wtorek, 20 stycznia 2009

Samolot

Lubie latac. Mimo faktu, ze w zeszlym roku zrobilem lacznie ponad sto przelotow, dalej mnie to ekscytuje. Jest cos magicznego w lotniskach, kolejkach, odprawach, strefach wolnoclowych - na ktorych teraz czesto jest drozej niz w miescie - i calym lotniskowym zamieszaniu. W dawnych czasach mlodz ruszala w poszukiwaniu nowego ogladajac wyplywajace statki - poniewaz do najblizszego portu mialem w dziecinstwie jakies 750 kilometrow, pozostaly mi lotniska.

Start lubie najbardziej. Jeszcze moment temu stalismy na pasie, a juz mozna podziwiac jak Ziemia sie oddala, wszystko robi sie coraz mniejsze, chmury, troche turbulencji - i slonce. Noc nie jest tak ciekawa, a w dzien wyjscie ponad chmury ma cos z magii.

Niestety, lecialem noca. Ponad chmurami ani lysego, ani gwiazd - moze jeszcze jedna warstwa nad nami wisi? Hm. Chyba czas na male coniecolyski. A moze nie? Laduje cos kolo polnocy, moj przyjaciel pewnie bedzie potrzebowal moralnego wsparcia zeby dojechac, albo i zmiennika. Chyba zrezygnuje...
-...press the button above your head. Repeat. We have a situation here. If there is a doctor or nurse aboard, please press the button above your head.
DING. Nie namyslajac sie dlugo wcisnalem button. Co jednoznacznie mnie kwalifikuje jako overseas doctor - zaden trzesacy sie przed odpowiedzialnoscia tubylec podobnej glupoty nie zrobi.
- Thank you, doctor. There is a passed out lady, could you help us, please? - zapytala nieco zzieleniala, choc calkiem spokojna, sewardessa.
Siur. Co bym mial nie pomoc. Jak sie nacisnelo A trzeba reanimowac B. Sprawdzilem tetno, slabiuskie. Oddech byle jaki, ale jest. Na bodzce nie reaguje. Jest dobrze choc nie beznadziejnie. Facet pod oknem dalej czyta gazete - jest tak zestresowany ze nawet nie oddycha. Za chwile bedziemy tu miec epidemie jakas.
- I have to put her down... - zaczalem i w tym momencie dotarlo do mnie ze dysproporcja pomiedzy pacjentka a miejscem na fotelach - czy nawet podlodze - nie daje szans na jakiekolwiek dzialania ratownicze. - The oxygen, please. - Przynajmniej tyle moge dla kobiety zrobic. Puscilismy ile sie dalo i po kilku glebszych wdechach kobieta otworzyla oczy.
- Rozumie Pani po polsku?
- Sorry?
- Do you speak english?
- Yes? - poparzyla na mnie z pytaniem w oczach. Wyjasnilem grzecznie ze przez chwile jej nie bylo, zapytalem o dolegliwosci, historie chorob. W sumie nic, czym mozna by sie przejmowac.
- Doctor, the capitan wonders does she has to be transferred to the hospital.
Musze przyznac ze wiara w lekarzy jest niesamowita. W sumie powinni zapytac, czy jakas wrozka nie leci z nami - postawi tarota i bedziemy wszystko wiedziec.
- Absolutely. Background is unknown, we can't take a chance.
- Would you mind staying with this lady? - Jakzez bym mogl. Towar macany nalezy do macanta. Stwardessa szybko przesunela na moje miejsce pasazera z brzegu. Usiadlem kolo mojej zdobyczy, zastanawiajac sie co tez mozna w takich warunkach zrobic. Poza, rzecz jasna, krzyczeniem ze strachu i innych czynnosciach reanimacyjnych modo Pamela Anderson ze Slonecznego Patrolu. Chyba najskuteczniejszy byl okrzyk "John, musisz zyc!!!" poprawione strzalem w pyszczydlo. - May i know your name? - zapytalem niesmialo. W najgorszym razie wyprobuje czy to faktycznie dziala.

- Ladies and gentlemans, as you probably know, we're going to do an emergency landing. Right now we're approaching Berlin Schoenefeld. Stay on your sits with yours sitbelts fastened, please - zapowiedziala ladniejsza ze stweardess. Co robic. Zdaje sie ze kumpel troche poczeka. Zoladek podszedl mi do gardla. W mordeczke, chyba sie pilot za bardzo przejal tym moim absolutely . Toz babke trza do szpitala przetransportowac a nie do wspolnego grobowca. Razem z nami.

