersja oryginalna, którą później nie wiadomo po co zmienili :>


a tymczasem chciałam się pochwalić, że pozazdrościłam Tobie i iluś tam innym osobom i sprowadziłam sobie w niedzielę dwumiesięczną Leeloo (dla tych, co to nie abla po angielsku - kurdupel zwie się LiLu, od bohaterki takiego jednego filmu :))
Lilka wygląda tak:
Leeloo

abnegat.ltd pisze...

Lilu barz w ciapki :) Kotek w domu fajna sprawa - moj przychodzi o trzeciej rano, skrobie w drzwi az sie go nie wpusci, czeka grzecznie az zasniemy i - gruzie mnie w nogi.
Po czym idzie.
Mam ochote kupic mu kaganiec :[\]