piątek, 14 stycznia 2011

Cudotwórca

Dawno juz nie było nic z pogotowia. W sumie nie ma co sie dziwić - niedługo minie 5 lat, odkąd porzuciłem ratowanie życia ludzkiego. Teraz mogę tylko czytać opowieści Crewmastera.

Jako, że jadę odświeżyć sobie ALS, czytam miła książeczkę z algorytmami AD 2010. I nagle ni zgruchy przed oczami stanał mi widok jednej z moich pierwszych reanimacji...


- Abnegat, do wyjazdu proszę!
Nadeszło całkiem nowe. Pogotowie na którym pracowałem, dorobiło sie karetki R. Co prawda maszyna była stara, silnik podmieniony, w stanie rozpadu ogólnego, ale w środku było dużo miejsca, a ta częśc wyposażenia, która Niemcy czujnie przyśrubowali, nie została wyszarpana prze poprzedniego właściciela. Przepuściłem w drzwiach załogę, jako że karetka posiadała stary sytem - klapę z tyłu i drzwiczki - saloonówki łaczące kabinę kierowcy z przedziałem medycznym - i zasiadłem z przodu.

Zima, paskudnie, mokro. Pobawiłem sie bez przekonania sygnałami.
- R do stacji!
- Zgłasza się R!
- Ponaglają! Prowadzą reanimację!
- Bedziemy za 5 minut...

Zajechaliśmy z fasonem na podwórko, wyskoczyłem pierwszy i półkłusem wbiegłem do domu. Na łóżku, na swoim prawym boku, twarzą do ściany, leżał pacjent. Jego lewa ręka zastygła w powietrzu, jak gdyby chciał kogoś niewidzialnego objąć, czy może coś wskazać. Za jego plecami klęczały dwie kobiety. Pierwsza naciskała miarowo klatke w okolicy lewej pachy, huśtając zwłokami w górę i w dół. Na miarowe skrzypienie sprężyn nakładał się dźwiek, przypominający nieco słyszaną z daleka lokomotywę parową - to druga z kobiet prowadziła sztuczne oddychanie. O tyle niesamowite, że wykonywała około 120 wdechów na minutę. A odległość pomiędzy ustami dmuchającej a dmuchanego wynosiła jakieś ćwierć metra.

- Dziękuję, przejmujemy reanimację! - energicznie przystapiłem do działania, po czym obróciłem pacjenta na wznak. Lewa ręka, wskazująca cos na ścianie, sztywno wzniosła się ku sufitowi.
- Kiedy państwo go znaleźli?
- Jakieś piętnaście minut temu.
- Gdzie?
- Leżał w zaspie! Panie, róbże pan coś!

Sprawdziłem ułożenia plam opadowych, wyglądło, że nieboszczyk przeleżał dłuższy czas na brzuchu. Zadnych śladów urazu, trwale zdeformowana twarz, trudno orzec czy zamarznięta, czy to stężenie pośmiertne.
- Niestety, nie żyje. Nic nie możemy pomóc.
Przygotowałem papiery, w tamtym czasie nikt nie wpadł na pomysł handlu zwłokami, więc do naszych zadań należało wypisanie karty zgonu.

- Jak by przysłali jakiego doświadczonego, to by żył! - usłyszałem, wychodząc na zewnątrz.

21 komentarzy:

Green pisze...

Jak ja lubię pogotowian story made in Abiś.
Nawet kiedy gęsto ściele się w zaspach trup.

:P
Pozdr.

cre(w)master pisze...

Jakież to znajome i bliskie :)
Ja przedwczoraj zostałem wymieszany równiutko z gruntem (błotnistym ze względu na odwilż) przez rodzinę pacjentki. Wszystko było w tych bluzgach... i mój szef i prokurator. I rzucanie obuwiem i wkraczanie do karetki podczas czynności :)
Warto nadmienić, że pacjentka żyła, całość awantury przeżyła podsypiając nieco... A roszczeniowa rodzina "niestety" lekarska.
Czekam z pełną dokumentacją na dalszy rozwój wypadków, bo "jeśli moja matka umrze w szpitalu, to ja wam tego nie podaruję!"
Ot życie ratownika ;)

cre(w)master pisze...

