sobota, 11 grudnia 2010

Dietetyka

Zima przyszła - szlag trafił dietę. Z wrodzonymi instynktami nie wygra się za jasną cholerę. Rzecz jasna, nie wzięło się to znikąd, człowiek który nie żarł w zimie wszystkiego co mu w łapy wpadło, umierał. I genów swych nie przekazał. Czyli nasze obżarstwo zimowe zostało wykreowane chęcią przetrwania. Teraz doszło do sytuacji odwrotnej. Posiadacze genu obżarstwa wymierają powoli w nastepstwie zespołu metabolicznego, a geny przekażą dalej jedynie osobnicy zdrowi...

...a przynajmniej tak by było, gdybyśmy żyli zgodnie z oczekiwaniami przyrody. Czyli jakieś 20 - 25 lat. Niestety, człowiek najpierw geny przekazuje a dopiero potem umiera - więc podstawowy mechanizm eliminacji chorób dziedziczonych po ancestorach wziął w łeb. Dodatkowo sami paskudzimy sobie pulę genową, lecząc się na co tylko przyjdzie ochota.

Małpiszon z Górnej Kredy miał dobrze - w zimie jedyne, co mógł wtranżalać, to była kora drzew i korzonki. Współczesny małpiszon ma do dyspozycji cywilizację junk-foodów i Żabke na każdym rogu. Co nie jest złe, ta Żabka czy inna Bramborowa Mandolinka, ale z punktu widzenia grubasa jednak nie najlepiej. Toż wtranżalanie parówek o 23 woła o pomstę do nieba. A przynajmniej jest bluźnierstwem przeciwko diecie i tabelom żywieniowym. O zdrowym rozsądku wspominać nie należy, bo ma się nijak do parówek. Szczególnie z sosikiem keczupowo-musztardowym...

W czasach zaprzeszłych poszliśmy na zajecia z dietetyki. Student medycyny wiadomo jaki jest - cynik obleśny, co to na flaki się napatrzył, książkę telefoniczną wtłacza w łeb w dwa wieczory, a imponuje mu jedynie zakrwawiony po pachy chirurg z nożem. A jeszcze lepiej z piłą. Mechaniczną. No to jakie uczucia może w takim bachorze wzbudzić dietetyczka? My zresztą też nie wzbudzilismy w niej ciepłych uczuć. Wysłuchaliśmy przydługawego wykładu, w którym zawarta była mądrość diety zrównoważonej i liczenia kalorii, po czym poszli do Lubelanki na 6x ziemniaki i pożarskiego. Z surówką z kiszonej kapusty. Były to najlepsze na świecie ziemniaki z najlepszym na świecie pożarskim - a mogę to napisać bez obaw o kryptoreklame, bo rzeczone arcydzieło student cuisine już nie istnieje. Bezlitosna zawierucha histori starła go z mapy, razem z barami mlecznymi i puree z dżemem.

Po powrocie dostaliśmy zadania w podgrupach. Nasza miała ułożyć dzienne żywienie dla górnika. Westchneło nam sie głęboko i otworzylismy tabele. Tyle a tyle kalorii, tyle a tyle białka, cukru, tłuszczu, minerałów. Zaczęliśmy przymierzać. Tak źle - i tak niedobrze. A to czegoś za dużo, a to czegos za mało. W końcu podeszlismy do sprawy metodycznie. Tłuszczu tyle, białka tyle... dobrze... teraz węglowodany... Pani zobaczyła naszą dietę, wpadła w spazmy i wywaliła nas na zbity pysk. Bogiem a prawdą, nie rozumiem dlaczego. Toż zgadzało się wszystko do pierwszego miejsca po przecinku... Gdyby ktoś chciał nakarmić poprawnie górnika, zgodnie z tabelami żywieniowymi, podaję przepis na obiad: dwie kostki masła, pół litra śmietany, piwo i 150 kiszonych ogórków.


Z genami walczyć można, ale te, niestety, są lepiej uzbrojone. My mamy swoją tak zwaną silną wolę, a te cholery mają hipoglikemiczne drżenia rąk i ślinienie na widok eklerki. No i jak takiej przepuścić? Stąd też na wagę nie parzę. W lustro też nie. Przyjdzie wiosna, to sie wezmę.

24 komentarze:

Anonimowy pisze...

co to jest pożarski?

Anonimowy pisze...

kotlecik? coś podobnego zaserwowali nam kiedyś na zawodach...

Pozdrawiam, Roksi

Joanna pisze...

Toż śniegi i śniegi z deszczem napadli i nie mogę już na orliku przy chałupce po bieżni biegać, a już dobrze było-po trzech miesiącach walki powolnej przetruchtam już 45 minut(co po liczeniu kółeczek na bieżni mówi-8km..), i piesio szynki w tym czasie trenowało wyprzedzając i dublując pancię co dwa kółka...A tam...przez nocne harce przy znieczuleniach i wczesnoporanne przyjęcia do oit mam od tygodnia jedzeniowstręt..blee tyle dobrego.
Chociaż może te korzonki i kora...

