czwartek, 19 marca 2009

Intensywna terapia

Tak się jakoś złożyło że nie miał kto jechać do kaszlącej babci. Klnąc na czym świat stoi wlazłem do R-ki i pojechaliśmy w czarna noc. Powód mojego wzburzenia był łatwo wytłumaczalny - na stoliku w dyżurce została sobie pyszna jajecznica na boczku i cebulce. Taka ze ściętym białkiem i płynnym żółtkiem. No po prostu dzieło sztuki. Nic to. Obrócimy raz-dwa to się letnią też zje.

- Stacja, będą szczekać?
- Będą. Zaraz za mostem.
- No to w imię Boże.

Jedziemy, czarno, paskudnie, psa by z budy nie wyrzucił nikt. Jesień. Może ktoś lubi jesienne mgły ale na pewno nie pogotowiarz. Szczególnie jak do tych mgieł pada deszcz i mży mżawka. Przejechaliśmy przez wieś, minęliśmy most, domy dawno się skończyły... Gdzie do cholery ten co miał czekać? A - jest. Co prawda dziwne miejsce trochę, bo chałupy nie widać, ale macha energicznie i jednoznacznie.
- Brywieczór. Gdzie to?
- A tutaj, panie lekarzu. Trza ino bez mostek uważać żeby się nie poślizgnąć bo poręczy nima.
- Będziemy uważać. Daleko?
- Z 300 metrów.
Starym zbójnickim sposobem dodałem jeszcze sto i pomnożyłem przez dwa. Oż w morde.
- A co się dzieje? Bardzo kaszle?
- Jak to - kaszle?
- No tak mam na karcie - że kaszle.
- Aż to matoł (piiii) - wymruczał chłop.-Kobieta się dusi a ten będzie gadał że kaszle.
- Dusi? - upewniłem się na wszelki wypadek i zarządziłem zmontowanie ekipy Szerpów. Czyli zabranie wzystkiego razem z butlą.

Chłop tym razem nie kłamał. Faktycznie było nie więcej niż 300 metrów. Co nie zmienia faktu, że była to droga trudna, śliska, błotnista i wyjątkowo dla ekstremistów. Dobrze że jeansy miałem do prania. Po klapnięciu d.pą w błoto dziwnie się wygląda.

W domu masakra. Babcia staruszka z rozwiniętym obrzękiem płuc. Na szczęście z wysokim ciśnieniem - na szczęście dla niej i dla nas bo to się troszkę łatwiej leczy. Jako że o transporcie mowy nie było, zmontowaliśmy mała IT na miejscu i zalekowaliśmy babcie. Która to już po jakiej godzince tak się poprawiła że zaczęła rokować przeżycie transportu. Wobec czego zapakowaliśmy babcie na wózek, sprzęt na babcie i kroczek za kroczkiem dotuptaliśmy do karetki.

Jajecznice wywaliłem do kosza. Żółtko się ścięło.

27 komentarzy:

madziaro pisze...

uuuu, taką dobrą jajecznicę do kosza :(... No, ok, zimna nie jest dobra. Ale w mojej jajecznicy nic nie ma prawa się ruszać i nie być ściętym :).
a już najgorsza jest taka jajecznica co to między zębami widelca przecieka, brrr

basia.acappella pisze...

A ja nie mam wyrazistych upodobań co do stopnia ścięcia: może być well done, medium or rare, ganz egal - ważne są: cebulka, imbir, boczek, grzybki (maślaki, w ostateczności pieczarki), pomidory, bazylia świeża, pokrzywy kwietniowe, chili...
Nie, nie wszystko naraz - w dobrze przemyślanych i dozowanych kombinacjach...

madziaro pisze...

i żółty ser, a najlepiej oscypek, do tego :D

inessta pisze...

Zimną jajecznicę to można w charakterze omasty na kanapkę. W dzieciństwie to było moje marzenie kanapkowe do szkoły. Długo nie mogłam zrozumieć, dlaczego mama nie chce mi dawać takich kanapek do szkoły, tylko upiera się na te z wędliną. Gdy podrosłam, mama wytłumaczyła mi, że w dzieciństwie miała traumę związaną z tymi kanapkami. Jak było źle z forsą, a było prawie zawsze, to babcia robiła im takie kanapki. A dzieci w szkole zazwyczaj się śmiały, ze tylko bidoki jadają takie kanapki.

Anonimowy pisze...

Anduru:
Właśnie wróciłem z pogotowiarskiego dyżuru i bym z chęcią taką jajecznicę zjadł mniam. Gdzie mam przyjechać?

Anonimowy pisze...

z notek wylania sie nam obraz prawidziwego smakosza ktory jak to smakosz prawdziwy zwraca uwage na szczegoly dla zwyklych smiertelnikow niezauwazalne:P
przyznaje sie ze z uplywem lat i zdobywanych doswiadczen kulinarnych tez dostrzegam u siebie rys smakoszowatosci;) tyle ze czesto to umilowanie szczegolu budzi niezrozumienie w otoczeniu;)
pozdrawiam
I'vena

victorec pisze...

