piątek, 22 października 2010

O wywiadzie słów kilka

Bardzo ładnie powiedział wczoraj Morfeusz o wywiadzie. Że ważny. I że podstawą rozpoznania i terapii jest. Ale w ferworze walki warto pamiętać, że wszystko, co od pacjenta się dowiadujemy, może byc funta kłaków niewarte. Z różnych przyczyn.

Primo, pacjenci łżą jak najęci. Szczególnie, gdy trzeba się przyznać do rzeczy niepopularnych, takich jak choroby psychiczne, gruźlica, usunięcie ciąży, zażywanie trucizn różnych (heroina, kokaina, canabis) koksownictwo pospolite (sterydy zżerane w ilościach wiadra tygodniowo), zużycie alkoholu (każdemu mnożę przez dwa), palenie (dodaję 5) czy zażywanie viagry. Do tego ostatniego nie przyzna sie nikt, choc zużycie w kraju wskazuje na zespół permanentnego zwisu w wiadomej części populacji.

Po drugie primo pacjenci mają sklerozę. Przy czym to nie jest jakowaś cecha specyficzna odróżniająca pacjenta od niepacjenta. Po prostu - stając się pacjentem, koncentrujemy sie na dolegliwościach obecnych, zapominając o poprzednich. Można otrzymać solenne zapewnienie, że pacjent żadej nadwrażliwości/uczulenia/reakcji ubocznej na leczenie nie wykazał - a w dokumentacji znajdujemy kartę wypisową z OIOMu, w której to ze szczegółami jest opisana reanimacja po wstrząsie anafilaktycznym spowodowanym spozyciem niewinnej aspirynki.

Tertio primo - pacjent może pojęcia bladego nie mieć. Bo na ten przykład był pod narkozą. A doktory, zamiatajac badziewie pod dywan, nie były go łaskawe poinformować, że na ten przykład po indukcji dostał wstrząsu. Albo, że mu coś ucięli, do życia niezbędnego, i zapomnieli o tym poinformować. Vide to przebite jelito z Iłży bodajże.

Quatro (primo), pacjent za jasna cholere nie rozumie naszych pytań - ale jest zbyt nieśmiały, zeby nam o tym powiedzieć. Jak ta pierdząca babka u Morfiego wczoraj. Często gęsto pytamy - „czy jest pan na cos uczulony”, myśląc o lekach. A pacjentowi uczulenie kojarzy się ze sraczką po pomidorkach. I odpowie, ze nie. Nie ma. A potem wykorkuje po voltarolu podanym dożylnie z powodu udokumentowanej nadwrażliwości na NSAID. Którą to nie zauważyliśmy w dokumentacji - a nie szukaliśmy uważnie, bo sam pacjent powiedział, że uczuleń nie posiada.

Rodzina za granicą - nie posiada. A ciotke w Londynie ma. A to za granica jest.

I wreszcie quinto: pacjent może by się i przyznał, ale rodzina w okolicy siedzi. Więc nie, nie pali, nie pije, seksu nie uprawia - a co to w ogóle jest? I potem krążą opowieści dziwnej treści o wiatropylnym - lub basenowym - pochodzeniu dzieci.

Do tego dochodzi zdolnosc sluchania i poziom asertywności. Bo początkowo zadajemy pytanie i grzecznie słuchamy opowieści. O cioci Krysi, co miała padaczkę - i siostrzeńcu z bliźniaczej ciąży co przegryzł sobie pępowinę na widok brata bliźniaka. Potem uczymy się, jak przerwać wywód, który nas nie interesuje. Ale - jak powiedział wieszcz - na tej drodze czyha zguba. Jeżeli nabędziemy asertywność doskonałą, zaczynając traktować pacjenta przed - a nie pod - miotowo, prędzej czy później doczekamy się klasycznego:
„A niech mnie w dupę pocałuje”.

19 komentarzy:

Anonimowy pisze...

1)Ej, to się pytajcie nas jak ludzie -- "uczulony/a na jakieś leki?" (mój małżonek pomagając ułożyć pytania na wieczór panieński dodał pytania o uczulenie na penicylinę i grupę krwi, więc jak prosty programista potrafi, lekarz tym bardziej jest w stanie).
2) Przechodząc któryś kolejny wywiad, na pytanie o operacje odpowiedziałam twierdząco, że cc miałam i p.dr (bardzo zresztą miła) powiedziała mi, że cc to nie operacja i że to w drugiej części wywiadu będzie. To w końcu co mam odpowiadać jeżeli chodzi o operacje? Miałam, czy nie? A może w wywiadzie dla położnika nie miałam, a w wywiadzie dla każdego innego lekarza, miałam?

student pisze...

Dodaj tez cos o dzieciakach - co robic zeby nie uciekaly, nie klamaly itd ;)

abnegat.ltd pisze...

