piątek, 11 czerwca 2010

Miting

To jest jak sraczka. Nadchodzi niespodzianie, wywraca człowiekowi życie do góry nogami, a dwa dni później się nie pamięta czy to był sen - czy jawa.

Tym razem coś się stało - nasza firma o-sza-la-ła i zafundowała nam stary dworek wśród zieleni na miejsce spotkania. Gdybym to ja wiedział... Szaman był w pobliżu, można by czas mile spędzić wśród zieleni albo też przy kominku pijąc whisky. Czy co tam by się z torby wyciągnęło. Ponieważ nie wiedziałem - wysiadłem z samochodu parę minut przed rozpoczęciem mając zrobione 190 mil, trzy godziny jazdy, kociokwik we łbie i ból w wiadomo czym.

Zebranie jak zebranie. W zasadzie rodzaj psychoterapii grupowej bez psychoterapeuty. Pogawędziliśmy miło, posłuchali wykładów, zjadłem lanczyk - tu żuchwa kompletnie mi spadła do pasa, bo ostatnim razem dostaliśmy kanapki na papierowych talerzykach, a tym razem dali prawie-że-obiad plus zimny bufecik, bardzo zacny (nawet jajko na twardo było) - i pognałem z powrotem do domu.

Może 380 mil nie brzmi dumnie, ale jak się to przeliczy na ponad 600 km...

Powinienem dostać dodatek TIRowy, czy cóś...

5 komentarzy:

Malutka... pisze...

Powinieneś ;)
Może następnym razem?

Anonimowy pisze...

Na pewno zwrot kosztów za benzynę :-))) A w ogóle, to do czego to podobne, żeby kazać panu dochtorowi tłuc się taki kawał drogi, hę?
nika

Anonimowy pisze...

Czego sie nie robi dla jajek na twardo ;)

Tuki

ewiater pisze...

@Tuki

W taki sposób to się robi te jajka na twardo :D

dworku zazdraszczam

abnegat.ltd pisze...

Malutka, moja manago tego raczej nie przeżyje ;) Ale spróbowac mozna.

Nika - płacą. A że daleko... Szaman na ten przykład ma jeszcze dalej. Ale on mieszka na końcu tej pierońskiej wyspy (emotka machania łapami Szamanowi).

Tuki - no właśnie ;D

Ewiater, dworek sliczny. Następnym raze zostane tam zdecydowanie