Widzę Abi, że wiesz co to znaczy dobra jajecznica:)

Anonimowy pisze...

Jajecznica na toście- pycha.
Omlet- też smaczny wynalazek :)
Popieram wszystkie w/w wymienione dodatki do nich,nie naraz, oczywiście.

randi

dotty pisze...

Trzeba było komuś oddać o mniej delikatnym podniebieniu a nie tak wywalać. ;P

paniena pisze...

Abi, jak radzisz sobie z angielska wersja z mikrofali, miales juz te (nie)przyjemnosc ? :-)

eee-live pisze...

Abi jak tak można taką pyszną jajecznicę wywalić? ;)
Narobiliście mi apetytu i musiałam iść sobie zrobić :) i teraz obiadu nie zjem :( i w pracy znowu głodna będę.

abnegat.ltd pisze...

Madziaro, a gdzie tam dobra... Taka glutkowato-zimna... Z zastygnietym żółteczkiem... Brrr. Wole ciepłą ;)

Basiu, a co to są pokrzywy kwietniowe? Bo różne rzeczy jadłem, ale tego to raczej nnie :[]

Madziaro - jajecznica z żółtym serem czyli jak zmieścić 6 tysięcy kalorii na jednym talerzu :D

Innesta, ja jakoś takiej jajecznicy to nie. Natomiast na zimno jadam paste/sałatkę z jajek na twardo + cebula + majonez. Znaczy jadałem - jako że kiedys w czasie Świąt Wielkanocnych zearłem wieczorem całą miche czegoś takiego a o 3 nad ranem wylądowałem na izbie przyjęć własnego szpitala (sam pojechałem, własnym samochodem, porzygując sobie radośnie przez okno w czasie jazdy). Od tej poray jakoś mi nie smakują. Znaczy - smakują ale nie aż tak ;D

Anduru, ta jajecznica to poszła do kosza jakieś 5 (?) lat temu... Także szans bladych... Ale to nic trudnego. Boczek pokroić, podsmażyć, cebulkę podsmażyc potem w boczku aż do mniętkości a następnie jaja wbić i mieszać do osiągnięcia pożądanej konsystencji... mniammm.... :)))

I'vena,jam smakosz nad smakosze jest. Jajecznica, boczuś, jaja na twardo... I jeszcze takie kanapeczki ze świeżego chlebka ze smalcem (a w nim skwareczki) :)

Victorec, sam sobie robie :D A ostatnio zacząłem smażyć na tutejszym bekonie - to jest dopiero numer. I robie to w wersji jaja sadzonego z krótką przewrotką :DDD

Randi, ja mam wątpliwości co do tych pokrzyw... Może to jakieś inne są? Albo nie wiem co dobre ;D

Docik, nikt nie chciał. I co był robic/ :[]

Paniena, raz się załapałem na tzw. full belfast breakfest. W czym było: jajko wybełtane, usmażone na beton (to chyba to), "parówka" z paper-mache, podgrzana fasola w sosie pomidorowym i sflaczały grzyb którego jakiś kucharski troglodyta usmażył na OLEJU. Dzizzazzz. Zz-zz.

EL, musisz wtrząchnąć taką dużą jajecznice - to nie będziesz głodna. Albo wziąć sznycelka do torebki ;)

inessta pisze...

Abi, co za dużo to nie zdrowo. Sam tego doświadczyłeś, kwestia umiaru to zadanie na osobny wątek. Co do śniadań angielskich, to nic nie przebije typowego amerykańskiego śniadania w ichnim hotelu : jajecznica z proszku ( całość idealnie żółta)ścięta na mur beton, sok z koncentratu, frytki cięte w kwadracik, ścinki boczku usmażone na kamień, do tego margaryna bez smaku, i dżem. zapomniałam dodać jeszcze tosty z papieru. A deser po śniadanku to słodka bułka z taką zawartością E ileś tam, że żołądek sam wychodzi na spacer.

madziaro pisze...

"Madziaro - jajecznica z żółtym serem czyli jak zmieścić 6 tysięcy kalorii na jednym talerzu :D"

o to to! jeszcze do tego dorzucić bekonik albo szynkę... a du*a rośnie ;)

Anonimowy pisze...

ehhh narobiliście mi smaka taką pyszną jajeczniczką...a ja już nie mam miejsca w brzuszku.
Wróciłam z soru i się nażarłam jak wróbelek ...
Abi, łączę się w bólu...poprzeczytaniu CO jadłeś z tą fasolką . Błeeee.
M

dotty pisze...

Deep fried tosta i tak nic nie przebije (ewentualnie deep fried apple pie). Są ludzie co to jedzą. No i są dzieci w wózkach króre ciumkają frytkę zamiast smoczka.

Za to uzależniłam się od double choco muffins. Dobrze, że u nas tego nie sprzedają (a jak już to takie niedorobione). ;)

Anonimowy pisze...

muffinki czekoladowo-kawowe. Nioh nioh nioh :D ( nie wiem jak zrobić zaślinioną emotkę ).