Anonimowy pisze...

Kotlet pożarski:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kotlet_po%C5%BCarski

Aaabiii, znowu się uśmiałam :-D
Ja w ramach sportu ganiam za autobusami i gdzie mogę, to drałuję na piechotę.
Abiś, nie szalej z jedzeniem, bo będziesz wagę zbijał aż do kolejnej zimy. Lepiej idź o 23.00 spać :-)
nika

akemi pisze...

Jak tu nie jeść, kiedy to najbardziej zimą i wieczorami jedzenie samo wchodzi do pyska Małpiszona z Najnowszej Kredy? ;)
Uwielbiam jeść zimą. Wiosną pukam się w czoło. Latem tylko wzdycham. A już jesienią mówię sobie: oby do zimy. I jakoś się żywot spożywczy kręci. ;)

abnegat.ltd pisze...

Roksi, wiataj :)
To taka lepsza odmiana mielonego. Nie dawali psiny ponizej piatej klasy...

Joanna, matko jedyna - robisz 7,5 km w tempie 5:30? Boziu... A ja sie ciesze z 5 km w pol godziny ;)

Nika, a kase za bilety mozna milo spozytkowac. Na hamburgera, abo co inszego ;)
Spac poszedlem przezwoicie, ale wialo tak, jak zaden halny nie potrafi. Zasnalem o - 2? A 5:45 pobudka. Do tego sasiad - zawodowiec wpada na flahaha, jutro bedzie ciezko.

Akemi - nic dodac... Bigosik na baranince, steczy zlekka wypieczony - a na deser toffi rolada. Zgodnie z punktacja, 140 tys kalorii.
Byle do wiosny ;)

abnegat.ltd pisze...

Tubylczy dowcip na sobote:

Na lotnisku w Newcastle zatrzymano podejrzanego o terroryzm, gdy probowal wsiasc do samolotu z wieprzowa noga w dupie. Podejrzewa sie, ze zatrzymany nalezy do grupy ham-ass.

Anonimowy pisze...

Gratuluję bloga. Ten wpis o żarciu naprawdę mnie rozbawił:)

Anonimowy pisze...

Hahaha :-D Oni chyba wszyscy są ham-ass. Takie własne wielkie szynki mają ;-D
nika

Anonimowy pisze...

Mimo tego krzepiącego wpisu tj. usprawiedliwiającego zimowe obżarstwo, od jutra, oświadczam uroczyście, przestaję żreć. Spakowałam się żarciowo już chyba do zimy 2015.

Obawiam się, że gdybym dalej genów słuchała, to na wiosnę nie zmieszczę się w fotel ogrodowy.

Naprawdę jakaś porażka z tym zimowym wilczym apetytem;)

GoS

Anonimowy pisze...

http://picasaweb.google.com/lh/photo/-6_CwaTyWsyuyXhs8HGZ_LCmOIYkhR0c_HIDtDr7hrU?feat=directlink

Tylko prosze sie nie zapatrzyc na przyklady zza Atlantyku...
Monika

katie pisze...

Może i nie w temacie, ale znalazłam ciekawostkę:

http://w40.wrzuta.pl/obraz/85qSWLau7eV/idealny_anestezjolog

:D

Pozdrawiam jak zawsze
Kasia

madziaro pisze...

A ja mam nadzieję, że pomimo tego, że zima, to trochę sadełka wychodowanego przez ostatnie +/- 3 lata mi spadnie, a to za sprawą pracy, którą dostałam 2 tygodnie temu! ;), praca intensywna, bo to i chodzę szybko szybko, a do tego po drabinie się wspinam :)

Pozdrawiam z nadal prawie bezśniegowego Toronto :)

basia pisze...

No to jakie uczucia może w takim bachorze wzbudzić dietetyczka?

A dietetyk?
Walczę za a nawet przeciw parytetom.
O utrzymanie historycznie-od-lat-najniższej-listopadowej masy ciała mego też walczę... Ale grudzień to czas imprez okrutnych (i miłych bardzo) - a potrm noworoczne mocne postanowienia poprawy ;) ;D

Omega pisze...

Abnegacie.
Ja mam inżynierski łeb.
Lubię poustawiać sobie rzeczy RAZ a potem już nie trudzić się nad czymś co już raz DOBRZE zrobiłem.

I teraz. Co się okazuje. Nasze poglądy zeszły się już raz w sprawie Darwina i jego teorii ewolucji.

Powiedz mi, przyjacielu, co o tym myślisz, że:
Zwierzęta obżerają się do bólu, otłuszczają do granic (waga rośnie 2 - 3 krotnie) zapadają w sen zimowy i... chudną. Dzieje się tak co roku i nie mają efektu jojo.

"Jedz, a potem czynny ruch, sporty, spalanie kalorii".
Co robią zwierzęta, gdy się już najedzą? Śpią i leniuchują. I jakoś im to nie szkodzi na zdrowie.
Zaczynają się uaktywniać, gdy znowu im w brzuchu zaburczy.