A jeszcze jedno...
Abi ten ALS to w Polsce będziesz robił, czy u siebie? Pewnie tam... a szkoda ;)

akemi pisze...

Reanimacja w wykonaniu tych dam powaliła mnie na łopatki i spłynęły mi po policzkach dwie łzy. Ze śmiechu, oczywiście. Ja chcę więcej takich historii!!!;DDD

zielonooka pisze...

Świetne. Łzy wzruszenia cisną się do oczu- we wspomnieniach wróciła jedna z piewszych moich reanimacji. Jako b. zielona lekarka ( która, jednakowoż przytomnie karierę w zawodzie zaczęłą od ALS), udałam się pędem (mówię, że niedoświadczona...;)) na reanimację w RTG. Po przybyciu odkryłam 2 specjalistów kardiologów, z doktoratem (poradnia jest drzwi w drzwi) : pierwszy wentylował głównie grzywkę pacjenta ( uzyskując co prawda nieco świstu i dziwnych odgłosów mlaskania- po sprawdzeniu- przesuwanie się 2 protez zębowych); druga w tym czasie nabierała główny lek ratujący życie w zatrzymaniu krążenia- NaHCO3, jak się dowiedziałam po uprzejmym zapytaniu.
Pacjent przeżył , zapewne dzięki temu,że to nie było zatrzymanie krążenia, "tylko" wstrząs anafilaktyczny.
Mój podziw dla "pogotowiarzy" bierze się głównie z rozmiarów tolerancji, którą trzeba mieć dla tzw. społeczeństwa, ja obawiam się,że po tygodniu pracy zaczęłabym szukać handlarza bronią...

Anonimowy pisze...

Znowu gimnastyka poranna w moim wykonaniu - spadłam z krzesła :-DDD
Skąd się tacy ludzie biorą? Z brzucha mamusi? :-D
nika

thalie pisze...

ojej! stęskniłam się już za karetkostory :) dobrze, że czasem jakiś impuls Cię do wspomnień natchnie.

Młoda Lekarka pisze...

A jednak w narodzie duch nie ginie!!! Jakież to poruszające dowiedzieć się, że dwie kobitki znalazły mężczyznę w zaspie, przytargały go do domu, wezwały pogotowie, po czym zaczęły udzielać pierwszej pomocy. I tylko przyjechał "taki i owaki" w czerwonym polarze, poszkodowanego im odebrał i ....nie zrobił NIC. Tak oto kolejna miejscowość zdobyła lokalną legendę o nicnierobach z pogotowia.

Anek pisze...

Twoja notka poskutkowała ponownym przeczytaniem tamtych historii. Może przypomnisz sobie jeszcze coś?........Było by fajnie
pozdrawiam

owcarek podhalański pisze...

Ta sakramencko fachowo terminologia! Co to jest to ALS? Abnegateckowo Legitymacja Spitalno? :D

abnegat.ltd pisze...

Greenska - ale to sie dobrze czyta, nie? ;DDD

Crew, co robic. Buraki sa wszedzie. ALS robie tu, wyzej sobie cenia UKRC niz Polska Rade Resuscytacji ;)

Akemi, ludzie rozne dziwne rzeczy w stresie robia... Chocby ta babka, od "Nawilzonego", dawno temu to bylo na blogu. Facet nieprzytomny - a ta go wycierala szmata do podlogi, uspokajajac: "Lez spokojnie, jestes nawilzony"...
Do tej pory widze ten dom - i tych ludzi.

Zielonooka, mi sie zawsze wydawalo, ze najniebezpieczniejsi sa ortopedzi (soreczki, A. ;D), a to nie prawda. Wystarczy dac kardiologowi EKG i po ptokach... Swiat zewnetrzny przestaje istniec...

Nika, to jednak stres. Robily, co mogly - a ze akurat robily glupote... Lepiej niz nic ;)

Thalie, teraz mam wiekszy problem, bo nawet jak mi co w mozgu wyskoczy - to za cholere nie pamietam, czym juz o tym nie pisal. No i tak zwana kupa z dzemem.:/ :\
;)))

ML, ich tam bylo wiecej. Z pietnasvie osob (?) Alem sie nie darl, jak ten krakowski pajac, tylko nieboszczyka zakwalifikowal prawidlowo. A ze zawsze jest nasza wina - co robic ;D

Anek - chcialbym - ale mi ten cholerny Niemiec wszystko chowa ;D A moze to zwykla skleroza...