M

Anonimowy pisze...

a tak wogóle to molestujecie gastrycznie !!!
M

Anonimowy pisze...

hmm ciekawe czemu zjadlam dzis na kolacje...jajecznice;)
I'vena
a wiem - bo dawno nie jadlam;)

abnegat.ltd pisze...

Innesta, jeżeli ktoś jeszcze potrafi do tego wyjaśnić czemu to barbarzyństwo zwie się śniadaniem kontynentalnym - za cholerę nie rozumiem.

Madziaro, plizzzz - ja na diecie staram sie udawac ze jestem - lato idzie... Zupki rzadkie z kapusta, rybki, krewetki z grapefrucikiem... dobre, ale boczek morde z lodówki drze...

M, jak wróbelek??!? Dzizzzz... jak moglas :D

Docik, a almond muffins albo blackberry? Te sa dopiero mniam. Z double esspresso. Pychotek :)))

I'vena, to jest właśnie wpływ niedopowiednich blogów na podświadomosć ;DDD

madziaro pisze...

dla mnie wszystkie muffinki są za słodkie...
zresztą wszystkie desery tutaj są słodkie obrzydliwie :/. a ja bym zjadła taki tort mojej babci, na spirytusiku heheh

Co do śniadań - ja tutaj jak już idę na "śniadanie kontynentalne" to do knajpki niedaleko domu. Knajpka prowadzona chyba przez przez Słoweńców.
Można zjeść dobre śniadanie, jednak nie ma to jak normalna kucharka, która robi śniadanie przy "ludziu".

Też by mi się przydało parę kilo zrzucić do lata, bo to wesele szwagra w czerwcu... ale do tego trzeba się zmobilizować ;)

Anonimowy pisze...

Abi, no wróbelki jedzą tyle ile ważą :E
a ja z dietą w drugą stronę, dążę do wagi worka ziemniaków...
M

eee-live pisze...

Abi żeby to tak można było się najeść na zapas ;) Ale właśnie zjadłam obiad :) A co jak nie dałam rady przed pracą to trzeba było nadrobić ;)
A pasta z jajek mniammm :) Nadal uwielbiam, a jeszcze jak zamiast cebulki dodam świeżutki szczypiorek z przydomowego ogródka (jak tylko urośnie) to już niebo w gębie :)

dotty pisze...

Ja tylko do podwójnie czekoladowych mam słabość. Doskonale pamiętam smak i nikt mnie innym ciastem (nie lubię generalnie) nie zmyli.

Jajecznicę w twej wersji też lubię. U mnie jest to jednak bardziej cebula z dodatkiem kiełbasy i jajek. ;)

abnegat.ltd pisze...

No i tak. Sie zjadlosie grapefrucika. A sie mowi sie o jakach na boczku.
Burczy mi w brzuchu.

Milej nocy zycze ;)

Abnegat

basia.acappella pisze...

Pokrzywy - zarys monograficzny ;D

Kwietniowe bo wtedy najwartościowsze.

Zbieram wierzchołki (w pewnych mcach bo metale ciężkie z jednej a ślady psio-organiczne w innych) - -przeglądam płuczę i obsuszam w 'cyklotronie' do osuszania liści sałaty (chyba, że mca super-pewne)
-upycham w woreczku (np. po mleku; albo oryginalnym jakimś)
-wiążę/gumkuję; wrzucam do zamrażarki

Jak mam ochotę albo gości (kilka osób bardzo lubi) - oliwa i wyciśnięty czosnek na patelnię; woreczek pokrzyw - prosto z zamrażary - pociąć, wrzucić na rozgrzany tłuszcz i to jest sposób bazowy, identycznie, jak szpinak (+sól, pieprz, pieczarki, kukurydza, chili, etc., etc.)

To się nadaje do dodania do jajecznicy, omletów, wszelakich zapiekanek stylu hiszpańskiego, do pizzy też, jako do sosu typu szpinak-pieczarki-parmezan-śmietana do spaghetti, do krokietów zwanych w Albionie perfidnym jako spring rolls albo do bardziej zwyczajnych naleśników, do wmieszania do pieczeni rzymskiej, albo jako atrakcja środka przekroju pasztetu wieprzowego (do delikatnego drobiowego mniej).

Mają mnóstwo żelaziwa, witamin (C) i czegoś-tam jeszcze.
Na wiosnę często jem po prostu na lunch w wersji podstawowej, saute na oliwie, z czosnkiem, przyprawami, posypane parmezanem i prażonymi otrębami - prawie jak ulubiony przysmak kurczątek Babci! :D))))))))

abnegat.ltd pisze...

...ale numer ... :O :D

W zasadzie gdyby nie czosneczek i oliwa to mozna by pomyśleć o przepisie babuni na pasze dla przychówku :DDD

Znaczy - topiki same zbierać? Nie wiem gdzie ja tu pokrzywy znajde - bo kwiecień niedaleko. Popytam miejscowych. Tylko co ja im powiem? Trza bedzie nałgać o jakowyms chomiku co ma podagre...