Pacjentke odebraly szwaby. Na widok ich wojskowej organizacji poczulem uklucie zazdrosci. Obsrwujac ich prace pomyslalem ze takie slowa jak karnosc, porzadek, dyscyplina i organizacja powinny byc wykreslone z polskiego jezyka. Zapakowali babke na nosze, poprosili o raport na pismie i znikneli jak japonscy ninja. Dobrze zaprogramowany robot moglby to zrobic gorzej.

Skonczyl sie horror, zaczela komedia.

Pierwszy smieszny moment nastapil pare minut pozniej - otoz trzeba bylo wypakowac mojej bylej podopiecznej bagaz, bo za cholere nie chciala pojechac bez niego. Patrzylismy jak nasze torby sa kolejno wystawiane z luku i okazywane kobiecie na noszach. Ze ona nie zwymiotowala od ciaglego krecenia glowa "Nie, to nie ta", to az dziw bierze.

Drugi zdarzyl sie chwile po tym, jak niebieskie swiatla zniknely na horyzoncie. Podeszla stewardessa i zaproponowala dowolny napitek on the house . A raczej na konto kapitana. Pomyslalem ze twardym mozna byc, ale jak whisky daja? Odmowic? Kapitanowi?? A jak by sie tak obrazil - to weznie i z samolotu wyrzuci. A poza wszystkim innym - genleman nie pyta co ile kosztuje tylko pije co mu nalali... W sumie dobrze ze nie odmowilem, bo kilka minut pozniej kapitan przyszedl podziekowac i grabule uscisnac. Ja cie.

Trzeci - i chyba najsmieszniejszy - zdarzyl sie po okolo godzinie od wyladowania. Otoz kapitan przeprosil wszytkich ze tak dlugo stoimy, ale nasza linia lotnicza nie lata za Berlina do Krakowa, w zwiazku z tym nie mieli gotowego planu lotu. Dopiero teraz go doslali, wiec za chwile wystarujemu. Po czym minelo jeszcze piec minut i kapitan przeprosil nas raz jeszcze i wylasnil ze poki co nie lecimy - szwaby przyslaly plan lotu po niemiecku. A on nicht sprechen . Massakra.

Lacznie spedzilismu w Berlinie ponad dwie godziny. Na szczescie "whisky on the house" nie ograniczylo sie do marnej piecdziesiateczki, kapitan naprawde sie przejal. W czasie pomiedzy piecdziesiateczkami zastanawialem sie czy whisky on the house moze byc on the rock. I jak to zgrabnie powiedziec: another whisky on the house on the rock? Czy moze on the rock on the house? Lenguidz jest very difficult. W Balicach touchdown byl lacznie spozniony 3 godziny.

W samolocie dzieki mojemu absolutely spedzilismy okolo 6 godzin. Regularnie zdretwialem odtylnie. Dobrze ze rozcienczacze krew mi rozcienczyly - przynajmniej nie musialem sie stresowac ze zatoru plucnego dostane.

37 komentarzy:

basia.acappella pisze...

;D)))))

"Potwierdzam, że":
- samolot to ósmy cud świata (choć nie latam "aż" tyle, ile Gospodarz...)
- nocą też jest fajnie a z księżycem potrafi być 'obłędnie'
- organizacyjne kontrasty polsko-niemieckie przyprawiają mnie o ciągłe zdumienie typu 'że też myśmy się jakoś uchowali przez wieki... albo oni...
-'absolutely' najbezpieczniej zachować na parodiowanie tego filmu z Joanną Lumley...

Nie mam zdania nt. czy należy w przyszłości zagłuszać w sobie szlachetny odruch Pogotowiarza-weterana... A co to była za whisky?
;/ :D

Anonimowy pisze...

samoloty są suuuuuuuuuuuuuuuper :)))))) uwielbiam!!
i też nie znam niemieckiego ;)
metaksa

eee-live pisze...