Natura doskonale to poukładała. Twierdzę, że niczym strasznym nie jest głód przez 24h, 48h. To nas nie zabije. Co więcej. Po tych 48h będziemy zdolni energetycznie do zdobycia kolejnego pożywienia.

My zużywamy energię na pracę, która nie przekłada się w sposób bezpośredni na zdobycie pożywienia. Zatem te proste i skuteczne mechanizmy nas nie dotyczą. Gdybyśmy się zmęczyli po prostu poszukiwaniem pożywienia, po zdobyciu go, leżelibyśmy do góry brzuchami odpoczywając po wysiłku, najedzeni, zrelaksowani.

Tyle o nawykach w teorii i mojej filozofii wynikającej z obserwacji przyrody.

A teraz o obserwacji samego siebie.
Gdyby pozbawić się sztucznych smaków, jakich mamy w bród. Chemii, słodzików, cukru rafinowanego, soli kamiennej, przypraw. Gdybyśmy oparli się tylko na naturalnych smakach pożywienia doszlibyśmy szybko do wniosku, że to, co nam smakuje... to co organizm chce spożywać, jest dla nas zdrowe.
Wiele lat słuchałem siebie. Miałem ochotę na jabłko, jadłem je, chodził za mną kotlet schabowy z ziemniakami. Przygotowywałem go. Jadłem, gdy byłem głodny. I to działało 100%. Waga dziecka, nastolatka, młodego tygryska trzymała się generalnie w samym środku norm.
Trzy lata temu zmieniłem nawyki żywieniowe na typowe domowe jadło, jakim chce raczyć mnie małżowinka i... ciamawruk... zacząłem tyć. Szlag by to...

Menu...
Widywałem mięsożerne psy, żujące z uwielbieniem źdźbła trawy.
Koty zjadające kwiatki.

Pamiętam, jak w podstawówce robiłem furorę zjadając kredę w klasie. Kurde... SMAKOWAŁA MI.
Niedawno spróbowałem... fuj. Obrzydliwa.
Pamiętam jak kiedyś potrafiłem jeść surowe jajka. Podkradać je kurom w kurniku i wypijać na surowo. Dziś nie mógłbym tak.

Słuchajmy swojego ciała. Ono wie najlepiej czego nam potrzeba.

Zadora pisze...

Kurcze, z owocami niby lepiej ale czy napewno, gdy wrąbiesz kilo albo więcej mandarynek na raz i zatrzymasz się tylko dlatego, że dno w siatce widać?
Omega, spróbuj jak płetwal błękitny - większość roku bez żarcia a duży jest nie? :-)

Omega pisze...

Zadoro.
Nie mówię, że dobrze mi z tym było ZAWSZE, ale bardzo często zjadałem JEDEN posiłek w ciągu dnia i to dość obfity. Starałem się nie jeść późno ale jeść obficie śniadanie. I to nieraz tłusto nawet.
Owoce przeze mnie "przelatują" jarski obiad
i po godzinie jestem głodny.
Pierogi z serem, naleśniki i po godzinie jestem głodny.

abnegat.ltd pisze...

Anonimie, dzieki ;)

Nika, porko-biznes ;))

GoS, ni ma co ze soba walczyc za bardzo. Jeszcze jaka anoreksja czlowieka dopadnie.

Monika, witaj :)
U nas takich tez mozna spotkac. I to coraz czesciej.

Ketie, wiem ze to jest nie do uwierzenia, ale oryginalny obrazek nalezal do mojego szefa. Dal go potem repowi Abbota i po pokolorowaniu zostal wydany w tej formie :)))

Madziaro, gratulacje :) Uwazaj na tych drabinach.

Basiu, grudzien stracony jest calkowicie. Grunt to samoakceptacja ;)

Omega - jak bym sluchal co mi lenistwo wszechogarniajace podpowiada to bym juz wazyl cwierc tony ;)

Pol biedy, jak to jest paczka mandarynek. Gorzej jak to jest megakubelek z KFC...

katie pisze...

No proszę jaki to świat mały :D Obrazek genialny :D
Pozdrawiam znad patomorfo...

abnegat.ltd pisze...

Patomorfologia... Dzizzazzz... To jest dopiero kobyla. Milych wrazen ;)

katie pisze...

Póki co rzygam nowotworami, ale będę jak tommy lee dżons w ściganym i dam radę :D

Pozdrawiam! :))

(KK) pisze...

Ja wiem, ja wiem, te szynki z Ham-assu to w Hiszpanii sprzedają, oni tam mają dużo tych z Maroka, to pewnie dlatego :D

Szaman Galicyjski pisze...

Abi, my mieliśmy na zadanie uołożyć dietę dla oparzonego, czyli 6000 kcal. Pomysł kolegi, żeby dac mu 3000 Tic-Taców jakoś nie znalazł uznania w oczach dietetyczki.

abnegat.ltd pisze...

KK, swiniozercy sa wszedzie!
Trza zachowac czujnosc.
To stawia a ciekawym swietle szynkozercow.
Kasta hamiterow...

Szaman - to jednak bije na glowe nasza beczke ogorkow :D