środa, 21 stycznia 2009

Blizniak

Siedze sobie z dyspozytorem, sytuacja nieco napieta, W pojechalo do wypadku we wsi obok. W tym czasie zaopatrywalem innego pacjenta, wiec siedzimy teraz jak na szpilkach czy wezwa R do pomocy czy nie.
- Stacja, zglos sie - zatrzeszczal w radio Uprzejmy.
- Zglasza sie stacja.
- Wracamy. Jeden zgon na miejscy, policja sie tym teraz zajmuje. Brak poszkodowanych. Wracamy na pusto.
Tez sie mu trafilo. Stwierdzac zgon na drodze to zadna przyjemnosc.

- Abi, przyjdz na chwile na dyspozytornie - dolecialo z glosnika pod sufitem. Nie ma to jak kosci rozruszac, szczegolnie gdy czlowieka taka mila, popoludniowa drzemka lamie.
- Co jest?
- Pojedziecie do Koziej Wolki - oznajmil dyspozytor. - Do siostry zabitego. Rodzice nie moga sie z nia dogadac.
- Rka mam do histerii jechac? A gdzie W?
- Problem w tym, ze ich tam malo nie zabili jak Uprzejmy zgon stwierdzil. Powiedzieli, ze lepiej by bylo zeby sie tam nie pokazywal przez jakis czas. Ponoc brat blizniak zabitego lata po okolicy z siekiera i doktorow, chetnych do dekapitacji, szuka.
- To dzwon po policje. Nie bede sie z siekiernikiem po proznicy wadzil.

Zajechalismy na miejsce rowno z miejscowymi policjantami. Co sie okazalo posunieciem slusznym, bo zajeli sie wrzeszczacym cos o matkach doktorow mlodziencem, a my poszlismy do domu.
- Doktorze, cos sie z nia po wypadku stalo. Siedzi na gorze, na balkonie i na brata czeka, ze ze szpitala zaraz wroci. Nie wiemy co jej powiedziec.
Lomatko. Bedzie kolejna psychoza reaktywna...

Na balkonie siedzi sobie w kucki dziewczynka, na oko 15 letnia. Zaczelismy rozmowe. Z ozywieniem opowiedziala mi ze brat mial wypadek, ale zabrali go do szpitala i teraz ona czeka az brat wroci. I znowu - jak wyrwac czlowieka z zakletego kregu. Jezeli pozostawi sie pacjenta w takim stanie, to jego mozg wyprodukuje tego brata tak dokladnie, jak w rzeczywistosci. I schizofrenia gotowa. Z drugiej strony, co ja do cholery mam z tym zrobic?

Za kazdym razem kiedy zaczynalem jej przekazywac smutna prawde, zaczynala sie hustac w kucki z piet na palce i walic glowa w szczebelki poreczy. Santa Madonna. W koncu zaczalem sie hustac razem z nia.
- To jest zla wiadomosc - bam bam bam, glowa w szczebelki - ale brat ze szpitala nie wroci - bam bam bam - zginal na miejscu wypadku - BAM BAM BAM - ...
... w koncu, rozhustany z nia, sam zaczalem sie obijac o szczeble tej cholernej poreczy - bam bam bam - brat nie wroci - bam bam bam - zginal, nie wroci - bam bam - ...

Dlugo zeszlo. Placz byl jak zbawienie. Przestala sie kiwac, zaczela szlochac. Zanioslem ja do pokoju, dalismy jej srodki uspokajajace i pojechali z powrotem.

W tym rejonie pracowalem jeszcze dlugo potem. I nigdy wiecej sie nie spotkalismy. Mam nadzieje ze to oznacza tylko jedno - ze po okresie zaloby wrocila do siebie. Daj Panie.

22 komentarze:

Anonimowy pisze...

może specjalnych zajęć z psychologii nie mieliście, ale zastosowałeś podstawową i najprostszą metodę z możliwych, gdy się chce trafić do tak klaustrofobicznie zamkniętej psychiki... :)
metaksa

basia.acappella pisze...

