wtorek, 25 stycznia 2011

ALS AD 2010

He he - doczekałem się. W pazdzierniku 2010 ukazał się kolejny update algorytmu ALS (Advanced Life Support). Jako, że własnie wygasa ważność mojej licencji na strzelanie ludzi prądem, jadę sobie na dwa dni do pięknego miasta York, coby nasiąkać i wchłaniać. A głównie recertyfikować. No i (nie zaczyna się od „no i”) zaczytuje się w cud-miód interesującej książce, przysłanej przez organizatorów.


W dawnych czasach zdarzało się, żem niósł kaganek pod strzechy.
Co wymaga konkretnej ostrożności, jak wiadomo kaganek plus strzecha - strażaki zaś przyjadą i będą lokalizować toporami do upadłego.
I w ramach kagankowania odwiadzałem miejsca różniste, pokazując, jak też się łamie żebra, nadyma płucka aż po osklepki i powoduje regurgitacyje, co to dobijają pacjenta jego własnym sniadaniem. Miałem jednakowoż pewien problem, nazwijmy go ambiwalencja poznawczo - gajdlansową. Mianowicie algorytm ALS zmierzał uparcie i nieodwołalnie w stronę paranoi - bezpieczeństwo i jeszcze raz bezpieczeństwo. Jest to rzecz ważna, nie przeczę, nie należy w trakcie reanimacji produkować dodatkowych ofiar wymagających tejże, ale zdarzyło mi się widzieć odesłanie kursanta przez egzaminatora z powodu nie założenia rękawiczek. Nie wspominając o próbie naładowania elektrod nie przyłożonych do pacjenta, czy też nie wykonania obowiązkowego sprawdzenia, czy nikt nie dotyka pacjenta w trakcie reanimacji. Ostatni gajdlans posunął sie do wydzielenia poszczególnych stref spawdzania: najpierw głowa (check!), klatka (check!), brzuch wraz z dupą (check!) i wreszcie nogi (check!), nastepnie nalezało zakrzyknąć „Everybody clear!”, (co się tłumaczy na „Won mi stąd!” a nie „Wszyscy do mycia!”) i pierdyknąć pacjenta prądem.

Czekałem z napięciem, czy przypadkiem kolejny gajdlans nie uwzględni sprawdzania, czy ktoś potajemnie nie złapał pacjenta w trakcie za ptaka. I nici. A szkoda - ileż mozliwości oblewania kursantów...

Na tym tle miałem kilka dyskusji z moimi przełozonymi, jako, że zawsze mnie debilizmy wkurwiaja, choćby napisał je sam (BACZNOŚĆ!) namaszczony wiedzą i nauka - a głównie prezydentem - Pan Profesor (Spocznij!). I kiedy nikt nie słyszał, próbowałem przekonac rescuerów, że najważniejsze jest:

- kopnąć prądem najszybciej jak się da, nie bacząc na nic, a w szczególności na ilość wdechów przed, czas masażu czy podane leki;

- wykonać nieprzerwanie masaż klatki piersiowej, jeżeli to tylko możliwe; skupić się na prawidłowym masażu - ilośc i jakość uciśnieć stanowią o przeżyciu pacjenta;

- wentylować tlenem;

- dać adrenaline.

Cała reszta to pic i fotomontaż, służący jedynie mieszaniu we łbie.

Najlepszy przykład miałem przy poprzedniej - a pierwszej w Jukeju - recertyfikacji. Po wykonaniu masażu, defibrylacji, intubacji i ogólnie wykonaniu akcji z błyskiem ciupagi w tle (inni się chwalą, ja tylko mówię...) - moja komisja wpadła w przydum, czy należy mnie uwalić za niepodanie adrenaliny po pierwszym cyklu ( bom go podał przed drugim...)

I w końcu doczekałem.

W zaleceniach najnowszych stoi jak byk: nie przerywac masażu pod żadnym pozorem za wyjątkiem strzału pradem, oceny rytmu i wentylacji maską. Pozostałe sa błedem w sztuce. Nie należy przerywać (co było kiedyś niedopuszczalne) masażu w trakcie ładowania defibrylatora. Masujemy do ostatniej chwili, komenda „Ręce precz!”, po czym jednym płynnym ruchem odrywamy ręce własne, naciskamy czrwony guzik z magiczna cyferką 3 i wracamy do masażu.

