czwartek, 19 sierpnia 2010

Prekognicja lingwistyczna

To było jakieś cztery lata temu...

Po odgruzowaniu spraw organizacyjnych, wynajęciu mieszkania, podpieciu mediów, telefonu, internetu, wyprostowaniu work permitów i innych cholerstw - nadszedł czas na transfer rodziny. ASP dzielnie spakował wszystko w walichy, kurtki, które nie zmieściły się w limicie wagi przywiózł na sobie, Szaman swoją Zielona Szczałą (...teraz ma Złotą...) pojechał ze mna na lotnisko...

...wydaje się jak by to było w zeszłym miesiącu...

...i wreszcie, po rozpakowaniu wszystkiego poszliśmy na pierwszy spacer. Ot, coby rodzinie pokazać piękne okoliczności przyrody w jakich im przyjdzie żyć do końca życia.

Co okazało się być okresem dwuletnim - zamieszkanie, nie życie - i doskonale obrazuje naszą zdolność planowania czy przewidywania przyszłości.

Idziemy dumnie po centralnej - i w zasadzie jedynej - ulicy miasta, gdy wtem słyszę, wypowiedziane ze ślicznym północnoirlandzkim akcentem, ”How are youuu?” Musze przyznać że w tym czasie miejscowy dialekt rozumiałem mniej-więcej - mniej rozumiałem a więcej nie - i moje starania biegły zazwyczaj w kierunku wyłapania słów kluczowych, coby mieć choć zarys tematu w jakim obraca się interlokutor, oraz wyłapywaniu znaków przestankowych celem wtrącania „a!”. Ponieważ lepiej mówiłem niz rozumiałem, przedstawiłem szybko ASP - tu nasza rozmówczyni rozpromieniła sie od ucha do ucha - i Pociecha Młodszego. Na którym spoczął ciężar prowadzenia dalszej konwersacji. W tłumaczeniu dowolnym bedzie to szło tak:
- Przyjechałeś do taty?
- Tak. To bardzo ważne jest: każde „tak” wypowiadane jest po krótkim namyśle, pewnie, z lekkim usmiechem potwierdzającym całkowite wewnętrzne przekonanie mówiącego.
- Podba ci się u nas?
- Tak.
- A wiesz już gdzie będziesz chodził do szkoły?
- Nie.
- Ale tata ci pokaże?
- Tak.
- No to życzę wszytkiego dobrego w szkole. Bye-bye!
- Bye-bye! - Uśmiech Pociecha Młodszego rozmraża zamrażalki Miele i powoduje poparzenia pierwszego stopnia u płci przeciwnej

Ruszyliśmy w dół ulicy. Po kilku krokach nie wytrzymałem.
- Synek, ileś ty z tego zrozumiał?
Pociech nie zawahał się nawet przez ułamek sekundy:
- Absolutnie nic.

To było jakieś cztery lata temu... A teraz PM, mordując wirtualnie ludzi za pomoca X-Box’a, gada non-stop ze swoimi kumplami w tempie uniemożliwiającym mi zrozumienie czegokolwiek. Tak na wszelki wypadek, gdy słyszę za dużo ekspresji, grzecznie prosze żeby przestał używać słów powszechnie uznawanych za obraźliwe...

13 komentarzy:

doro pisze...

Cudności ;DDD

Anonimowy pisze...

:-DDD Extra.
W niemieckiej telewizji, jak pokazują program na żywo z ludźmi z jakiegoś regionu, gdzie mówią dialektem, albo swoją intonacją, to dają na pasku tłumaczenie na literacką niemczyznę :-)
nika

Szaman Galicyjski pisze...

Pamiętam jak dziś... łza się w oku kręci. Tzn. ja z nimi nie byłem, ale pamiętam jak odbieraliśmy ASP i potomstwo z lotniska w Dublinie.
Kiedy Abi powiedział, że w tym a tym dniu jedzie odebrać żonę z lotniska, jego wielki przyjaciel, SJ*), rozpisał go na całodniową listę. Ot, tak, żeby się chłopina nie męczył, daleko nie jeździł i to do obcego kraju. Jeszcze go napadną, szare piórka potargają, złoty głosik skradną. Zatem pomysł był, że pojadę sam, z wielką tablicą "Abiego żona i potomstwo" stanę u wyjścia z lotniska i jeich przywiozę. A dla większego obciachu, żeby przekonać się, czy nakłady przez ojca rodziny czynione na naukę angielskiego na marne nie poszły (jak można alkohol nazywać 'marne'?!) miałem się za tubylca podać i rozmawiać tylko po tubylczemu.
Z tym, że SJ nie będzie Abiemu w kaszę dmuchał, koleżeństwo polskie pozamieniało się tak, że pojechaliśmy oba. I z fajnego numeru nic nie wyszło.

