czwartek, 12 sierpnia 2010

Apnidżat

Okazuje się że nazwisko jest bardzo ważne. Mozna by się spodziewać, że to co nam Bozia dała - w postaci wpisu do dowodu osobistego po naszych rodzicach - to rzecz niezmienna. Jako ta skała. Nic bardziej mylnego.

Szczęśliwi ci co maja nazwiska krótkie, zawierające litery ogólnodostepne. Jak na ten przykład Kot. W najgorszym razie jakis nawiedzony brytol zrobi z tego {kaet}, ale i tak sie idzie domyślić. Natomiast cała reszta...

Posiadanie w nazwisku liter g, h, j, zbitek polskich typu ch, sz, cz - o ogonkach z litości w ogóle nie wspominam - potrafi doprowadzić do ciężkiej cholery. Dla Brytów ż, sz, cz i dż brzmia dokładnie tak samo. To samo z grupa ź, ś, ć i dź. Coś tam szeleści i tyle. Tak na marginesie - sa tacy co w ogóle tych ośmiu od siebie nie odróżniaja. Stąd właśnie prawidłowe wymówienie słowa "Szczebrzeszyn" jest testem potwierdzającym przynależność do plemienia co to między Bugiem a Nysą zalega.

Brytole są mili. Tu się należy wystrzegać pułapki, bo oni mili sa w obejsciu, natomiast sa tacy sami jak my. Rzekłbym, ze tak jak oni sa mili, tak my jesteśmy szczerzy.

Ad rem.

Ponieważ są mili - staraja się napływowym obywatelom Korony ułatwić życie. I z racji brzmienia mojego nazwiska, które z sobie tylko wiadomych powodów wymawiaja "apnidżat", nie certoląc się zbytnio, zakwalifikowali do grupy pakistańsko-indyjskiej...

...co skutkuje za każdym razem, gdy próbuję się skontaktować z bankiem czy innym urzędem, połączenie mnie z przedstawicielem ludności tamejszej...

...której to nie rozumiem za jasnego sk nic a nic...

Coś jest na osi wschód Europy - Daleki Wschód - że nasza fonetyka za cholere jasną nie przystaje do siebie.

Po każdej takiej rozmowie mam dreszcze i zimne poty - oraz dziką chęć żeby zmienić nazwisko. Na dowolne, krótkie i kojarzące się wszystkim specom od infolinii z caucasians...

17 komentarzy:

Anonimowy pisze...

:-D Abi, ze mnie robiliby Chinkę, więc się nie martw :-) Nie jesteś sam. A mam nazwisko krótkie i treściwe :-D
A gdybyś im gadał, żeś rdzenny Rosjanin? W końcu w Londku dużo tych oligarchów siedzi :-)
nika

Anonimowy pisze...

ja po pobycie w Jukeju nauczyłam się perfekcyjnie i bardzo szybko literować nazwisko. Do tego stopnia, że jak ostanio musiałam to zrobić, to przeliterowałam nazwisko, nie biorąc poprawki, że już od roku mam inne... :)

Pozdrawiam
Młoda Kobziarka

Anonimowy pisze...

Niiiiiiii
Abi, ale podwazylabym twoja teze...
Mieszkam w US,i w niektorych infoliniach po prostu zatrudniaja bezowych.
Straszne to bo sa wyjatkowo trudni do zrozumienia.
Kiedys to mialam skrupuly i sie meczylam, ale zaprzyjazniony amerykanin mi poradzil, on mowi Infolini, ze very sory ,ale zle slyszy i czy moze dostac innego konsultanta.Ja tez od jakiegos czasu nie mecze sie, tylko twierdze ze to moj drugi jezyk i ja bardzo poprosze o innego konsultanta.I wtedy zwykle lacza mnie z kims z nienaganna wymowa :DDD
pozdrawiam cieplutko
Blueboston

Anonimowy pisze...