Jak to jest miło, kiedy ktoś stworzy gajdlans zgodny ze zdrowym rozsądkiem.

-----------
PS. Gdyby ktoś chciał sobie odświeżyć wiadomość, służe skrótem ;)

34 komentarze:

Anonimowy pisze...

Achhhh popadłam w zachwyt :-))) "Wykonanie akcji z błyskiem ciupagi w tle" - czad, czad, czad po prostu :-))) Już wpisałam w kajecik :-)))
nika

abnegat.ltd pisze...

Nika, to moze byc zarazliwe... i potem beda Cie nazywac Abnegatka xD

Anonimowy pisze...

:-DDD
nika

Andrzej pisze...

Na stronie Polskiej Rady Resyscytacji jest skrót nowych wytycznych. Po polskiemu nawet!

Inessta pisze...

odezwały się we mnie sadystyczne skłonności. Abi, można sobie gdzieś postrzelać elektrodami nie mając do tego uprawnień?

Adept Sztuki pisze...

Abi a cóż masz przeciwko dbałości o bezpieczeństwo ratującego? :)

abnegat.ltd pisze...

Andrzej, ten linek trza niesc jako kaganek ;)

Innesta - znajdz najblizsze AED i chodz do pobliskiej kawiarenki na ciasteczko. Predzej czy pozniej ktos sie zatrzyma. Ale chetnych do strzelania moze byc wiecej... Hm... A jak by sie tak z kolezanka jaka umowic?

Adepcie, porownaj sam. Zaczynamy od momentu rozpoznania na monitorze VF/PVT:
Scenariusz 1. Uwaga, odsunac sie!Bede defibrylowal!
Sprawdzenie, czy nikt nie dotyka pacjenta: glowy, klatki, brzucha z przydatkami, nog. Laduje!
10 sekund przecietnie na naladowanie defibrylatora. Odsunac sie, defibryluje!
Sprawdzic, czy nikt nie dotyka pacjenta. Defibrylacja.
Scenariusz 2. Masujemy dalej pacjenta. Wydajemy komende Odsunac sie! po czym kazemy naladowac defibrylator. Na dzwiek sygnalu sprawdzamy, czy nikt nie dotyka pacjenta, odrywamy rece, strzal, przykladamy rece.

To jest jakosciowa zmiana. Ale gdybys naladowal defibrylator w trakcie masazu - to bys wg. starych wytycznych oblal egzamin.

Rekawiczki - jak pacjent ociekakrwia czy innym plynem organicznym to jedno - a szukanie rekawiczek w przypadku zatrzymania krazenia u babci staruszki to drugie.

Bezpieczenstwo ratownika jest najwazniejsze, ale nie mozna jednak przekraczac granicy zdrowego rozsadku ;)

Adept Sztuki pisze...

Hmm... wszystko rozumiem, ale :P

Zastanowiło mnie to o ładowaniu łyżek w powietrzu... Nas straszyli (całkiem poważnym głosem) łukiem elektrycznym i porażeniem osób do porażenia nieodpowiednich, że o samym rażącym nie wspomnę ;)

Ach i jeszcze a propos rękawiczek - ja to jestem raczej panikarz, więc już sobie wyobrażam sytuację, w której szefu zespołu podbiega do babci staruszki z defi, rozdziera koszulinę ("Jesus loves U"), leje żelem, łapie za łyżki, ocenia rytm i strzela.

Ale: a co, jak sobie chluśnie żelem po łyżce i łapce? Porazi się biedaczysko, bo przecież bez rękawiczek.

Poza tym reszta zespołu ma w tym momencie jak najbardziej czas na założenie rękawiczek, a po defibrylacji to i sam szefu też. Nawet do babci staruszki, bo o hacefała łatwo.
Znaczy - wszystko ładnie powtarzam z zajęć z ratunkowej rok temu ^^

Adept Sztuki pisze...

