Chirurgia Dnia Jedynego. Brzmi zupelnie jak nazwa sekty religijnej. Albo inszego wyznania. Jak by sie tak dobrze zastanowic...
Idea jednodniowych zabiegow jest prosta. Pacjent, po wczesniejszej kwalifikacji, przychodzi sobie pol godziny przed zabiegiem. Przebiera sie w szpitalne wdzianko, krotka pogadanka pielegniarska, potem anestezjologiczna, chirurg potwierdza typ zabiegu - i wio. Po dojsciu do siebie jest jeszcze obserwowany przez jakis czas i - szczesliwy i radosny - wypisywany jest do domu. Redukuje sie koszty zwiazane z pobytem, jedzeniem, praniem, spaniem, zatrudnianiem personelu nocnego, itepe, itede.
Tyle teori.
Kryteria dopuszczajce do zabiegu chirurgicznego w tym systemie liberalizuja sie coraz bardziej. W dawnych czasach pacjent musial byc mlody, piekny i bogaty. I - przy okazji - zdrowy. Nie miec nadwagi. Miec zdrowe zeby. Manicuire. Pedic...
Ok. Zagalopowalem sie nieco.
W chwili obecnej w zasadzie jedynym prawdziwym przeciwwskazaniem sa choroby wspolistniejace pacjenta. Jezeli na podstawie wywiadu podejrzewamy ze pacjent moze miec trudnosci z oddychaniem po zabiegu, posiada choroby ukladu krazenia czy jakiego badz innego, grozace dekompensacja lub zaostrzeniem - wysylamy go do szpitala w ktorym moze sobie polezec do rana na obserwacji badz byc leczonym intensywnie na OIOMie.
Z drugiej strony wiek, ktorego dozywaja teraz ludzie, pomalu zbliza sie do setki. Moze trudno to nazwac epidemia, poki co nie widac rzeszy stulatkow na ulicy, ale coraz wiecej pacjentow po 80 roku zycia, w doskonalej kondycji fizycznej i psychicznej, chce poprawic sobie jakosc zycia operujac przepukliny, zylaki i inne ludzkie dokuczliwosci. Chirurgowi - zaprawde powiadam wam - jest ganz egal co rznie, byle by mu pacjent czynnie w zabiegu nie przeszkadzal. Mam na mysli wyrywanie narzedzi, bicie tym narzedziem po glowie, kasanie reki ktora leczy i ucieczki w niewiadomym kierunku.Ale dla anestezjologa...
Wyobrazmy sobie znieczulenie - jako nurkowanie. Jezeli jestesmy za plytko, czujemy falowanie a czasem mozemy sie zupelnie nieoczekiwanie wynurzyc na powierzchnie. Jezeli jestesmy za gleboko, wszystkie niekorzystne zjawiska fizjologiczne wystepujace pod wysokim cisnieniem moga nas zabic. Ale pomiedzy tymi obszarami znajduje sie calkiem przyzwoity, bezpieczny przedzial w ktorym mozna sobie poogladac rybki nie ryzykujac przy tym zyciem. Tylko ze z wiekiem te dwa obszary zaczynaja sie coraz bardziej zblizac do siebie. I gdzies okolo 70 r.z. pacjent osiaga stan w ktorym ustawienie go pomiedzy jawa a zagrozeniem zycia zaczyna przypominac ekwilibrystyke. Dolozy sie troche wiecej - cisnienie laduje na podlodze. Troszeczke sie go splyci - otwiera oczy. Spi - serce wchodzi w tryb leniwego przepychania krwi w tempie 38 na minute. Broniac sie przed niedotlenieniem mozgu i wizja udaru, dajemy atropinke, przyspieszamy serducho i na widnokregu majaczy niedokrwienie miesnia sercowego z zawalem wlacznie. A ty czlowieku spiewaj, glosno krzycz.
Akurat mialem sliczne zestawienie fizjologi mlodzienczej i starczej w dwoch nastepujacych po sobie pacjentach stomatologicznych. Na pierwszy strzal poszla 20 latka. Dawke przyjela godnie, zabieg przespala, obudzila sie jak gdyby nigdy nic, obowiazkowo chciala mi dac buzi - ach, ten urok osobisty - i po obligatoryjnej obserwacji pojechala do domu. Drugi pacjent, dobiegajacy osiemdziesiatki, polozyl sie na stole zaraz po niej. W wywiadzie nic szczegolnego. Nie ma, nie posiada, nie zazywa, spacery w dalszym ciagu uprawia, zadyszki nie majac. Okaz zdrowia. Poza faktem ze po 20 roku zycia rzut serca spada przecietnie o 1% na rok. Innymi slowy serce w tym wieku bardziej przypomina zuzyty kapec niz sportowe obuwie.
Tak wiec pan starszy zasnal sobie snem sprawiedliwego, stomatolog rozpoczal clearence, zwane w Polsce deszrotowaniem jamy ustnej, a ja zaczalem anestezjologiczny dance macabre. Szczesciem niedlugi, bo stomatolog z ktorym wspolpracuje, jest mistrzem w swoim fachu. Pobudeczka nieco przedluzona, czego nalezalo sie spodziewac i w koncu pacjent otwarl oczeta, zaczal sam oddychac i pojechal do recovery. Gdzie, pomimo faktu ze byl znieczulony minimalna iloscia lekow, przelezal nastepne 6 godzin kompletnie ululany. Tak wlasnie moze wygladac pobudka w wieku - nazwijmy to - postbalzakowskim.
Ale z tej historii nieoczekiwanie wylonil sie - jak chmielowy smak z piwa marki Perla w AD '88 - jeszcze jeden moral.
Gdzies pod wieczor przyszla rodzina, zobaczyla polprzytomnego dziadka i zakrzyknela radosnie ze to u nich w rodzinie zupelnie normalne - po kazdym zabiegu, nawet krociutkim, kazdy z nich spi jak mops 3 dni i 3 noce, budzac sie tylko na sikanie.
Gdybyscie, majac podobna przypadlosc, chcieli sie zoperowac w systemie jednego dnia - powiedzcie o tym anestezjologowi przed zabiegiem.
1 tydzień temu