Dużo anglojęzycznych infolinii po prostu stacjonuje w w Indiach i zatrudnia miejscowych, bo taniej.

A ja mam nazwisko prawie idealne, bo jak wpisuję, to tubylcy biorą mnie za tubylca w drugim-trzecim pokoleniu: 'polskie nazwiska-przymiotniki odmiejscowe' przyjechały tutaj z polskimi żydami parędziesiąt lat temu. Jedyne, co robią, to uparte zmienianie końcówki na męską.
Poza tym - obydwa imiona międzynarodowe i 'bezogonkowe' (i tak skracają je lenie do samych inicjałów), nazwisko też bez podejrzanych szeleszczących i historycznie miękkich głosek, chociaż różnica na głoskach wybuchowych dźwięcznych/bezdźwięcznych sprawia im problemy.

Jak dzieciowi wybieraliśmy imiona i nazwisko (bo podwójnego nie wolno, poza tym byłoby po mnie, czyli spisane z paszportu z żeńską końcówką ;), to zaparłam się, że ma być takie, jak moje - żadnych robaczków, łatwe, proste i przyjemne dla półanalfabetowatej biurwy gdziekolwiek, gdzie czytają łacinkę. [Zobaczymy, co będę musiała poprawiać po tym, jak zaszokowanego współsprawcę wyślę z karteczką do USC celem dopełnienia odpowiednich formalności - kartka ze wszystkim wypisanym tłustym drukiem wisi na lodówce ;).]

Grt,
Sarah

Anonimowy pisze...

@Sarah: gratuluję potomka!
Za każdym razem, jak rozmawiam z dziewczyną, co urodziła dziecko, mam okrągłe oczy, że przeżyła ;-D
nika

Anonimowy pisze...

@Nika - mały jak dotąd dopiero straszy i się wierci, że ma za mało miejsca, ale termin na dniach, a ja zapobiegliwie chłopu wszystko na karteczkach na lodówce wywiesiłam.

Poza tym... jak było w jednym wpisie dawno temu - im większy facet, tym bardziej strachliwy i wrażliwy na ból. A kobiety mają nawet maszynkę do zapominania wbudowaną ;). Nie wiem, jak w Polsce zresztą, ale w Wiatrakowie można sobie zażyczyć (oczywiście za dopłatą) zestaw szpital+zzo+oksy, i w zasadzie wszystko dzieje się 'obok'. To ja jakaś durna, i stwierdziłam 'narrrkotyki stop!' - śmierdzący szpital w razie wyższej konieczności, a poza tym dzieć jest mój, podwozie też moje prywatne, i to ja tu chcę być szefem ;).

Grt,
Sarah

Anonimowy pisze...

@Sarah: Aaaa, to się pośpieszyłam :-) To trzymam kciuki z całych sił :-)
nika

abnegat.ltd pisze...

Nika - coś w stylu naszego prezydenta LW, co to próbował reklamować "OTAKE Polske walszymy?" ;)

Kobziarka, tu też sa jaja - bo jak literuje dżi - to zawsze wstawiaja jot... a toz to dżej... jasnej cholery :]

Blueboston, dzięki za tipa ;) Bedę stosował.

Sarah, tylko przed deliverem odlep wszystkie magnesiki z lodówki, bo bedziesz na dzidzię wołać "Greetings from Canaries"............

A tak w ogóle to kiedy mamy jakąś internetową akcję support'ującą uskuteczniać? Tego - crossed fingery i inne kciuki?