Swoją drogą to przeświadczenie, że 'zaraz wróci': przyjdzie z pola, wyjdzie z garażu, zajedzie samochodem na podjazd, zatupie na progu ośnieżonymi butami, odbierze telefon - bywa strasznie silne i narzucające się w pierwszych miesiącach po nagłej śmierci bliskiej osoby. Nawet w pełni zdając sobie sprawę z tego, co zaszło, pozwalamy jakiejś części mózgu na snucie alternatywnego scenariusza...

abnegat.ltd pisze...

Potem mialem taka teorie, ze na pogotowiu powinni psychiatre zatrudnic. Toz ja ludzi przytomnosci pozbawiam i rury wkladam...

Zadora pisze...

Chwila krótka, trach i świat się wywraca. Ofiara wypadku - czy rzeczywiście jest najbardziej poszkodowana? Jej już światło zgasło a pozostałym rzuca rozchwiane cienie.

Anonimowy pisze...

Witam,
Pozwolę sobie wkleić link, do podobnej historii, z podobnego bloga. Nie jest to mój blog, ani blog żadnego znajomego, więc brak kumoterstwa.
Historia wstrząsająca...
http://lekarski.blog.onet.pl/2,ID159967576,index.html

hmmm...
Pozdrawiam
Adam

Anonimowy pisze...

Życie człowieka jest jak trawa...
Krysia

Anonimowy pisze...

Nieznanymi ścieżkami chadza nasza świadomość... Takie historie zawsze skłaniają mnie do rozmyślania, że od „normalności" do „szaleństwa" tylko krok. I nigdy nie można być pewnym, że przez całe życie będziemy po tej „normalnej" stronie.
Ayako

eee-live pisze...

Abi toż Ty nie tylko pozbawiasz ludzi przytomności, co niektórym też pomagasz im odzyskać ;)
Odnośnie notki to najlepszym sposobem dotarcia do takich osób jest upodobnienie się do nich.

A tak poza tematem kto zna dobry sposób na migrenę? Męczy mnie zaraza od niedzieli :( dziś nie wytrzymałam i wzięłam sobie urlop. Idę się położyć.

Anonimowy pisze...

Jest jak basia.acapella ładnie i sugestywnie napisała.Kilka miesięcy po nagłej śmierci brata, będąc u mamy( brat mieszkał z mamą) nagle zapytałam:A kiedy... i urwałam.Po raz kolejny, ale jakby od nowa, dotarło do mnie, że już nie przyjdzie, nie wróci do domu- nigdy.Gdzieś, w głębi, snujemy ten alternatywny, zgodny z naszymi pragnieniami scenariusz, choć dokładnie wiemy co się stało.
Sporo czasu minęło, zanim przyjęłam to do świadomości tak 'naprawdę'.Myślę, że to zawsze tak wygląda.

randi6

abnegat.ltd pisze...

Ha - Babcia nie zyje juz 10 lat - a do tej pory jadac na wies uzywam zwrotu ze jedziemy do Babci. I ona - w tym momencie - tam jest.

abnegat.ltd pisze...

EL, Imigran sir toto nazywa - zapytala bys jakiegos neirologa czy to dla Ciebie sie nadaje i czy by recepty nie napisal. Ponoc potrafi przerwac napad migreny. Z tego co pamietam - horrrrendalnie drogi.

Anonimowy pisze...

dobry jest też migpriv ( pzeciwból i przeciwwymiotny ),ale każda migrena jest inna - taka zmienność osobnicza. Lepiej niech na Ciebie popatrzy neurolog.

@ Zadora, ślicznie napisane o tych cieniach ...
@ Ayako, nieznane są to ścieżki . Jakaś trauma, mniej lub bardziej znaczące wydarzenie i człowiek przekracza tę granicę zmierzając ku "szaleństwu " .

meedic

Anonimowy pisze...

chyba mnie ten blog podswiadomie inspiruje do dyskusji..'jakos tak wyszlo' ze dzis z kolezanka z pracy rozmawialysmy o naszych zetknieciach z chorymi psychicznie..kiedys wydawalo mi sie ze niepelnosprawnosc intelektualna a choroba psychiczna to mniej wiecej to samo..az natrafilam na niepelnosprawnego u ktorego ujawnila sie rowniez choroba psychiczna..chyba nie zapomne tego do konca zycia - szczegolnie ze byl wtedy przez 2 tygodnie pod moja opieka daleko od domu...bardzo jasno zobaczylam wtedy roznice..
z niepelnosprawnymi przebywam na codzien...z chorymi psychicznie chyba nie dalabym rady..
ale macie racje - granica jest cienka..
Abnegat - to sie nazywa wyczucie/wczucie i intucja..
I'vena

jasper c. pisze...