Anonimie - toz sie wczoraj jak czlowieka zapytalem: masz problemy z iglami? Nie - dziarsko odpowiedzial mlodzian. Nie zemdlejesz? No co pan - obruszyl sie mlodzian. Wbilem igle. Zemdlal. Jak doszedl do siebie, zakomunikowal ze on tak zawsze ma.

Pytam sie grzecznie - uczolona pani jest na jakies leki? Apsiryna, ibuprofen, diclofenac (tum wymienil jeszcze piec innych nazw voltarolu)? Nie - odrzekla zdecydowanie. Dalem domiesniowo. Pietnascie minut pozniej wiozlem ja z cisnieniem 60/0 do najblizszego szpitala. Dla niej utrata przytomnosci po lekach to nie jest uczulenie.

Nie pisze ze to jej wina - pisze o pulapce ukrytej w stereotypowym pytaniu. A cc to jest operacja - chyba ze dzidzie beznarzedziowo Filipinski znachor z brxucha wydarl.

Student, witaj :)
O dzieciach - bedzie jutro. Voila.

Anonimowy pisze...

Hahahaha, Abi miszczu :-)))
Mnie się fajny anestezjolog zapytał, czy mam uczulenie na jakieś leki, a ja powiedziałam, że "nie, ale w teście alergicznym wyszło, że na karaluchy mam", hahahaha :-D
nika

Anonimowy pisze...

Bo jak Bozię kocham, bum cyk cyk, miałam robiony test na alergię, to wyszło, że trochę na kurz i pyłki drzew (w ogóle dla mnie nieodczuwalna alergia) i te karaluchy (ki diabeł?).
:-)
nika

abnegat.ltd pisze...

Mika, ze na roztocza sie robi - to wiem. Ale te karaluchy mnie zadziwily. Ciekawie musi wygladac potem zalecenie lekarskie dot. spozywania pokarmow...

Anonimowy pisze...

Mądrze prawisz Abnegacie...
Ja dodałabym jeszcze jeden powód kłamstwa. Byc może tu cczęściej spotykany niż w Jukeju.
Otóż pacjent bardzo chce mieć tą operację, ale pouczony przez chirurga wie, że opóźnić ją skutecznie może anAstAzjolog. A tu zwolnienie zaplanowane, teściowa przyjechała się rekonwalescentem zająć itp.. Dlatego w rozmowie z nami okazuje się, że paierków nie posiada żadnych, mówi, że zdrowiuśki bezuczuleniowy i ŻADNYCH leków nie bierze...
Tych najbardziej mi żal, bo jak kłamstwo wyjdzie na jaw ( stosując znaną metodę "tysiąc pytań o to samo" prawie zawsze się uda zdemaskować biedaka, to on mówi, że jemu tak kazali powiedzieć jeśli chce mieć dziś/jutro ten zabieg....

Pozdrawiam Młoda Kobziarka

P.S. A że dzieci są z mojego podwórka, to nie mogę się doczekac następnego postu.
I dla studenta- dzieci kłamią o niebo mniej niż dorośli. A jak się je traktuje jak ludzi- wszystkiego da się dowiedzieć. Najczęściej nawet tego, co mama zataiła :)

Anonimowy pisze...

Tak mi się skojarzyła jeszcze z tymi testami.
Tylko połowa uczuleń wychodzi w testach. Więc często mam sytuację, że mama mówi, że dziecko kicha i smarczy wiosną, dusi się przy pylącej trawie, ale alergii żadnej nie ma, bo w testach NIE WYSZŁA...
Choć często też jest na odwrót- mama zeznaje, żę dziecko ma alergie na pyłki, trawy, pomidory, truskawiki, orzechy, roztocza, karaluchy itp. Na pytanie czym się to objawia? Niczym, Ale w testach WYSZŁO!
Młoda Kobziarka

lavinka pisze...

Weź nic mi nie mów. Jestem uczulona na jakiś składnik któregoś antybiotyku. Coś na S. I zgubiłam kartkę na której miałam to napisane (ostatni raz trafiłam na ten antybiotyk w liceum, coś na ospę dostałam). Zgubiłam kartkę w połowie studiów. W karcie na ten temat nie ma NIC. A ja nawet nie wiem jak się tego dowiedzieć, bo to wyszło podczas wizyty domowej lekarza ze szpitala. Od tamtej pory 3x zmieniałam przychodnię i w każdej miałam nową kartę. I co ja mam zrobić?

