poniedziałek, 26 lipca 2010

...divida in partes tres...

Polak pije tylko z trzech powodów:
- urodzin
- imienin
- każdej innej okazji.


Że pić można z powodów różnistych - to powszechnie wiadomo. Tak zwana trzecia opcja jest szeroko wykorzystywana przez masy spragnione krótkich łańcuchów węglowych, zakończonych grupą hydroksylową. Ale żeby na internet?
Jako że coś mi chodziło po kościach, pojechaliśmy do sklepu. Wyjazd był podyktowany koniecznością zabezpieczenia prawidłowego balansu centralnego układu nerwowego, któren to zaczął mi szwankować po spotkaniu z Pobieżną. Doszedłem bowiem do wniosku, że wpadnę i zapytam jak tam sie ma nasz Domek Biały i czy przypadkiem nie moglibyśmy wziąć kluczy od tegoż garażu co go nam obiecała na przechowanie gratów. Wywiązała sie zupełnie montypythonowa dyskusja - ja jej mianowicie wmawiałem, że juz tydzień temu ogłosiła sprawę za załatwiona - a ona mi że absolutnie i nic z tych rzeczy. Bliski byłem zakończenia dyskusji w polskim stylu, jako że mi gulomierz zdecydowanie wszedł na pola czerwone, ale na szczeście mi przeszło. Pietnaście minut później Pobieżna zadzwoniła że owszem, garaż jest i klucze mi da jutro - a nie mogła ze mna gadac, bo babka która razem z nią była w biurze, to jej przełożona. Która o niczym nie wie. Santa Madonna Clara.

Podbudowany brytyjską niemożności powiedzenia w drzwiach „Siema, Abi, to moja szefowa - a to moi klienci”, co rozwiązało by sprawe na wstępie, pojechałem do BBQ. Mianowicie w ścianie z tekturki wypadła dziura - i teraz ją musze załatać. Nabyłem drogą kupna taki klejo-zapraw murarski szerokiego zastosowania oraz trzy szpachelki i wsłuchałem się w siebie. Retail therapy jednak nie da sie wykonac kupując sobie szpeja za 3.20 bo to po prostu nie działa. Co robić - zawinęliśmy do Morrisona gdzie po długich deliberacjach kupiłem sobie 4 butelki leku na nerwy zszargane, waissbiera belgijskiego, i wiedziny jakąś tajemną mocą, w ostatniej chwili, porwałem litra Bacardi co stał w koszyczku promocyjnym przy kasie.

Ruch okazał się zbawienny. Pod domem spotkaliśmy się z sąsiadem, któremu zaproponowałem weissbiera. Ponieważ Anglik kulture ma wpisaną w geny, nie odmówił. Wykonaliśmy po buteleczce w progu i rozeszli się do domów. Nie mineło piętnaście minut jak wpadł do mnie ze stickiem sieciowym cobym mu powiedział czy on jest dobry - czy nie dobry. Z miejsca zaproponowałem bacardi z colą - toż jak by mu rzeczywiście o net chodziło, poszedł by do providera. Znowuż sie potwierdziło, że każda okazja jest dobra do zadierżenia razgawora. Nawet nie wiadomo kiedy się flaszeczka skończyła.

Dzisiaj ASP jedzie do Pobieżnej kluczyk odebrać. Mam nadzieje że to przeżyje. Pobieżna, nie ASP - płytki co to miały byc gładkie, maja szlaczek, a kuchnia którą zamówiliśmy białą, potwierdzili białą, pokazali palcem białą, potwierdzili raz jeszcze i podpisali - okazało się że Pobieżna wpisała w papiery „Latte”. Znakiem tego kuchnia jednak będzie w kolorze kawusi. Z mleczkiem.

Okazuje się że developerzy są internacjonałami tak samo jak ortopedzi.

Siła stereotypów jako samosprawdzająca się przepowiednia, czy ki cholera...

12 komentarzy:

green_emili pisze...

"Siła stereotypów jako samosprawdzająca się przepowiednia".

Ano. Tak właśnie jest.

Kilkanaście lat temu, moi Rodzice zawieźli dębinę do zakładu stolarskiego.
Moja Matka narysowała projekt, Ojciec wytłumaczył człowiekowi: PROSTY STÓŁ (JAK NAJPROSTSZY) I PROSA ŁAWA KUCHENNA - BEZ UDZIWNIEŃ, ŻEBY DO RESZTY MEBLI PASOWAŁO. Jasny komunikat.

To, co facet przywiózł, to była mieszanka góralskiego stylu (ale takiego wiesz, w bezpiecznej odległości od gór czyli z okolic Radomia) z niedorobionym Ludwikiem którymś tam.

"Mistrz" się tłumaczył, że materiał był tak piękny, że go poniosło.

"Bliski byłem zakończenia dyskusji w polskim stylu, jako że mi gulomierz zdecydowanie wszedł na pola czerwone, ale na szczeście mi przeszło".

Tak jak mojej Matce wtedy. Doszło do uproszczenia modelu, pozbycia się jakiś pierdół i mebel jest do tej pory.