Owczarku XDDD
Advanced Life Support
Ale Abnegatowa Licencja Supretruciciela tyz by mogla byc xD

Green pisze...

Ano się czyta dobrze, a jeszcze lepiej wizualizuje XD

Anonimowy pisze...

Może nie tak kontrowersyjne jak wycieranie nieprzytomnego pacjenta szmatą, czy też inne perełki, ale wspomnę :D

moja uczelnia co jakiś czas wysyła swoich studentów na badania. W grudniu mieliśmy udać się do przychodni studenckiej na przegląd. Z poprzednich wizyt wiedzieliśmy, że będą kabarety w wykonaniu dwóch doktorek :D jedna mierzyła ciśnienie, druga badanie osłuchowe i inne takie.
Niemalże wszyscy ciśnienie mieli poniżej 110/60 a tętno dziwnym trafem u każdego 58 :D
Ja byłam koszmarem bo ciśnienie 85/50. Nie wiem skąd takie wyniki wytrzasnęła..ja wiem, że sportowcy mogą mieć niższe parametry, ale bez przesady.
Druga pani doktor rady typu "znamiona smaruj owsianką" i diagnozami typu "arytmia, obustronne zapalenie płuc"

Dostałam skierowanie do pulmonologa i kardiologa i wizyty chcąc nie chcąc musiałam odbębnić bo do dziekanatu informajce wysłano.

Oczywiście wszystko w porząsiu, jedynie portfel został odchudzony bo wizyty w trybie pilnym czyli prywatnie -koniec studiów za tydzień :D

Roksi

abnegat.ltd pisze...

Emilka, chodzi mi o to, ze to sie dobrze czyta POTEM ;D

Roksi, znam takie idiotki. Bog jeden raczy wiedziec jakim cudem toto osiagnelo wiek rozplodowy. O skonczeniu studiow nie wspominajac XD

geemonika pisze...

Niedawno "zaliczylam" Red Cross certyfikat w US.
7 godzin,skoncentrowanych glownie na resuscytacji.Do dzisiaj bola mnie rece od masowania manekinow!
Nauczylam sie wiecej o Pierwszej Pomocy przez te 7 godzin,niz przez 2 lata na Radiologii!.
Nie wiem jak tam u Ciebie z kursami Red Cross (PCK)...
ja z radoscia patrze,gdy moje 11 letnie dziecie wie jak zastosowac CPR (po kursie dla Babysitters).

Kasia pisze...

Aaah, uwielbiam te kwiatki.

A co do historii Roksi to znam podobne osoby pracujące w służbie zdrowia... niestety. Powinni jakiś rodzaj testu na nadawanie się wprowadzić chyba...

Pozdrawiam ciepło!
Kasia

Green pisze...

POTEM - Abisu -to się można nawet zaśmiać mroźnym ha ha.
...ale w trakcie, no właśnie w trakcie, sam wiesz jak to w trakcie jest... .
Dystans czasowy, to bardzo dobry punkt obserwacyjny.

abnegat.ltd pisze...

Geemonika, mnie obowiazuja kursy UK Resuscitation Council - ale pewnie dla niemedykow istniaja inne organizacje. A swiadomosci dzieciecia tylko pogratulowac :)))

Kasia, to takie odpady poprodukcyjne. A czemu zostaly zapakowane w pudeleczko i wystawione na polke - nie mam bladego pojecia >:|

Emi, w trakcie potrzebna jest swieta cierpliwosc. Wiekszosc ludzi oczekuje cudu - i zaklada ze jestes matolem. Na szczescie nie wszyscy - i na nieszczescie nistety czasem maja racje ;]

Zadora pisze...

Mogłeś go chociaż własnym ciałem ogrzać, może ręka by opadła ;-D

abnegat.ltd pisze...

Jak mu od chuchania nic nie zmieklo, to przytulanki by mu nie pomogly...
;D

Nomad_FH pisze...

Abi - widzisz, odnośnie tego niemca i "czy ja o tym już nie pisałem" - trza książkę. Koniecznie :D