A ja tam samolotami nie latam, mam tak okropny lęk wysokości że jak jestem tak z 5m nad ziemią to robię się zielona :(
Odruch pogotowiarza jest bardzo szlachetny :) i chyba nie warto go zagłuszać :)

A tak na marginesie ja tam znam niemiecki ale Abi chyba stara się nauczyć mnie angielskiego ;) Coraz lepiej rozumiem mowę pisaną :D Jeszcze trochę to i ze słownika zrezygnuję ;)

abnegat.ltd pisze...

Basiu, u mnie sie tego zagluszyc nie da :) Dzialam tak samo jak moj pies widzac zarcie :DDD

A whisky byla samolotowa. Ostatnia buteleczke wypilem piszac ten tekst - otoz jedna, maluska, zabralem do domu coby miec pamiatke.

Metaksa, to jest moje marzenie. Nauczyc sie szprechac. W koncu to zrobie...

EL - mam tak znajoma. Bierze tabletke przed wejsciem na poklad, zasypia przed startem, stewardessy ja budza po wyladowaniu :D Calkiem pozyteczna technika :DDD

eee-live pisze...

Abi no ciekawa technika :)Może kiedyś się odważę, bo na razie wolę samochody mimo choroby lokomocyjnej.

Anonimowy pisze...

Lotniska są magiczne, absolutely!
Ryk silników przy starcie-coś pięknego!
EL- potwierdzam, co mówi Abnegat; moja znajoma robi to samo:tabletka i przesypia cały lot.Już się tak nie boi latania jak kiedyś.
Abi:"Could I have another (or: one more or: next)whisky on the rock, pls?" would be OK :)

randi6

eee-live pisze...

Ja nie mam nic przeciwko samolotom pod warunkiem że nie muszę do nich wsiadać :) A patrzeć na start i lądowanie to uwielbiam. Takie skrzywienie z wakacji u ciotki za młodych lat. Chodziliśmy na lotnisko (to znaczy staliśmy koło płotu z siatki) i patrzeliśmy na start samolotów wojskowych.

abnegat.ltd pisze...

Randi: Sure :) But - Another whisky ON THE HOUSE on the rock - or - Whisky on the rock ON THE HOUSE, pls. :)))

That is a question :DDD

Marta pisze...

I tak najpiękniej było, kiedy późnym wieczorem leciałam do Londynu. Daleko w oddali zachodzące słońce mieniące się wszystkimi kolorami związanymi z czerwonym, koło nas pięknie zabarwione chmury, a pod nami już ciemność roświetlana przez tysiące świateł wielkiego miasta.

Anonimowy pisze...

Jak już to:"another whisky on the house on the rock" ,ale skoro chyba było oczywiste, że ta whisky była 'on the house', to już nie trzeba było tego mówić.Chyba ,że nie było :D a chciałes to zaznaczyć :D


randi6

realka pisze...

Abi strasznie uczynny lekarz jesteś :)

Uwielbiam atmosferę lotniska - kojarzy mi się nieodmiennie z wakacjami, czymś miłym i podniecającym.
A latać się boję bardzo - ale dla odmiany nie z powodu lęku wysokości ale klaustrofobii :(
Kiedyś latałam - teraz mi się nasiliło - unikam jak mogę - a nieodległa perspektywa 4 przelotów w ciągu tygodnia już teraz mnie przyprawia o ataki paniki :(

Anonimowy pisze...

Abi: Zresztą, sorry.Domyślam się, że znasz język b. dobrze i rad nie potrzebujesz:) To była tylko chwilowa Twoja wątpliwość.

randi6

Zadora pisze...

Coniecołyski vs. old lady. Free of charge services night.
Latanie nudne jest, zwłaszcza nocą. Nie ma to jak mniejsze samoloty. I manewry lepiej czuć, i turbulencje dają efekty. Wtedy jest fajnie, czuć ten lot. Była kiedyś mała linia Gdańsk - Kalmar. Samolot 32 miejsca, otwarta kabina pilotów. On the rocks nie polecam. Tym ze słabym żołądkiem też nie. Ale to były prawdziwe loty a nie taka jazda ciasnym autobusem jak w dużych samolotach.

Anonimowy pisze...