Ja nie na temat !!!
Dziękuję Doktorku, you've been very helpful. Download is just ongoing :)
Even the downspeed is quite impressive.
Cordiali saluti
jasper c.

Anonimowy pisze...

> eee-live
Jak byłem w twoim wieku też miewałem napady migreny, lekarze zapisywali mi różne świństwa na bazie sporyszu, po których czułem się deczko dziwnie, zaś migrena miała się dalej świetnie. Pomogło obwiązywanie i solidne ściskanie głowy pasem. Takim zwykłym skórzanym do spodni, tyle że skróconym o parę dziurek. Ciekawe, że po kilku takich kuracjach, gdy udało się powstrzymać atak migreny, ta obrażona odeszła na kilkanaście lat.

zmęczon

abnegat.ltd pisze...

I'vena - mysle ze do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic. I nawet czerpac z tego satysfakcje. Ale masz racje - to jest wyjatkowo niewdzieczny sposob zarabiania na zycie...

Jasper.c - welcome to :)
As I can see, your's file was still in the bin ;)

Zmeczon - mialem to kilka razy w zyciu - lacznie z zaburzeniami widzenia, nudnosciami i innymi atrakcjami. Zawsze bylo to spowodowane przemeczeniem.
Od tego czasu prowadze higieniczny tryb zycia. Znaczy - carpe diem i inne tego typu zlote mysli ;)

jasper c. pisze...

Ja na temat !!!
Miałam kiedyś teściową migrenistkę. Zawsze mówiła straszne głupstwa. O migrenie też. Że jak się naje słodyczy, to dopada ją atak. Ja migren nie miewałam, ale za to uporczywe, kilkudniowe bóle głowy.Migrenistom głowę rozsadza, a mnie ściskało. Czy na odwrót, w każdym razie, ja nie mogłabym wytrzymać lądowania motyla na mojej głowie. Bóle zostały zdiagnozowane jako naczynioruchowe. Pomagała antyneuralgia i pyralgin, ale tylko w porywach. Aż tu wtem i nagle zaprzestałam jeść słodycze. Mleczne czekolady, batoniki, ciasta i wafelki poszły won oraz precz. Razem z bólami głowy. I zgagą. I wieloma kilogramami. I jak ja się teraz czuję wobec mojej byłej teściowej? Jak myśląca straszne głupstwa.

dotty pisze...

Dobre to ze słodyczami... :D Rzadko raczej ale bóle głowy mi się zdarzają. Zapodaję ibuprofen i idę spać. I po sprawie.

PS Jakiś czas mnie nie będzie.

Pozdrawiam

eee-live pisze...

Dotty trzymam kciuki :) Chyba dobrze się domyślam?
A co do mojej migreny to odrobinę odpuściła. To co mi pomogło to okropnie zimny okład na głowę. Stary sposób ale chyba bardziej skuteczny od faszerowania się lekami, tylko właśnie dlatego musiałam wziąć urlop.

Zmęczon zgodzę się z Tobą że pomaga ściskanie głowy. Tylko nie wpadłabym na pomysł z paskiem :)

A neurolog już mnie widział i usłyszałam "Za dużo pani przeszła to i głowa boli" Chyba się wybiorę tam gdzie rodzicielka chodzi, bo to naprawdę super babka :)

Anonimowy pisze...

kurcze...

smutno mi się zrobiło. swoją drogą...umiesz przekazywać takie informacje tak, jak trzeba.

annablack

dotty pisze...

Dzięki EL. Tak chyba się domyślasz. ;)

abnegat.ltd pisze...

Jasper, jak to trzeba uwazac ;) Niewinna czekoladka - i problem gotowy...

Docik, powodzenia

AB, dla mnie to strasznie trudne bylo. Jak powiedziec umierajacemu ze umiera. Albo rodzinie. Albo psychicznemu ze psychiczny. Brrr...