Ach i jeszcze - z tym trzykrotnym "odsunąć się - ładowanie/defibrylacja" i lookaniem, czy nikt nie dotyka pacjenta, (ale czy na pewno?, ale jesteś pewny?, zastanów się dobrze... Mam zaznaczyć tę odpowiedź?) to był jakiś totalny beton i suchar. Także tutaj jak najbardziej od początku się zgadzam :D

Anonimowy pisze...

można sobie gdzieś postrzelać elektrodami nie mając do tego uprawnień?

w najbliższym instytucie fizyki albo w koperniku?

abi - uwielbiam twoje pochylone wstawki w tekście :)))

pozdrawiam - nemetka

abnegat.ltd pisze...

Adepcie, rzeklbym tak. Zasady sa zasady i trza sie do nich stosowac.

Ale ;D

W zyciu nie widzialem, zeby sie komus luk zapalil. Ci, co to opowiadaja, powtarzaja tylko kolejny urban myth. Natomiast majac rekawiczki na rekach razem z zelem mozna dostac pieknego kopa.

Osobiscie (to jest moj prywatny blog i se bede wypisywal takie brednie, jakie tylko zechce;)) - nie mam nic przeciwko ladowniu lyzek przed. Tak robilismy przed Swietymi Gajdlansami i nikt nie zginal. Powiem jasniej - debil, ktory wyzwala strzal w powietrzu (a wymaga to nie lada wprawy - trzeba przycisnac do czegos lyzki, bo tam sa ukryte wylacznki plus nacisnac synchronicznie oba spusty) raczej nie bedzie w stanie prowadzic reanimacji.

Natomiast kilkukrotnie dostalem strzal dzieki zazelowaniu rekawiczek. I tu powinno byc powiedziane - a nigdy, nigdzie nie bylo - strzelasz, nie masujesz. Masujesz - nie strzelasz. Rece potem bola jakbys wegiel kopal kilofem...

Obecny gajdlans nic nie mowi o lyzkach, bo to przezytek. Teraz strzela sie z pad'ow ;))) Tak na marginesie - straszniem ciekaw, jak sobie z tym PRR poradzi ;P

abnegat.ltd pisze...

Nemetka, ewentualnie spawarka elektryczna ;)))

Wszelkie uwielbienie lykam jak mlody rekin - choc czasem sie kryguje na skromnisia... xD

owcarek podhalański pisze...

Ważność mojej licencji na strzelanie ludzi prądem? To kim Ty w końcu, Abnegatecku, jesteś? Ponem doktorem cy ponem elektrykiem? :D

Adept Sztuki pisze...

Heh :D
Aż szkoda, że już nie pracujesz w Pogotowiu, bo chętnie bym się dowiedział czy nitryle lepiej chronią przed strzałem niż lateksy :P

A co do pad'ów - no są w AEDach, ale myślałem,że w Lifepack'ach nadal są łyżki :| kurde chyba trzeba będzie na jakiś wolontariat do pogotowia pochodzić... Na pewno są takie naklejki z elektrolitem, co to niby zamiast żelu takie super, ale w wytycznych jeszcze z 2005 pisali, że wtedy sprawdzanie rytmu z łyżek zaraz po defibrylacji jest o kant stołu rozbić, bo się żel polaryzuje blablabla...

abnegat.ltd pisze...

Owczarku, ja jestem anestezjolog prawdziwy. Jak tylko zobacze, ze ktos niedomaga - to go lecze pradem. I wtykam mu rury...

...to by byl raczej elektryk - kanalarz... ;D

Adepcie, wtyczki sa takie same. Kazda firma dostarcza teraz jednorazowki do swoich modeli. Mysmy tez mieli pady, jeszcze w 2003, ale zabrac je kierownikowi bylo trudniej niz lwicy mlode XD

Adept Sztuki pisze...

Heh pewnie i tak to się wszystko rozbija gdzieś o Narodowy Fundusz Zagłady... :|

Dobra spadam, bo późno, a jutro dyżur na porodówie :|

Dzięki :))

Piotr pisze...

Na PALS-ie (2011) ostatnim tłumaczono mi że ładowanie podczas uciskow nalezy zostawić dla dysponujacych naklejamnymi elektrodami, "łyzkowcy" dalej po staremu.

cre(w)master pisze...

