niedziela, 31 stycznia 2010

A jednak puszka

Okazało się że Akemi miała rację - to jednak była puszka. W związku z tym zamiast dzisiejszych marudzeń na tematy abnegatowe, polecam Państwa uwadze post Szamana Galicyjskiego który zdecydowanie rozwiewa wszelkie wątpliwości dotyczące lekarskiego stanu.

10 komentarzy:

lavinka pisze...

Kasa kasą, ale jakby jakakolwiek ekspedientka w supermarkecie zaabiajaca najniższą kajową odewała się do mnie tak jak zrobiła to w wakacje pani ordynator zarabiająca 10x tyle co ta ekspedientka... obie usłyszałyby dokładnie to samo. Że NIE ŻYCZĘ SOBIE TAKIEGO TRAKTOWANIA!

Czasem lekarze zachowują się jak święte krowy. Sorry kotki, mamy kapitalizm. Pacjent to klient. Biznes is Biznes.

Tylko ta ekspedientka pracując po kilkanaście godzin dziennie i zaabiając tyle co lekarz zawsze jest miła i uprzejma.... dziwne...

inessta pisze...

jesuu!! dwa dni mnie nie było i takie dyskusje się tu odbywają!

Anonimowy pisze...

Hmmm, polemizowałabym.
Ekspedientka chyba ma inny zakres obowiązków i odpowiedzialności niż lekarz, co?
Nie ta liga.
nika

Anonimowy pisze...

Pacjent nie jest klientem, a lekarz nie jest ekspedientem. Pacjent jest cierpiącym, a lekarz leczącym. Kropka.
I jeden i drugi nie mogą wyjść z roli.
nika

green_emili pisze...

Lavinka-przybij piątkę ;))) !!!

Nika-> nie wprowadzaj podziałów klasowych na święte medyczne krowy i całą resztę!

Co znaczy "nie ta liga"?

Inny fach ot co!

To, że Ty masz Ocean Miłości do Służby Zdrowia - nie obliguje Cię do takich tekstów.

Bo krzywdzisz innych. Nie każdy w tym kraju jest lekarzem.

"Pacjent jest cierpiącym, a lekarz leczącym. Kropka.
I jeden i drugi nie mogą wyjść z roli".

Tak, i dlatego lekarz ma być ludzki dla pacjenta, a pacjent ludzki dla lekarza.

To był mój ostatni komentarz na tym blogu.

Pozdrawiam i dziękuję

- zaledwie poniekąd ekspedientka

niegodna

bo nie ta liga.

Anonimowy pisze...

Mnie chodziło o stwierdzenie pacjent to klient, a lekarz to usługodawca. Otóż po stokroć nie.
Skoro kiedyś, Emili, pisałaś, że zawód lekarza to misja, to ergo wniosek z tego, że lekarz nie może być ekspedientem.

Nie bronię cip-doktórek, bo też na takie trafiłam, ale do diaska tacy anestezjolodzy czy chirurdzy stoją chyba wyżej pod względem odpowiedzialności za pacjenta, tj. życie, od ekspedientek?
To rozumiem pod względem nie ta liga.

Dla mnie samo przez się rozumie, że skoro jest tandem cierpiący-leczący, to nie ma mowy o wzajemnym lekceważeniu.

nika

green_emili pisze...

Nika-dajże mi proszę spokój ok?!

Po stokroć wdzięczna
Green.

Lekarz to też usługodawca.
Połączenie misji i usługi. Na tym polega specyfika zawodu. I między innymi tak ciężko lekarzom uwikłanym w chory system.

Lavince chodziło o to, że prosty człowiek ma czasami więcej kultury i taktu niż świetnie wykształcony lekarz.

Poczytaj swoją wypowiedź i módl się ,żebyś całe życie czerpała radość z wizyt w lekarskich gabinetach.

Bo jest różnie.
Bo lekarze jak ludzie są różni.
Ale na ten temat rozmawiałam tutaj a Abim w piątek i się dogadaliśmy.

Ja nie wyzywam nawet mojej lekarki rodzinnej- kwestia szacunku do człowieka. Chociaż mam podstawy, żeby zmieszać ją z błotem.

Skończyłam wywód i dyskusję.
Taka nomenklatura słowna to nie moja liga.
Proponuję dwukrotne zastanowienie się nad tym co, kiedy i gdzie, a także po co się pisze.
Tak profilaktycznie, żeby komuś z innej ligi nie zrobiło się przykro.

Nie wszyscy tutaj bywający to lekarze i doktoranci.

Zdarzają się prości ludzie i ekspedientki.
Cała zamieniam się w milczenie.
Na wieki wieków amen.

ps. Abi, wybacz, że sprawiam same problemy. Więcej nie będę.
Słowo.

Anonimowy pisze...

Tu sie jednak zgodze z Emilii.

Nie mozemy dzielic ludzi na ligi/kasty/klasy - bo stad tylko jeden krok do podzialu na rasy i podrasy... Brzmi znajomo?

Inny fach, inna odpowiedzialonosc - ale pewne standardy powinny obowiazywac jednakowo i pana Mietka z MPO i pana ordynatora profesoradocentapodwojniezrehabilitowanego z superhiperwypasnej kliniki.

Z czasow liceum zostalo mi w glowie kilka cytatow m.in. Nalkowskiej: To ludzie, ludziom zgotowali ten los.

Zgadzam sie, ze system jest chory, ale co gorsza osmiele sie stwierdzic ze nasze spoleczenstwo jest chore. Mamy prawo wymagac pewnych standardow zachowan, niestety granica miedzy wymaganiem pewnych standardow, a postawa stricte roszczeniowa jest cieniutka jak wlos.

Trafilo mi sie pracowac w branzy paliwowej, obecnie gazowej (LPG, Butle 11kg z gazem) i nie dalej jak dzisiaj odebralem telefon, paniusia chciala zamowic dostawe butli do domu, gdy oswiadczylem jej, ze w niedziele kierowca nie pracuje rozpetalo sie pieklo, ze jak to nie pracuje, ze ona chce obiad ugotowac, a gazu jej braklo etc.etc. Wymiana zdan trwala dobre 10 minut - pani glownie niemalze zadala dostawy, a ja mimo, ze mi kolejne zylki pekaly staralem sie wyjasnic Pani, ze kierowca tez ma prawo do odpoczynku w niedziele. Skonczylo sie tak, ze Pani piepshla sluchawka, a ja dla uspokojenia, coby nikogo nie zagryzc przez nastepne 6 godzin pracy zaaplikowalem sobie 3 papierosy odpalane jeden od drugiego.

Stawiam dwa do jednego, ze kazdy spotkal sie z takimi sytuacjami i osmiele sie stwierdzic ze zarowno Ci, ktorzy w tej dyskusji bronia lekarzy i Ci ktorzy maja do nich zal (w wiekszosci zapewne sluszny) maja racje.

A, ze wywolalo to pewna burze... I dobrze, kazda dyskusja cos wnosi w zycie przecietnie pojetnego osobnika gatunku homo sapiens.

Gdy opadnie kurz i poziom hormonow wroci do normalnego, moze przyjrzymy sie swoim zachowaniom i wyciagniemy wnioski na przyszlosc. Czego sobie i Wam zycze...

Tuki

Anonimowy pisze...

A ja będę wdzięczna, jak nie będziecie mi imputować pogardy względem nie-medyków. Bo nic takiego nie napisałam i ani mi to w głowie, ani w nogach.
nika

Anonimowy pisze...

Jak kogoś uraziłam, to przepraszam. Ja też jestem swego rodzaju ekspedientką, więc też jestem w lidze pacjentów. nika