Anonimowy pisze...

amerykanczyki zwykle produkuja zupelnie znosna aproksymacje mojego nazwiska, tyle ze zewsze czytaja "sz" jak "cz", nie mam pojecia czemu. w druga strone troche gorzej - na pytanie "jak sie nazywasz" zawsze odpowiadam "to ja pani przeliteruje", bo i tak zawsze sie to konczy.
kiedys natknelam sie na dziewczyne o imieniu "czestochowa", czarna murzynke zreszta, ale wymowa byla niepodobna do niczego, i gdybym nie widziala na pismie to nigdy bym nie zgadla.

klara pisze...

problem z nazwiskiem ?
pomyslacie jakie tortury mozna miec noszac nazwisko, ktorego nie potrafi sie wymowic -)
tak wlasnie ma moj dentysta(tlumaczy sie, ze jako piate pokolenie juz nie zna jezyka przodkow) ktory bardzo podejrzanie sie przedstawia, kompletnie co innego wisi nad wejsciem do gabinetu a i tak ostatecznie zadna wersja nie jest sluszna.

Anonimowy pisze...

I mnie czytają po swojemu ;-( Nie trza żadnych naszych szuszczeń i ogonków, italiańcom problem już sprawia z, w, y. To było pierwsze czego się nauczyłam, literować imię i nazwisko
ruda_

sarahd pisze...

Co do tych magnesików z Kanarów, to nie posiadam. Jedyny, jaki trzyma wszystkie papiery na lodówce, to jakieś ustrojstwo z niemal socjalistyczną propagandą, tyle że po tubylczemu. Zakładam, że pan/pani z USC skorzysta w takim momencie z prawa, które tak jak w Polsce mówi, w skrócie, że jak chcesz dziecku nadać imię 'Ch... Złamany', to urzędnik arbitralnie protestuje. Chociaż oczywiście listy urzędowej jak Polsce nie ma.

Co do akcji supportowej, to wg maszynerii i 'białych kitli' 16/17. sierpnia, czyli zaraz, ale jak na razie, łobuzowi się nie wydaje spieszyć. Mam nadzieję, że zapas zapobiegliwie zawekowanej zupy-kremu z kalafiora i mrożonych kopytek przeżyje do tego czasu. ;)

Współsprawca już łazi i co godzinę wierci mi brzuch wzrokiem, puka palcem w okolice dziecięcej pragęby, i mruczy 'ty już wyłaź, gdzie się tam chowasz!' - a w tym momencie dostaje tylko pogardliwego wierzga stópką czy kolankiem. Nie obraziłabym się, bo upału nie ma, noce w ogóle chłodne, a ja gdzieś jeszcze między 25. sierpnia a 1. września mam ochotę obronić ten szalony dyplom [przestroga dla studenterii wszelkiej maści - nie łasić się na sławnych recenzentów, bo potem w kluczowych momentach ich nie ma!], i mam ochotę... być w stanie usiąść (bo ssaka na egzamin mogę zabrać) ;).

Grt,
Sarah

grey pisze...

Moje nazwisko ma trzy litery. I w każdej można zrobić błąd ortograficzny pierwszego stopnia. Do tego spółgłoski są bezdźwięczne, więc łatwo o zniekształcenie. Ergo: reaguję na naprawdę kosmiczne wersje mojego nazwiska, poprzekręcane niemiłosiernie. A literując zaczynam od "samo h..." Więc ja nie musze wyjeżdżać z ojczyzny, żeby mieć nazwiskowe jazdy...

Edyta pisze...

hihih, ja to nawet w kraju mam problem z nazwiskiem, dodają mi literek, a nazwisko trzy literki :) kiedyś nie znaleźli mnie na liście studentów, a innym razem moje nazwisko (przekręcone) nie zaliczyło przedmiotu, a biblioteka straszyła mnie komornikiem. a ja porządna obywatelka jestem:)

Anek pisze...

Też mam ciekawe nazwisko- typowo po polsku szeleszczaco-zgrzytajace ;-))) Też bym go chętnie zmieniła ale mąż się nie zgadza ;-)))))

Anek pisze...

Abi- co Cię skłoniło do tak drastycznych kroków (moderowanie)??
pozdrawiam

abnegat.ltd pisze...

Moderuja sie starsze niz trzydniowe. Organizacyjnie mi latwiej wylapac komenty pod starszymi postami ;)