_________
*) kto ma wiedzieć ten wie, a kto nie wie, ten nie ma

nieirytujmnie pisze...

Abi - masz szczescie, ze nie wrzasnela do was radosnie HIYA! ;)

Co do dialektu tutejszego to przez dlugi czas myslalam, ze "point" jest slangowym okresleniem funta (pound), a potem dopiero sie okazalo ze tubylcy zamieniaja dyftong "au" na "oj" i tym sposobem mamy:
- now [noj]
- however [hojewer]
- house [hojs]
i tak w nieskonczonosc.
Ale mozna sie przyzwyczaic. w W 90% przypadkow rozumiem juz nawet tych z Ballymeny :))

Anonimowy pisze...

wymiękłam:))))


black

madziaro pisze...

jak byłam w kwietniu-czerwcu w Polsce to miałam okazję poznać rodowitego dublińczyka - o mamo, 10 minut musiałam się przyzwyczajać do jego akcentu, żeby cokolwiek zrozumieć ;). A mieszkając w kanadowie i spotykając się z ludźmi z przeróżnych krajów myślałam, że już takiego problemu mieć nie będę ;).
Tutaj jedyny problem ze zrozumieniem mam w przypadku pracowników działu mięsnego w jednym z chińskich supermarketów - tam się dogaduje najlepiej mój teść słabo mówiący w tym pogańskim języku ;)

basia pisze...

...bo dzieci najpierw wchłaniają, potem chłoną jak gąbka, potem się uczą... uczą...


...a dorośli to czasem tylko wku potrafi... do późnej starości co prawda, ale tylko pod warunkiem, że umysłki dobrze za młodu gimnastykowane... ;D)))

basia pisze...

Kkurczę - "wkuwać" miało być - 'dorosły... wkuwać... potrafi' --- żadne tam taboos - choćby nie wiem jak Abnegatopodobne... ;lol;

Edyta pisze...

http://www.ponglish.org/

no to polingliszujmy (tak a propos znajomości języków obcych)

Bobsley pisze...

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8301766,Ratownik_zginal_w_wypadku_karetki_w_Nowym_Targu.html - qrde...mam szczerą nadzieję, że to nie był żaden Twój znajomy, doktorze...a swoją drogą, kiedy oni wreszcie tą zakopiankę poszerzą!!!!
pzdr. Bobsley wrocławski

Bobsley pisze...

Tak sobie czytam Twoje stare posty, i czytając o TIVA popadłem w przydum ciężki. Piszesz bowiem, że inteligentnemu urządzeniu temu wystarczy podać wiek, płeć, wagę i wzrost skaz..pacjęta, a resztę sam wyliczy i zapoda...To teraz zadanie dla pana doktora: co zrobiłbyś w moim przypadku? ( jestem wózkowiczem ze zbyt krótkimi, przykurczonymi nogami, jak stoję to mam jakieś 160 cm, a jeśli prawdziwy jest wykres Modo Da Vinci - wpisanie człowieka w kwadrat - to z rozpiętości ramion i szerokości barków wynika 190 jak byk) więc? wiek, waga i płeć - spoko, ale wzrostu się nie da i już! co Pan na to, panie doktorze???
pzdr

Anonimowy pisze...

Cholera! Też mam taką nadzieję. Szkoda człowieka...
nika

Nomad_FH pisze...

A ja tak czytając - to mi się przypominają moje rozmowy z rodowitymi Bułgarami. Gdzie ja po Bułgarsku prawie nie mówie, rozumie co nieco rosyjski (z lat szczenięcych młotem i sierpem do głowy wkuwanym). Do momentu - jak oni mówią powoli i prostu - nie ma problemu. Jak zaczynają rozmawiać między sobą - nie ma ch....a we wsi, abym cokolwiek zrozumiał. Pozostaje tylko kiwanie głową na "nie"* i uśmiechanie się.

* - bułgaria to taki pogański kraj, gdzie kiwanie głową na nasze Tak to dla nich nie, a kiwanie na nasze nie (tylko bardziej po krótkich przekątnych twarzy) - to tak...