A i ostatnio wbiła mi się o świcie policja do domu, bo lekarz sfałszował receptę na nazwisko mojego brata... lekarz, bo nawet był wpis w karcie o wizycie. Brat nie był w tamtym miesiącu u lekarza w ogóle, bo akurat 100% tego czasu spędził w robocie(na co jest piękny dowód, jako że jest kurierem i śledzi go cały dzień GPS)... co ciekawe to był lek, którego nie mógł przepisać internista, i pewnie dlatego wypłynęło. Ale najpierw podejrzewali mojego brata, nie lekarza... normalnie nóż się w kieszeni otwiera...

Anonimowy pisze...

No właśnie, czym się objawia alergia na karaluchy?
Bo ja, jakem filolożyca, jadłam nawet falafele i inne kebaby i mi nic :-) A nie wierzę, żeby się nigdzie mielony karaluch nie zaplątał ;-P
nika

Anonimowy pisze...

jest jeszcze jeden powód- pacjent często nie wie, że się uczulił np na dany lek. Mieliśmy taki przykład na obozie, dziecko dostało gorączki- telefon do rodziców z informacją, że do lekarza jedziemy, pielęgniarka "obozowa" pyta, czy dziecko uczulone (w karcie informacyjnej dziecka "brak uczuleń"). Mamusia odpowiada, że nigdy nie było problemu z przyjmowaniem leku i że można podać aspirin do picia.
No i się okazało, że organizm nie jest zachwycony tym pomysłem. Dziecko napuchło i dostało wysypki. Po badaniach okazało się, że to jest właśnie wina leku.
W moim przypadku było podobnie; podczas rutynowych badań w szpitalu okazało się, że mam niedoczynność tarczycy. "Dlaczego pani nie powiedziała nam, że ma niedoczynność tarczycy?" -"a mam?" i tak się dowiedziałam :D

doro pisze...

Pięknie mi się zwizualizował brat bliźniak przegryzający pępowinę bratu! ;DDD

Szaman Galicyjski pisze...

Witaj, Abi, po powrocie.
Jest jeszcze jeden rodzaj pacjentów, mianowicie ci, co to sami wiedzą lepiej, co ważne, a co nie. "Uczulony na co jest?" "Nie jest, na nic." Potem ledwo się gostka wyciąga, jak go grabarz już łopatą w d... klepie, a on z pretensjami, "a skąd miałem wiedzieć, że mi to podacie?!"
"Czemu o nad/niedoczynności tarczycy nie powiedziała, ha?" "Bo przecież mi przepuklinę operujecie, a co ma jedno do drugiego?"
W Ukeju dla 50% kobiet cc nie jest operacją, bo operuje się choroby, a ciąża to nie choroba.

abnegat.ltd pisze...

Kobziareczko Mloda - znam takiego alergologa, co to 80 letniej babce zrobil testy skorne (sic). Ku jego nieprzecietnej radosci wokolo "ziemniaka" wykwitla plama, choc nie duza.
- I co bedzie, dochtorze? - zapytala pobladla kobieta.
- Ziemniaki we wtorki, czwartki i soboty! - zarzadzil z moca doktor. Widzac uwielbienie w oczach tej, ktora obdarl na 100 zlotych, dodal bez wahania: -Nie wiecej niz dwa!

Lavinka - nie poradzi nikt. Toz zgaduj zgadula - w ktorej rece ence pence... A ten numer z bratem - dupa sie marszczy. Powinno sie takich batozyc na rynku centralnym, publicznie, w samo poludnie.

Nika - jak na widok karaluch ma sie takie wewnetrzne obrzydzenie - to ja to mam ;)

Anonimie, samo zycie...

Doro, on se sam sobie - te pepowine...

Szaman, wilkommen :) Zasadniczo sluzba zdrowia dzialala by jak dobrze naoliwiony zegarek, gdyby nie ci cholerni pacjenci.

Anonimowy pisze...

"Zasadniczo sluzba zdrowia dzialala by jak dobrze naoliwiony zegarek, gdyby nie ci cholerni pacjenci"
Ooo, niczym u dr House: leczę choroby, pacjenci mi tylko w tym przeszkadzają :D
ruda_

Anonimowy pisze...

Everybody lies! Tez House, i tez sie zgadza :)

abnegat.ltd pisze...

Ruda, musze w koncu tego hałsa zobaczyc...
;)

Anonimie, zgadzam sie pobieznie co do tezy no I. Reszta mnie przerosla. Na usprawiedliwuenie mam 4 rano i butelke rumu.
Hołg.

Edyta pisze...

a ja mam uczulenie, na pęcylinę :D
chwalę się tym na prawo i lewo, bo po pęcylinie (pisownia oryginalna, już nie pamiętam skąd - ubawiła mnie po pachy) nic już nie wynaleziono i tak na wszelki wypadek w drzwiach już komunikuję :)

abnegat.ltd pisze...

Ladne. U nas mowili ancypilina (to o ampicylinie) - taki lokalny zwyczaj :)