Dokładnie tak jak pisze Piotr "z góry". Łyżkowcy dalej ładują tzw. paddles na klacie pacjenta.
A swoja drogą można by już i u nas wprowadzić elektrody naklejane do stałego użycia (a nie w magazynku u oddziałowej). W warunkach pracy dwóch ratowników medycznych w karetce, to jedyne sensowne rozwiązanie.
Jeden prowadzi karetkę, a drugi reanimację z wykorzystaniem respiratora i defibrylacji właśnie przez quick-combo.

elfu pisze...

"cre(w)master pisze...
A swoja drogą można by już i u nas wprowadzić elektrody naklejane do stałego użycia (a nie w magazynku u oddziałowej). W warunkach pracy dwóch ratowników medycznych w karetce, to jedyne sensowne rozwiązanie.
Jeden prowadzi karetkę, a drugi reanimację z wykorzystaniem respiratora i defibrylacji właśnie przez quick-combo"
Jest takie pogotowie, które próbowało to wprowadzić, niestety zakupili Zolle tylko z naklejkami (całkowiście bez łyżków) i stoją grzecznie w magazynie bo pieniążków zabrakło na naklejki i co ważniejsze personel był "niezbyt zadowolony" bo wcale nie tak prosto przykleić naklejki gdy pacjent mokry, owłosiony, na monitorze częstoskurcz komorowy lub migotanie komór a wokół wk.. społeczeństwo lub rodzina.
A z wytycznych najbardziej podobała mi się sugestia by noworodka w folię spożywkę owijać ;-)Pierwsze skojarzenia-bezcenne

cre(w)master pisze...

Kurczę no... Ten kraj jest naprawdę jakiś felerny. Na zachodzie się kleją elektrody, a u nas znów przeszkody nie do pokonania ;P
Klątwa jakaś, fatum i pech :)

... a na monitorze jeszcze nic nie widać, bo się te cholerne elektrody nie kleją ;)

Anonimowy pisze...

A doktora tak czasem nie kusi, żeby czas w pracy uprzyjemnić sobie i personelowi? ;)
http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35161,9005300,Nacpany_lekarz_znieczulal_siebie_i_pacjentow.html


A da mu

Młoda Lekarka pisze...

Tak, to prawda jest, że ktoś, kto został oblany wg 2005 teraz zdałby śpiewająco. Ale dowodzi to tego, że system ulepszeń działa.
Co do świrowania nt bezpieczeństwa. Trzeba brać poprawkę, że na kursach są wszystkie stadia rozwoju personelu medycznego. I czasem lepiej jest wpajać im jakież to niebezpieczne, bo może zapamiętają, że to nie do zabawy...A jak ktoś zacznie strzelać na codzień, to sobie opinię wyrobi :)
Przykład z życia. Zajęcia ze studentami 6go roku medycyny. Zostali poinformowani, że używamy prawdziwego defibrylatora. Musiałam na chwilę wyjść z sali. Po powrocie znalazłam taki oto widok:
jeden student leży, dwóch go trzyma, drugi trzyma przyłożone do jego klatki elektrody i ładuje...
"Pani doktor, my się tylko wygłupiamy, ładujemy do 100J a nie do 200J :)))))"
No i jak po czymś takim mieć zaufanie do zdrowego rozsądku?
W najnowszych wytycznych pojawia się prześliczne śłowo "świeżorodek" jako odróżnienie od noworodka. No bo jak przetłumaczyć newly born? Mnie się bardzo podoba :)

Andrzej R. pisze...

No dobra, to niosę oświaty kagnek, ku chwale Ojczyzny!
http://www.prc.krakow.pl/2010/ - plakaty, informacje dla prasy i inne takie
http://www.prc.krakow.pl/2010/doc/summary_Wytyczne_2010_PRC.pdf - bezpośredni link do .pdf'a z podsumowaniem zmian w wytycznych.

Miłej lektury :)

Nomad_FH pisze...

Pierwsze pytanie - nie związane z tematem. Czy drogi Abnegacie i cre(w)masterze - znacie może takowego człowieka? http://www.goldenline.pl/mikolaj-wrobel

Jeśli nie - polecam Jego zapiski z Iraku. Czytałem kilka lat temu, obecnie - przy okazji innego tematu sobie przypomniałem.
Jest tego na sieci sporo podlinkowane (Zapiski polskiego lekarza z Iraku).