Zadora: fakt-dlatego najfajniejszy jest start i ten narastający ryk maszyny, jeśli chodzi o duże samoloty.Kiedyś leciałam starym,15-osobowym Antkiem (chyba), wydawało się, że sie rozleci już przy starcie :D Wrażenia z lotu niezapomniane! Zwłaszcza, że pilot trochę się popisywał, widząc, że załoga nie strachliwa.Mam nadzieję, że jeszcze sie trafi okazja na podobny lot.

randi6

Urszula pisze...

a jakze! latanie fajne jest, ale tak moze do pierwszych 10 razy.. no chyba ze ma sie darmowe atrakcje- jak np temperatura w samolocie bliska tej w lodowce, za malo czasu na transfer do innego samolotu a pozniej jak juz sie zdazy a nasze walizki nie to oczekiwanie 5 dni na bagaze, nadgorliwa ochrona lotniska ktora kaze wyrzucac baterie z wyladowanych telefonow, juz nie mowiac o nadplacie za bagaz... hmm taaak, lubie latac ale bardzo nie lubie okolicznosci z tym zwiazanych...

Abi, teraz dorobilismy sie wlasnych juwenalii tzn medykalii, w tamtym roku mialam scene pod swoim oknem(!) na parkingu kolo hali jakies ogrodki piwne, grille itp. Chyba piwnego maratonu juz nie ma, za to byly wyscigi na lozkach szpitalnych, niestety sponsorzy nie wykosztowali sie na tak genialne nagrody jak za Twoich czasow:)
p.s. mow mi poprostu Ula, to moj gmail jest nastawiony bardzo oficjalnie:)

Urszula pisze...

o a tak w ogole a propos Twojej profesji:
http://pl.youtube.com/watch?v=KXROnzpsrlg&feature=related :)
powinno sie spodobac:D

abnegat.ltd pisze...

Realka, ze straszny jestem to wiem - niektore pacjentki mdleja po pierwszej tabletce :DDD
A ta moja znajoma tez zdajesie ma cos z zamknietymi przestrzeniami. Popros zaprzyjaznionego wracia zeby ci cos milego dal na spanie, nie mieszaj z alkoholem (bo zdazysz wrocic zanim Cie obudza) i powinno byc OK.

Marta, Krakow tez fajnie wyglada o zachodzie. Z kolei Newcastle to morze swiatla w nocy - wydaje sie ze to od horyzontu po horyzont. Ale najladniejszy widok to ladowanie w Hurghadzie w nocy - wszystkie baseny podswietlone jarza sie turkusowo... Cos pieknego :)

Randi - po polskiemu jest latwo: Nastepna darmoche z lodem, bitte!. A w lenguidzu trudniej. Coby sie watpliwosci pozbyc - zapytalem tubylcow. Podumali i stwierdzili ze - lenguidz jest trudny. Potem jednakowoz dodali ze najpierw by powiedzieli on the house (bo to wazniejsze) a pozniej ze z lodem (bo w sumie ciepla tez mozna wypic :)))

A poza tym sie nie wyglupiaj :) Mozne sie sto lat uczyc - i dalej nadziac na kompletnie niezrozumiay dialekt. Ostatnio moj wspolpracownik powiedzial mi zebym sie nie przejmowal - nie ma znaczenia ze ich nie rozumiem bo ich nikt nie rozumie. A jak pojade do Liverpool to "oni tam tak dziwnie gadaja ze za cholere wyrozumiec nie idzie " (tlumaczenie dowolne :)))

Agregat - I choose gate no. 3!!!
A tam old lady. Czyli dzonk.

Latac nie lubilem - czulem kazdy zakret i najdrobniejsza nierownosc na drodze. A teraz lubie jak zacznie przepadac - albo go troche potrzesie przy ladowaniu :) Rollercoster for free:)))

Ula, toz Dni Chodzkowa juz za moich czasow byly - tylko sie medykalia nie nazywaly. Slyszalem ze straszliwa bryndza po nas nastala, nic sie nikomu nie chcialo - dobrz ze wraca chec do zajec pozalekcyjnych ;)))
PS. Linek ogladne w domu - tutaj mi watchdog drze dziub ze zostane zastrzelony a przed zastrzeleniem - powieszony za ogladanie youtube :)))

abnegat.ltd pisze...

Randi - skrot mi wyszedl. Przeczytalem co napisalem i wyjasnic chce cobym buraczanie nie wyszedl: zwrot nie wyglupiaj sie byl odnosnie Twoich przeprosin. Ja zupelnie nie twierdze ze angielski znam... Pewnie jeszcze dlugo zejdzie ;D

Anonimowy pisze...

a ja się nie uczyłam niemieckiego z wyboru i tak mi już zostanie... wolę francuski, włoski, węgierski, hiszpański - wszystko, tylko nie niemiecki...
metaksa

abnegat.ltd pisze...

