sobota, 21 marca 2009

Day Case Unit

Założenie jest bardzo proste. Mianowicie bierze się tych pacjentów którzy mogą bezpiecznie leżeć we własnym łóżku po zabiegu i się ich operuje z rana. A kilka godzin później wywala do chałupy. Odpada problem służby nocnej i wszelkich wydatków ze spaniem związanych.

...Pan Bóg wymyślił jogging a Szatan pilota do telewizora...

Początki były bardzo restrykcyjne. Pacjent musiał być ganz zdrowy. Jak przysłowiowy rydz - czego nie rozumiem bo ten zawsze ma robaczka albo jest nadgryziony przez ślimaka. Poza tym musiał być młody. Staruch, wiadomo - nadmie się nieodpowiednio, pęknie mu coś w głowie i warzywo gotowe. Do tego nie mógł być gruby. Jedynie pacjenci z BMI poniżej 30 łapali się do zabiegów dnia jednego.

Podsumujmy - musieli to być ludzie piękni, młodzi i zdrowi.

Z definicji widać że ktoś zgłupiał do reszty - toż to prędzej się spotka na AM dziewicę niż w szpitalu zdrowego. Zaczęto więc rozszerzać nieco restrykcyjne warunki. Najpierw stwierdzono że niekoniecznie pacjent musi być taki zdrowy. Ostatecznie z 6 stopni skali ASA - gdzie P1 to rzeczony zdrowy osobnik a P6 to dawca narządów - zakwalifikowano do zabiegów w DCU pierwsze 3 poziomy. Następnie zaczęto przesuwać granice BMI. Ponieważ w normie - czyli 20-25 - mieści się parę utuczonych wieszaków z wybiegów oraz wąsko-arystokratyczna grupa zdrowo żyjących sportowców-masochistów, pomalutku naciągnięto ten punkt do 40. Żeby uświadomić sobie jakie potwory mogą być dziś operowane w DCU, trzeba sobie wyobrazić kobietę 170 cm wzrostu o masie 116 kg. Albo tucznika 185 cm z wagą 137 kilogramów.
Najdłużej bronił się bastion wieku. Ale za to poległ z wielkim hukiem - jako że dzisiaj nie ma ograniczenia wcale. Dziwne? Dziwne. Wszystko zależy od zdrowego rozsądku anestezjologa. Czy też od jego ułańskiej fantazji. Jak komu wpadnie do łba zoperować 120 letniego dziadka z Alzheimerem, choroba niedokrwienna serca, POChP, 3 stopniem niewydolności nerek i zanokcicą - droga wolna. Zawsze można tak sobie parametry ustawić żeby rzeczony dziadzio zmieścił się w ASA P3.

Póki obowiązywały restrykcyjne warunki, DCU było rajem anestezjologicznym. Zwalało się wszystko co chirurg - niemota próbował wcisnąć na listę i oddawało się wyczerpującym zajęciom picia kawy i czytania Pani Domu z poczekalni dla pacjentów. Dla ambitnych było nawet sudoku.

...ale wszystko co dobre...

Nastały czasy ponure. Chirurg przyjmuje teraz do zabiegu wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka. Hitem ostatnio była pani przywieziona na wózku inwalidzkim, głucha jak pień, która miała zdrowe włosy. To bardzo ważne, te włosy - bo całą resztę miała chorą.

Dzisiaj trafił się 71 letni miły pan starszy z astmą (mild), nadciśnieniem (umiarkowanym), chorobą wieńcową serca (stabilną) i cukrzycą (dobrze kontrolowaną). Jako że miałem nastrój bojowy, miast zwalić dziadka z zabiegu - nie dość że uśpiłem to jeszcze obudziłem po operacji. Ludzki pan. I wszystko by było dobrze, tylko chirurgowi chyba pękła jakaś pierdząca żyłka w głowie bo - wiedząc o tym wcześniej - zoperował przepuklinę prostą która mogła by się przytrafić mamutowi. Albo waleniowi w ciąży. Dziadek wyjechał poharatany jak nieboskie stworzenie. Co zrobił chirurg? Utwierdził pacjenta że zabieg się udał i poszedł w tak zwane pizdu - a ja się zacząłem zastanawiać co jeszcze można dać pacjentowi wyjącemu z bólu ale tak by go nie zdenerwować - bo cie spali i zje. Znaczy tfu - tak by go nie uśpić powtórnie. Żeby mieć czyste sumienie chciałem pana starszego wyekspediować na oddział, ale się zaparł że do domu jedzie, więc naszprycowany - jak, nie przymierzając, tort Cioci Irenki koniaczkiem - pojechał do domu 8 godzin po zabiegu. Ciekawe o której zadzwoni... Z moich wyliczeń wypada 4 rano.

Pan Bóg wymyślił anestezję żeby leniwe doktory mogły sobie pić spokojnie kawę w czasie zabiegu. A Szatan zabrał chirurgom zdrowy rozsądek, natchnął ich heroicznym szaleństwem - i tak zniszczył spokój biednych anestezjologów.

16 komentarzy:

inessta pisze...

No cóż, zdrowy rozsądek to rzecz częsta jak zdrowy pacjent w szpitalu. Ja ostatnio walczę z plagą oznaczania grupy krwi u małych dzieci. Zazwyczaj mamuśki twierdzą, że chciałyby wiedzieć, znać grupę krwi dziecka. Ja się pytam po co?

kiciaf pisze...

Abi, chyba brakuje ci adrenaliny z pogotowia. No to masz...

