środa, 20 października 2010

Na serwetkach

Jak byc najpunktualniejszym? To bardzo proste. Należy wychodzić z domu o tym samym czasie co wszyscy - ale zakładać, że przybedziemy godzinę później. I potem wszem i wobec głosić: Jam to, jedyny, co przed czasem zdążył. Ciekawa sztuczka socjotechniczna, tyle że celowana w przygłupa. Ale może właśnie w tym jest metoda?

Na szczęście toalety pokładowe nadal są za darmo.

Pogoda w Polsce jakaś taka - wyspiarska? Mgły, zimno, szaro-buro... Temperatury też nie najprzyjemniejsze. W dodatku w hotelu padł termostat. Można było wybrac opcje sauna, jakieś +45C i krioterapia, czyli -3C. Dzięki temu zżerają mnie oswojone mikroby, które wnerwione naprzemiennymi extremami porzuciły pakt o nieagresji.

Wesele prawdziwe, z wędlinami z własnego uboju, serniczkiem, śledziem i kotletem. Palce lizać. Jednak najpiękniejszy moment wydarzył się w czasie kazania. I stworzył Pan Bóg człowieka, a potem kobietę, żeby mu pomagała. Obecności feministek nie odnotowano.

Napięty czas - spotkania z przyjaciółmi - i te planowane - i te niespodziewane - a wszystko w biegu, z uczuciem tymczasowości i jakiejś takiej - nierealności.
Powrót i wyspiarska pogoda. Trochę deszczu, trochę słońca, taka prawdziwa jesień. Bez mgieł, czarnych chmur i depresogennych nastrojów. Co ciekawe, zdziwiło mnie uczucie ulgi po powrocie - że z powrotem jesteśmy u siebie. Dziwne. Chyba pierwszy raz odwróciła mi się polaryzacja. Niedługo czas będzie zacząć pisać Tam u Was w kraju.

Obejrzałem sobie Szkło Kontaktowe - ot, przypadek. Ani kocham - ani unikam. I troche mnie zniesmaczył fakt, że pietnujący zachowanie polityków sami zachowali się jak ci, których piętnowali. Zapominając o tragedii rodziny.

Praca - z powrotem jestem na swoim miejscu.
Dobre uczucie.

12 komentarzy:

Nomad_FH pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Nomad_FH pisze...

Witaj z powrotem :) Ostatnio byłem na 2 fajnych ślubach, a może i notkę o tym napiszę - przydałoby się w sumie :D Jedno z nich - to bardziej na bogato - właśnie z rewelacyjnymi wyrobami kiełbaskowymi (swojskimi) w formie szwedzkiego stołu oraz - co mi się bardzo podobało - duże naczynia z gulaszem z kluseczkami - cały czas podgrzewane. Więc - nawet o 5 rano można było spokojnie na ciepło coś przegryźć ;)

(edit, bo nie zauważyłem, że już przecież wrzuciłem cd "afery"z aed :D)

Anonimowy pisze...

Bo widzisz Abi, tam gdzie robota, tam dom ;-))) A telewizorni nie oglądam, więc nie dostaję q...y.
nika

doro pisze...

Im starsza jestem, tym bardziej lubię wesela i różowe suknie druhen ;)

Edyta pisze...

kurczę, fajnie tak "do domu". mi brakuje (nadal) poczucia "domu", pomimo, że mieszkam i żyje tu już 3 lata. (tu znaczy 250 km od "tam"). i tak ani "tu" ani "tam" nie "czuję domu"
coś dużo wyszło mi tych cudzysłowów :)

madziaro pisze...

A ja jakoś jednak nadal tutaj tylko mieszkam, a dom mam w Polsce :). Pewnie to jest spowodowane tym, że mieszkam kątem u teściów, a nie u siebie.
Czy mi się to odczucie "Gdzie jest dom?" kiedyś zmieni? Szczerze mówiąc - nie chciałabym jednak, żebym kiedykolwiek czuła się bardziej w domu w Kanadzie niż w Polsce :), na razie chciałabym się tylko trochę bardziej poczuć "u siebie"

Anonimowy pisze...

I mój dom w PL, tutaj tylko mieszkam...
Ale mi smaka narobiłeś, Abi, kiełbaskami i śledziami, ślinotok mam normalnie. A tu uziemiona jestem na L4 i oglądając sufit, tudzież ściany, żywię się makaronem czekając na wyzdrowienie
ruda_

abnegat.ltd pisze...

Nomad, a flaczki o 2 nad ranem? Mniammmm ;)
AED - zwyciezcow sie nie sadzi... A doktor to dosc typowy krakus niestey. W sensie typowego krakusa doktora a nie krakusa w ogole.

Nika - oni mnie nie tyle wkurwiaja ile smiesza. Facet dmie z zadeciem w kazda mozliwa trabke, byle by byc na przedzie. Tak a'propos, znalazlem taki stary, starenki wywiad z Lepperem (pozytyw posiadania prasy w toalecie i niemieszkania w domu ;), zatytulowany "Cel - prezydentura!". I przypomnialo mi sie uczucie szczerego przerazenia ze to sie moze zdarzyc...

Doro, ja bardziej cenie stoliczek ukryty, flaszeczke, i dlugie Polakow rozmowy. Zazwyczaj bez sensu, ale za to jak sobie mozna poperrorowac...

Edyta, poki co to tak bardziej czuje, zem juz nie "stamtad" a "tutaj" jakos jeszcze nie do konca. Syndrom poprzeszczepienny...

Madziaro - zalezy jakie tescie ;)
A miejsce swoje trzeba miec. Instynkt przynaleznosci musi byc zaspokojony w imie zdrowia psychicznego.

Ruda - nifuroksazyd? Bo cegoj makaron? Chyba ze ta choroba zwie sie bancrutus vulgaris recurrens
;D

Nomad_FH pisze...

Heh Abi - ja z tych dziwnych, co to flaczków nie lubią. Galaretki też. Co więcej - również nie lubię śledzików i grzybków marynowanych :D
Co do flaszeczki - coraz bardziej mi się podoba zwyczaj (ostatnio - dość często na takich bywam), że na weselu (o ile jest to wesele w lokalu z barem) - każdy pije co chce, na zasadzie - bar otwarty. Ew jest wodka weselna, ale jesli ktos nie chce wodki - sa wina i sa np drinki w barze (czesto z granica np do takiej i takiej kwoty za drinka). Dzieki temu jest kulturalnie, mniej osob nap... zmeczonych...

Zadora pisze...

Też się załapałem na wesele i w kontrze podam inny cytat "z księdza".
Na koniec postawił najlepsze wino...i tak objawił swoją moc! :-)

Zadora pisze...

Czy "kana galilejska" to archaiczne, duże naczynie na wino, pierwowzór kanki na mleko?

abnegat.ltd pisze...

Nomad - jakze to tak - bez flaczkow? Flaczki musza byc.

Greg, absolutnie dobry trop. Duza kanka galilejska.