Don't move! I've dropped my brain...
Więc pijmy zdrowie
Szwoleżerowie
Niech smutek pryśnie w rozbitym szkle!
Gdy nas nie będzie
Nikt się nie dowie
Czy dobrze było nam czy źle...
Sobotni wieczór. Dyżur uwielbiany przez wszystkich pracowników szeroko pojętych służb publicznych. Pogotowiarze nie są tu żadnym wyjątkiem.
- Zespół R do wyjazdu proszę! - ryknęło z głośniczka podsufitowego. Znowu jakaś głucha zaraza podkręciła głośność do oporu. 160 tętna i 240 ciśnienia w sekundę od startu - jestem lepszy niż F-22A Raptor. Jak by się jednak zastanowić - mikrofon na pogotowiu nie jest od tego żeby śpiewać piosenki. Może dlatego wszyscy się drą jak opętani?
...skończ pokiefulać, nerwy mom stargane
jak mi sie nie zawrzes to cie mazna w pysk...
- zanuciłem ulubioną piosenkę mojego przyjaciela ze Śląska i wbiłem się w służbowe wdzianko.
- Gdzie jedziemy?
- Dyskoteka All in One.
Czyli zjeść, wypić, potańcować i w ryj dostać.
- A stało się co?
- Nie wie nikt - ale się głośno darli więc jedziemy my - skwitował spokojnie kierowca, ryknął czym się dało i zamielił gumami na szutrowym wyjeździe.
No to do boju...
Zajeżdżamy. Kocham te akcje. Umpf-umpf z 1kW głośników, światła stroboskopów, pijane małolaty piszczące w niebogłosy, ze wszystkich sił starając się pokazać wdzięk podstawowy, przyjacielska młodzież ze sztachetami w dłoniach, zużyci wojownicy znoszeni z placu, nowi piękną polszczyzną informują swych oponentów o pochodzeniu i profesji ich matek, ktoś tam sobie rzyga żeby pić mógł ktoś... Ech, sobota...
O dziwo - ze znalezieniem naszego klienta nie mamy najmniejszego problemu - z daleka słychać monotonny ryk zarzynanego bawołu, załamującego się od czasu do czasu w pisku falsetu.
- Pogotowie...
- *****!!!
- Co się...
- *****!!!
- Mógłbyś się ojciec przymknąć?
- *****!!!
Przeszedłem na miejscowy dialekt. Częściowo pomogło.
- ******!!! Mój mózg!!! - wycharczał informacyjnie tur.
- Mózg? - nie zrozumiałem za bardzo. -Znaczy co - boli czy nie ma?
- ******!!! Mam dziurawy mózg!!!!
- To się zdarza. Co pan wąchał ostatnimi czasy?.
Starym językiem migowym nindża zarządziłem transport do karetki.
- *****!!!!
- Szanowny pan nie życzy sobie jechać? - zapytałem z nadzieją. Leczenie nie jest przymusowe - klient nasz pan.
- *****!!!
- To znaczy tak czy nie?
- *****!!!! Dziurę mam w mózgu!!!!
Zaciął się?
- A gdzie?
Tur bez słowa odsłonił czoło. O, faktycznie. Między oczami zieje sobie dziura. Ciekawe.
- A co to się stało?
- *****!!!
Tu nie wytrzymałem. Wzięliśmy zdziurawionego za co się dało i zawlekli do karetki.
- *****!!! - ryknąłem. A z bliska rozwijam 120 dB.
- Czemu pan krzyczy? - zapytał z wyrzutem zdziurawiony. -Mam dziurę w mózgu i umieram.
- Mowy nie ma. Póki ja tu jestem, żadnego umierania nie będzie. Co się stało?
Z nieco chaotycznej opowieści wyłonił się obraz horroru. Otóż rejterując przed przeważającymi siłami wroga grupa zdziurawionego napotkała płot. Który to wiekszości nie sprawił kłopotu, jednak zdziurawiony tak nieszczęśliwie się poślizgnał że nabił sie na drut. Który wlazł mu pod skórę między oczami, ślizgnął sie po czaszce, poszedł w góre, wlazł pod czepiec i wylazł na zewnątrz w okolicy czubka głowy. Byli wrogowie wykazali się łaską i zdarli zdziurawionego z pala - tfu, drutu - po czym też dali nogę. A zdziurawiony został na łasce losu i miejscowego pogotowia.
- Azja, jak ci tam na palu?
- A mam go w...
1 tydzień temu


