Metaksa, wez Ty mnie nie dobijaja pls...
Sie probuje nauczyc tego cholerstwa i dalej mam problemy szczegolnie w midelsborouisz.... Zaraza ;)

f-blox pisze...

Nigdy nie leciałem samolotem, ale myślę że to musi być super. Ciesze się Abi twoją radością latania i komentujących. Marzy mi się lot balonem - pewnie można sobie statycznie ziemie pogadać z góry. I robić zdjęcia!

abnegat.ltd pisze...

Hej, F-blox :)
Korzystaj, poki jeszcze w ogole istnieje cos takiego jak tanie linie lotnicze... Bo jak wroca czasy ciezkie - np. bilet LOT-u z Warszawy do Krakowa za 530 PLN -
to bedzie jak w Shreku: O ciez w morde - juz po ptakach ;)

Anonimowy pisze...

pamiętam, jak się bałam przed pierwszym lotem... a teraz miałam przerwę od latania i mi straaaasznie tego brakuje! także kto może - niech faktycznie korzysta :)
hehe, Abnegat, life is brutal, ale pamiętaj, że Impossible is nothing! ;)
metaksa

Anonimowy pisze...

a ja podobnie jak f-blox nie mam jeszcze tego tak wychwalanego przez was doswiadczenia lotu..ale tez mi sie mysli ze to musi byc super..i mysle ze nie bede miec zadnych oporow jesli nadarzy sie okazja..i ze bede miec ze soba aparat i siedzenie przy oknie-nienaskrzydle;)
mam za to doswiadczenie odprowadzania na samolot i machania zza siatki...i robi to duzo wieksze wrazenie niz pociagi, autobusy czy cokolwiek innego chocby w to samo miejsce zdazajace..pierwszym razem mi sie lezka zakrecila a to tylko kolezanka na tydzien wakacji leciala;))chyba mi bylo zal tych co na dluzej i ich rodzin:(
I'vena

abnegat.ltd pisze...

Metaksa, dzieki :D
Tyle ze ten ich inglisz to jest zupelnie inny inglisz - jak bys sie od nowa wszystkiego uczyla. Lomatko. Juz jest lepiej - ale na poczatku - chinszczyzna. Jak sobie raz zadzwonilem na infolinie mojego banku i trafilem na prawdziwy londynski akcent - malom sie nie poplakal ze szczescia :DDD

I'vena, jest w tym cos, nie? Ze mnie sie smieja - a moglbym na lotnisku mieszkac. Zaraza jakas.

A siedzenie z przodu i kolo okna - ladnie wtedy widac. Do tego przemysl z ktorej strony siasc - zeby slonce nie przeszkadzalo. Poza tym jak sie leci tak ze cien samolotu widac na chmurach - to jest on zazwyczaj otoczony slicznym halo - takie kolko zrobione z teczy :D

Jest tylko jeden problem - coponiektore linie nie zycza sobie zadnych elektronicznych urzadzen wlaczonych w czasie startu - wliczaja w to takze aparaty fotograficzne...

f-blox pisze...

A właśnie Abi przyszło mi do głowy, że Ty mógłbyś pracować w LPR (Lotnicze Pogotowie Ratunkowe)Było by 2 w jednym. Ja często tu widuje śmigłowiec, bardzo go lubię. To jest super jak z do kogoś nadlatuje pomoc z nieba!

dotty pisze...

O, to jest myśl. ;)
U mnie dziś " Jest dobrze choc nie beznadziejnie..." (cytat z Abnegata).
A co do lotów to żaden zwyczajny lot gigantem nie zrobi na mnie już takiego wrażenia jak "wyciąganie szybowców" (Wilgą?).

Anonimowy pisze...

Abnegat, język obcy zawsze będzie obcym-wiadomo.Nigdy się go nie będzie czuło tak, jak swój native language.
A propos rollercoastera: jechałam raz jeden i ...thank you very much!samolotów sie nie boję, ale tego diabelstwa owszem :D

randi6

Anonimowy pisze...

widac z samolotu widmo Brockenu??!! - ale numer!!!i mnie tam jeszcze nie bylo!! no to mam teraz dodatkowo motywacje coby sie wreszcie ruszyc i odwiedzic znajomych na wyspach;)
tak myslalam ze jakis kruczek musi byc i zdjecia moga nie przejsc:((( - za duzo dobrego by bylo na raz;)
I'vena

realka pisze...