Czasami, są ludzie, którzy funkcjonują na zasadzie: "pogadaj koniowi".

Pozdrowienia !!!

- e.

basia pisze...

Ponieważ Anglik kulture ma wpisaną w geny, nie odmówił

Kulturę przed-picia...bo już po-picia nie każdy... :roll;

madziaro pisze...

ja właśnie jestem po dwudniowym oblewaniu bez-okazji :), tzn. zrobiliśmy urodziny mojego brata Nomada na zagranicznej placówce - tej wersji się będę trzymać ;)

Chciałam przy okazji podziękować wszystkim za kciuki i dobre fluidy - kolega, o którym pisałam niedawno, dostał wyniki badań, z których wynika, że nie znaleziono ognisk nowotworowych!! :)
Z opisu wynika, że już wcześniej mu się coś z jelitem działo, i lekarze pomimo badań przeróżnych i kilku usg tego nie wychwycili, i po bardziej obfitym posiłku mu się jelito "zakręciło"
Anyway, wiadomość dodała nam skrzydeł :)

Anonimowy pisze...

Abi, "Gallia est omnia divisa in partes tres" :-)))
A jak się wkurzysz, to możesz zerwać umowę ze względu na tę kuchnię latte i szlaczki?
A może pogroź, że zerwiesz, to może opuszczą cenę? Byleby nie majtki ;-P
nika

Anonimowy pisze...

Co do "gulomierza", to ostatnio nazbyt często jest u mnie w użyciu. Aktualnie przechodzę remont generalny w mieszkaniu. Remont, czy budowa domu, to powinny być jednostki chorobowe jakieś, bo człowiek z wnerwienia naprawdę podupada na zdrowiu. Wykurzyliśmy już jedną ekipę glazurników, dziś nastanie druga. Oby ostatnia!

A jeśli chodzi o kolor kuchni, to jeśli ASP sprawi, że krew się poleje, to nie będę zdziwiona;)

GoS

thalie pisze...

odrobiłam się z czytaniem po powrocie. tadaaaaaaaammmm!

poradnik apteczkowo-przemocowy bardzo przydatny. w sensie, że w skrócie i jakoś tak dla ludzi. mam nadzieję, ze się nie okaże potrzebny za 3 tygodnie nad morzem. i w ogóle nigdy.

a ten domek to kiedy będzie gotów? bo jak przyjdzie do odbioru to dopiero będzie Ci zapas antywkurwiaczy potrzebny... ech....

klara pisze...

biel, to barwa achromatyczna a nie kolor. no wiec: jak nie ma koloru bialego, to nie mogli go uwzgledniac ze wszech miar.
-)

kiciaf pisze...

Oj Abi. Przeciez ty z dalekiego kraju przyjechałeś, co to niektórzy nie wiedzą, ze on na mapie istnieje. Oni cię cywilizują !!!
Tylko barbarzyńcy nie wiedzą, że na podłodze musi być wykładzina, okna otwierają się do góry, a krany w umywalce są dwa. A szlaczki sa hitem sezonu, a ty się nie znasz.

A w ogóle to powinieneś się cieszyć, że sitko od prysznica będziesz miał jedno. :)

Anonimowy pisze...

Z dziką satysfakcją oznajmiam, że w ramach barbaryzacji społeczeństwa zachodnioeuropejskiego wreszcie wypie...tenteges karpeta z przedpokoju (no, dobra, w ramach mniejszego zła położyłam gumoleum). Chwaliłam się już? I teraz jako i ten barbarzyńca, okręcę się po tym z mopem raz czy dwa, i nie mam dzikich hord piasku i roztoczy w przedpokoju.

Karpet, to może być co najwyżej rozmiarów 2 na 3 metry, możliwy do zdjęcia i wytrzepania, a także wywalenia na śmietnik w razie naglącej potrzeby.

Dobrze, że jeszcze nie wcisnęli na siłę wallpapera w różyczki ;).

A w Niemczech pono wszystkie ściany wewnętrzne traktują barankiem, tak, żeby bez natryskiwacza nie dało się ich pomalować.

Groetjes,
Sarah

thalie pisze...

"A w ogóle to powinieneś się cieszyć, że sitko od prysznica będziesz miał jedno. :)"

Kiciaf - poważnie???

Maria pisze...

Kwa z mlekiem bardzo ładna barwa - kolor ziemi do kuchni idealny.

Jakieś drobiazgi w kształcie płaskich kamieni?
Noo można puścić wodze wyobraźni.
Ciekawe.
Bardzo interesujący kolor.
Ciekawe jaki odcień?

Może nie będzie tak źle?

Maria pisze...

To ja puszczę wodze fantazji...

Kolor blatów w kolorze kafelków, zlew w kolorze czekolady,wylewka kranu wysuwana, zabudowa dębowa(złoto), ściany do połowy połyskujący brąz czekoladowy w paski, od połowy soczysta, delikatna zieleń wiosenna.
Kuchnia na wyspie, lub chociaż półwyspie.
Naprzeciwko niej lustro powiększające ilość jedzenia, czyli dobrobytu w domu.

Co myślicie?