Druga sprawa - idealnie trafiająca w wątek.
Pamietacie sprawę studentów, co to AED-a odpalili w Krakowie, a pogotowiarz im łby chciał prawie oderwać? Sprawdzałem jakiś czas temu - jak tam to dalej się potoczyło. I - tu zaskoczenie. I przeprosiny z pogotowia i nagrody podostawali, a i kobieta właściwie tylko dzięki nim zyje i jest po operacji.

Pogotowie_kaja_sie_i_przeprasza_studentow

Dla_studentow_nagrody_i_dyplomy__dla_kobiety_rozrusznik

Dobrze__ze_nikt_nie_przerwal_lancucha_zycia

Nomad_FH pisze...

I jeszcze ten fragment:

"
Kiedy w "Gazecie" opisaliśmy historię, która rozegrała się na przystanku, w wyjaśnienie sprawy zaangażował się prof. Janusz Andres, prezes Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii. AED rejestruje wszystkie swoje akcje, dlatego profesor i rektor UJ zażądali z niego wydruków. Potwierdziły one, że studenci postępowali zgodnie ze sztuką. Pogotowie dopiero po tygodniu zreflektowało się i przeprosiło za zachowanie lekarza. Ale na tym, jak dowiedzieliśmy się wczoraj, ta historia się nie skończyła.

Profesorowi Andresowi sprawa pacjentki nie dawała jednak dalej spokoju. - Niepokoiły mnie zapisy EKG odczytane z defibrylatora. Tyle że nie mamy w naszym kraju wystarczających doświadczeń, jak je interpretować. Wysłałem więc mailem te zapisy do doktora Rogera White'a z Mayo Clinic w USA z prośbą o konsultację - opowiada.

Mayo Clinic to zespół klinik, które od kilkunastu lat utrzymują się na samym szczycie najlepszych ośrodków medycznych w USA. Dokumentacja medyczna z Krakowa nieprzypadkowo trafiła też do doktora White'a. Od lat 80. jest on orędownikiem instalowania urządzeń AED w USA. - Doprowadził do tego, że w policyjnych wozach takie urządzenia to część standardowego wyposażenia. W sytuacjach podejrzenia zatrzymania akcji serca na ratunek spieszy ten, kto ma do pacjenta najbliżej: karetka albo właśnie policyjny radiowóz - tłumaczy Grzegorz Cebula, sekretarz Polskiej Rady Resuscytacji. Amerykański specjalista wnikliwie przeanalizował przysłane mu z Polski zapisy z defibrylatora. I doszedł do wniosku, że wskazują na bardzo poważne schorzenie serca u 39-letniej krakowianki. - Zdaniem White'a zapis EKG jest nieprawidłowy. Tej kobiecie w każdej chwili groziło niebezpieczeństwo zatrzymania krążenia! - relacjonuje prof. Andres. Amerykański specjalista zaalarmował polskich lekarzy, że natychmiast potrzebna jej operacja wszczepienia rozrusznika kardiowertera-defibrylatora."

elfu pisze...

cre(w)master pisze...
... u nas znów przeszkody nie do pokonania ;P
Klątwa jakaś, fatum i pech :)
... a na monitorze jeszcze nic nie widać, bo się te cholerne elektrody nie kleją ;)

To miał być tylko skrót myślowy-chodziło mi o to,ze pacjent nietomny, potem jak się uda cokolwiek podkleić to masz VF lub VT.
i może się wydawać ,ze znów ludziom wszystko się nie podoba, bo nowe i inne...
Byliśmy entuzjastycznie nastawieni- przykleisz, wyrzucisz, z głowy, łyżek nie czścisz, ale parę wyjazdów i niestety wszyscy mamy negatywne uwagi-łyżki muszą być opcjonalnie z elektrodami (bo moje uwagi dotyczą ZOLLa, który ma tylko wyłącznie elektrody)
I jeszcze, niestety koszty, z powodu których pewnie długo ta nowość nie zagości pod strzechy :-(

cre(w)master pisze...