Krzysztof Lis pisze...

@inessta: bo chcą wiedzieć, czy to dziecko ich męża, czy kochanka.

dotty pisze...

20-25 BMI to wieszak? Jakoś nie widzę po sobie.
Abnegat sam na siebie bat kręcisz. Dzisiaj taki dziadek a jutro chirurg zapyta czemu innego by nie można naprawić.

Anonimowy pisze...

siwetne
Abi znowu w najwyzszej formie
brawo

Obom

Anonimowy pisze...

@INNESTIA:

Czemu ?? Ostatnio rozmawiałem z matka małego dziecka która się skarżyła że w szpitalu nie chcą oznaczyć grupy krwi. Próbowałem wymyślać jakieś sensowne przeciwwskazania, ale w sumie nic nie znalazłem, może oprócz tego ze to jest dodatkowy, niepotrzebny koszt...

pozdr
student leku

abnegat.ltd pisze...

Innesta, to i tak lepiej ze mamusia. A jak tatus? I awantura potem pewna :D

Kiciaf, sam nie wiem. Ale czasem dobrze jest zawalczyc - i wygrac.

Krzysztofie, no wlasnie. Pytanie brzmi - czy ja na pewno za wlasciwego wyszlam....

Docik, toz napisalem ze 20-25 to UTUCZONY wieszak (ktory zazwyczaj ma 16-18). A z tym chirurgiem masz racje - do dobrego latwo sie przywyczaic :D Raz mi sie spieszylo i zrobilem full liste - 6 zabiegow - w 3/4 czasu. I co? Na nastepny tydzien na liscie bylo 8. I tak jest do tej pory :/

Obom, daj spokój bo sie zepsuje jeszcze i co bedzie... ;)

Student Leku, bo to zasadniczo jednak trauma dla dziecka, koszt - a w zasadzie badania maja cos wnosic do diagnostyki badz kontroli leczenia. A nie zaspokajac ciekwosc mamusi. Na dodatek jak trzeba bedzie w przyszlosci dziecku krew toczyc to i tak sie mu grupe oznaczy ponownie. Tak bym na to patrzyl.

abnegat.ltd pisze...

Kiciaf, ja to napisalem tak jak bym ryzykowal zyciem czy zdrowiem pacjenta. To nie tak - pacjent ma zwiekszone ryzyko wystapienia pewnych powiklan z racji swojego wieku czy chorob towarzyszacych - ale to ryzyko poniesie zawsze i wszedzie.
Trzeba odpowiedziac na pytanie czy zabieg - mimo powyzszego ryzyka - da mu poprawe jakosci zycia i czy operacja w oddziale calodobowym zmieni cos w poziomie ryzyka. Jezeli nie - jedynym punktem warunkujacym wykonanie zabiegu w DCU jest oszacowanie wystapienia powiklan wymuszajacych transport na oddzial calodobowy. Ot i taka to zagadka.

inessta pisze...

ja tak łatwo nie odpuszczam. Zazwyczaj pytam czy to do ustalenia ojcostwa, czy tylko widzimisię mamuśki. W odróżnieniu od matek, mnie jest po prostu żal tych maluchów, gdy muszę im tą igłę w żyłę wsadzić. Nie dość, że to dla dziecka ból i stres to i mało komfortowe badanie. Najczęściej mówię że sam wynik do niczego nie jest potrzebny. Gdy dziecko trafia do szpitala, przed zabiegiem i tak oznaczają grupę krwi. Argumenty: bo ja chcę wiedzieć, do mnie nie trafiają.

eee-live pisze...

Abi wszystko super ale tym BMI to mnie trochę zaskoczyłeś. Jakoś nie widzę się ani w utuczonych wieszakach ani w grupie sportowców-masochistów ;) No ale jakoś Ci wybaczę :)

abnegat.ltd pisze...

W zasadzie w tym zakresie miesci się jeszcze kilka osobników rodzaju drugiego - aleto wyjątki. Idziemy w kierunku zwyrodniałego piekła konsumpcji - niedługo jedynie ludzie chorzy będą chudzi. Określenie "kształt rubensowski" nabierze odcień delikatnej kruszynki...

Paweł pisze...

Czy tam nie mają NFZ? Chmary urzędasów, którzy z nudów wymyślają kryteria? ( bo ile można grać we FreeCell). U nas w szpitalu trzeba leżeć 5 dni(bo podobno wtedy dopiero NFZ coś tam dodatkowo zwraca). Migrena 5 dni, coś tam w ciąży 5 dni, zszycie ścięgien pod kciukiem 5 dni... - to autentyczne przypadki mojej rodziny z ostatnich kilku miesięcy. Mi usuwali gradówkę systemie jednodniowym... ale to był wyjątek - program operacji jednodniowych w klinice nadzorowała zona Dyrektora, więc sami rozumiecie. Tylko jaka z tego konkluzja... . Że banda nieudaczników z NFZ się sprawdza? Coś nie tak... .
Pozdrawiam wiosennie Paweł

Anonimowy pisze...

Ok, dotarło. Dziękuje :)

pozdrawiam

abnegat.ltd pisze...

Pawle, a czy banda urzędników sprawdziła się - gdziekolwiek? ;)

Anonimowy pisze...

Odnośnie ostatniego akapitu: hm, no to rzeczywiście :/

randi

Anonimowy pisze...

Niezle mnie przestraszyles, mam w krotce isc na zabieg z uspieniem do Guy's Hospital, po ostanich badaniach w tymze szpitalu, nie mam ochoty tam wracac...