Ha nie dość że uczynny lekarz to jeszcze miły ;)

abnegat.ltd pisze...

F-blox, zeby sie do LPR (nie mylic z byla partia pewnego prawnika) dostac to trzeba miec wujka dyrektora. Skladalem tam papiery - nawet nie odeslali.

Dotty, pewnie latanie takim drobiem jest super - niestety, nie mam jak porownac... Trzeba bedzie sprobowac. Tutaj licencja na takie ultralekkie samolociki razem z kursem kosztuje 5-7 kStirlingow - w zaleznosci od liczby godzin potrzebnych do opanowania sztuki latania. Taaaaak. ;)

Randi, na rollercostera nie wsiade - wystarcza mi obrazki wrzeszczacych ludzi ;) Nie wspominajac o tych nieszczesnikach co wisieli ponad pol godziny do gory nogami, bo pradu zabraklo...

I'vena, nie mam pojecia czy to norma - ale za kazdym razem jak wypatrze cien samolotu na chmurach to toto widze ;)

Realka, Przebog :))) Toz ja to zrobilem jedynie zeby sie na darmowe coniecolyski zalapac ;)))

na-rozstaju pisze...

ja jeszcze wrócę na chwilkę do zagadnienia o rockach i house'ach.

wg prawideł gramatyki opisowej najpierw kamień, później dom, inaczej idzie zrozumieć, że to dom na kamieniu stoi ;)

ale jak widać znów reguły nie zawsze idą tą samą ścieżką co zdrowy rozsądek native'ów ;)

pozdrawiam

abnegat.ltd pisze...

Na-rozstaju, witaj :) Jak widac - problem jest glebszy niz szklanka whisky...

River pisze...

Abnegat jak Ty pięknie po angielsku mówisz hehehe :D:D:D
- ale gdyby na pokładzie nie było lekarza to też by chyba musieli lądować?

abnegat.ltd pisze...

River, cholera go znajet :) Ale mysle ze by to zrobili szybcieaj - a tak probowali sie podeprzec mna zeby doleciec. ...cwaniaki :D ...

madziaro pisze...

Po pierwsze - chciałam się ładnie przywitać - madziarka jestem ;)

Po drugie - zaczęłam ten blog czytać jakieś 3 dni temu, właśnie po trzech zaczytanych wieczorach skończyłam i jestem już na bieżąco - ufff, aczkolwiek trochę szkoda, bo fajnie było się zasiedzieć godzinami w archiwum.
Autorowi składam wyrazy głębokiego podziwu za styl i sposób opisywania, a także za tę wykonaną pracę :)

Po trzecie - eee tam latanie ;), człowiek się czuje jak w pociągu, nawet odgłosy podobne ;)
A tak na serio lubię, ale już nie robi takiego wrażenia jak za pierwszym razem, chociaż ja to nie latałam do tej pory za dużo, za to od razu daleko. Naprawdę to latanie jest fajne przez godzinkę... może dwie. Ale po pięciu godzinach nie wiadomo jak się ułożyć, żeby wygodnie było, i w ogóle "Ale daleko jeszcze?!?" :D

Za to oglądanie samolotów jest niesamowite, nadal po trzech latach robią na mnie OGROMNE wrażenie samoloty przelatujące mi nad ogródkiem, nawet zdarza mi się samolot LOT'u podziwiać jak akurat w tym momencie jestem na ogródku... A małż się nabija, że się samolotami zachwycam :(

Pozdrawiam serdecznie z dzikiego zachodu, a dokładniej z przedmieść Toronto

abnegat.ltd pisze...

Witaj Madziaro, sorki za zwloke - jednakowoz im dalej w tyl tym rzadziej sprawdzam - shame on me ;)

Dzieki za ujawnienie sie - na mapce kontaktow od kilku dni wyskakuje mi Toronto - milo wiedziec kto to :DDD

Za dobre slowo dziekuje - zawsze mnie to motywuje do popelnienia kolejnego wpisu.

Ja jak bym mogl to zamieszkalbym na lotnisku. A jszcze lepiej na poddaszu domu (koniecznie z oknami dachowymi) pod pasem startowym :DD