Nomad - nie znam gościa. Chętnie poczytam.
Sprawa z AED w Krakowie rozwiązana, ale już słychać w narodzie, że się teraz boją, że nie będą itp. Smród został :(

elfu - Ja jestem "łyżkowiec". Nie widziałem elektrod combo w zollach. Może faktycznie taka lipa, że się nie kleją.
"Instalowałem" różne elektrody z AED i nie mam zastrzeżeń. Zresztą dyskusja jest nieco jałowa, bo jak słusznie zauważyłeś, cena jest zaporowa i dalej będziemy łyżki czyścić :)

Nomad_FH pisze...

Crew: jeśli będziesz miał trudności ze znalezieniem, część jest tutaj - pl.misc.militaria-cz.1

pl.misc.militaria-cz.2

Tylko trzeba przeszukiwać treść pomiędzy komentarzami.

Ogólnie świetnie się czyta, choć konkluzja końcowa dość ciężka.
Gość przeżył 10 miesięcy w Iraku (wyjechał z nikłym doświadczeniem). Na miejscu - "na żywym organiźmie" nauczył się ogromnie dużo. Od lekarzy Polskich, USmanów i wielu innych.
O ile dobrze pamiętam - chciał zostać w armii jako lekarz wojskowy - poprzez niedasię w wykonaniu WKU - nie pozwolono mu (tzn powiedziano, że musiałby odbębnić służbę zasadniczą etc. i wtedy być może by się dało, ale może i nie) - a jako jeden z nielicznych miał realne doświadczenie i chęci...
Później próbował w publicznej służbie zdrowia - na nic - jego dokonania i doświadczenie z iraku - nikogo nie obchodziły. Poszedł do prywatnej służby zdrowia - tu cytat "
Potem z głupia frant wysłałem ofertę do jednej z najlepszych prywatnych klinik. Udało się.

Na rozmowie kwalifikacyjnej powiedzieli mi, że najważniejsze było dla nich moje doświadczenie z Iraku."

Tutaj jest artykuł z jego zapisków "w pigułce" - tzn najciekawsze.
Byłem w Iraku

Nomad_FH pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Nomad_FH pisze...

*update poprzedniego wpisu
"wyjechał z nikłym doświadczeniem" - w sensie z polski do Iraku wyjechał z nikłym, wrócił z duuuzo większym - praktycznym bagażem umiejętności.

Aaaaa Abi - proszę mnie wpisać na listę wycieczki pt. wschód słońca na babiej :D

JOanna pisze...

Ja mam dobre doświadczenia z Combo do Zolla, poza tym, że im dłużej na klatce przyklejone tym trudniej je oderwać:). Jeden z błyskotkliwych kolegów użył ich nawet do zaopatrzenia urazu klatki piersiowej-genialne rozwiązanie-duża powierzchnia klejąca i przylega prawie idealnie-tak jak trzeba. Przeraża mnie inna rzecz-zastałam na dyżurze w święta totalny brak Combo w mojej podstacji-"no bo może nie będziemy używali dzisiaj..." Jednak praca w anestezji i intensywnej uczy, że trzeba mieć non stop wszystkie możliwe sprzęta sprawne i dostępne, nie ma że "może nie będzie potrzebne".Kiedy to w polskim PR dorosną???

elfu pisze...

@JOanna
dopóki opcja "może nie będzie potrzebne" i "oszczędzajcie na wszystkim" nie ustąpi opcji "wszystkie możliwe sprzęta sprawne i dostępne" niestety możemy sobie pomarzyć.
Ewentualnie ktoś się przejedzie i wtedy pytanie "dlaczego nie było?" zada prokurator :-(((((
Ale o czym my marzymy- nie mogę się doprosić o rękawiczki S i Codofix

abnegat.ltd pisze...

Ale się dyskusja zrobiła :)

Pozdrawiam wszystkich, się ustosunkuje jak tylko odgrzebię z zaległości - komenty czytałem na bieżąco, w przerwach między wykładami ;)))

Hoopak pisze...

Odnośnie nowych wytycznych ERC warto też zajrzeć na kanał YT Polskiej Rady Resuscytacji - są tam nagrania z sympozjum związanego z nowymi wytycznymi.

http://www.youtube.com/user/PRCresuscytacja