wtorek, 25 listopada 2008

Dusi go

Przyjezdzajcie szybko bo go strasznie dusi.
To dopiero jest wezwanie - zagadka. Mozna sie spodziwac wszystkiego.

Dojazd moze pieciominutowy, blokowisko, na parterze.
Jest taki moment po wejsciu do domu kiedy wewnetrzny przelozony wydaje rozkaz "Rozladuj". Widzisz ze nic groznego sie nie dzieje, pacjena trzeba zbadac i zaopatrzyc, czasem przewiezc na IP, ale bezposredniego zagrozenia zycia nie widac. Tak bylo tym razem.

Na lozku siedzi wielki chlop kolo 40 lat, klata ustawiona w pozycji wdechowej i zipi. Czerstwy i rumiany. Przylozylem sluchawki - wszystkie rzezenia produkuje na wydechu z krtani. Znaczy - dobrze jest. Wykluczywszy stany patologiczne krtani - symulant albo zluzowana piata klepka. Przechodzimy do fazy drugiej procesu diagnostycznego.

- Od kiedy duszno?
- A bedzie juz 6 miesiac - odpowiedzial plynnie i dzwiecznie jednym zdaniem co zdecydowanie wyklucza prawdziwa dusznosc krtaniowa w stopniu zaprezentowanym poprzednio.
- Caly czas tak samo?
- Czasem to nawet gorzej.
- A kiedy najgorzej?
- Jak spie na plecach.
- I co pomaga?
- Nic. Leki jem jak mi przepisali, fukawki fukam, ale to niewiele mi robi. Musze wstac i na balkon wyjsc, to wtedy mi lepiej.

Faza trzecia: apteczka domowa. W worku z lekami znajdowalo sie wszystko co na astme pomoc moze. Inhalatory roznej masci, ktore lud zwie wziewkami albo fukawkami. Niektore z nich dublujace zawartosc. Tabletki, w tym trzy rozne preparaty teofiliny, sterydy i jeden beta- bloker. To ze ktos chcial otruc goscia teofilina to jeszcze przelknalem, ale zeby odrazu zabijac?? Beta- bloker przy astmie???
- Panie, a kto to panu zapisal?
- Te mam od osrodkowego, te z Izby, te z pogotowia a te - tu wskazal na b-bloker - od kolegi - podzielil szybko caly dobytek na kupki.
Ulzylo mi. Moje podejrzenie, ze ktos ze sluzby zdrowia chcial wyslac upierdliwego pacjenta na tamten swiat, okazaly sie calkowicie chybione.

Faza czwarta - diagnoza.
- Masz pan nerwice.
- Co pan k. czuba chcesz ze mnie zrobic?
- Nie. Problem nie tyle jest grozny ile paskudny, ale wyleczalny. Manifestacja somatyczna nerwicy bla bla bla - najwazniejsze w tym momencie to pelny profesjonalizm, przekonanie wewnetrzne o pelnionej misji i szczere spojrzenie w oczy. Zadnych unikow i omijania tematu.
- Tak pan mowisz? I co, do wariatow pojade?
- Nie. Dostanie pan zastrzyk, a jutro pojdzie pan do PZP z moja karta informacyjna i poprosi o spotkanie z psychiatra.
Szczesliwy moze nie byl ale udalo mi sie go przekonanc. Czasem odnosze wrazenie ze ludzie wola sie dowiedziec ze maja raka niz ze sie im w glowie cos popierniczylo.

Faza piata - leczenie. Tutaj wykorzystuje pewna wlasciwosc Relanium - podane domiesniowo wchlania sie baardzo wolno co gwarantuje brak jakichkolwiek problemow spowodowanych jego wysokim poziomem we krwi. O dziwo, zastrzyk zniosl nad podziw dobrze. Troche aaaaa przez zacisniete zeby - co raczej brzmi jak ghryyyy - i po krzyku.

Faza szosta - ewakuacja. Trzeba napisac papiery, karte informacyjna, skierowanie do PZP i wykorzystujac zmieszanie pacjenta ostatnia porada, stlenic sie z wdziekiem. Kazalem mu pooddychac swiezym powietrzem przed zasnieciem podczas krotkiego spacerku wokol bloku i dalismy noge.

Na drugi dzien zbudzila mnie dyspozytorka z informacja ze ktos z wczorajszych pacjentow czeka na mnie. Hm. Nikogo nie odsylalem na rano - co do cholery. Obsobaczyc mnie ktos chce o 6.30? Chyba mu zycie niemile... Na dole siedzial moj znerwicowany pacjent z najszerszym z mozliwych usmiechow i flaszka w reklamowce. Przyszedl podziekowac za pierwsza od szesciu miesiecy noc przespana bez dusznosci.

26 komentarzy:

carolinna pisze...

jak miło :))))

Zadora pisze...

przez 3 miesiące źle zdiagnozowane i żle zaopatrywane, z zapalenia oskrzeli rozwija się zapalenie mięśnia sercowego. Wreszcie właściwa diagnoza po Holterze. Gość trafia do szpitala właściwie w fazie wyjściowej. Zawdzięcza życie a na pewno zdrowie temu, że uprawiał sport i serducho miał jak dzwon i przetrzymało. Samo cholera bo te wszystkie leki, które dawali mu w ciemno mimo, że uparcie prosił o antybiogram to chyba tylko obciążenie było. Tydzień szpitala, antybiogramowo dobrane leki, później ambulatoryjnie. Serce wraca do właściwej funkcji i rozmiaru. Po 2 latach leki do odstawienia. Tylko od tamtej pory dusi go regularnie. Co tydzień, dwa idzie spać, zaczyna świszczeć, z trudem łapie oddech. Ledwo odksztusza cholernie gęsty śluz. Na granicy uduszenia 2-3 godziny. Doktory skupione na głównej sprawie nie zwracają uwagi na zgłaszane przez gościa dolegliwości. Mija kilka lat takiej mordęgi. Gość ma dość. Najpierw próbuje zlecić gdziekolwiek antybiogram. Kucha, nie da się. Od kolegi usłyszał o mocnym antybiotyku - Sumamed mu było. Kupuje, bierze i nowo narodzony. Już myślał, że astma albo jekieś cholerne alergie. 3 tabletki przywróciły pełną jakość życia. Po 4 latach mordęgi. Co pan powiesz na taką kurację? Nie ma duszności, jak ręką odjął!

Anonimowy pisze...

Rozumiem faceta.

Rok nieprzespanych nocy przez zatoki mam za sobą. Też pomógł silny antybiotyk.

kiciaf

abnegat.ltd pisze...

Carolinna, a jaki on byl mily o poranku :) To akurat trudne do zdiagnozowania nie bylo, co mnie zastanawialo to ta kupa lekow w reklamowce i brak jakiejkolwiek mysli ze moze facet ma cos innego? Toz dusznosc jest bardzo subiektywnym i niemierzalnym objawem, a facet w sumie caly uklad oddechowy mial zdrowy.

Agregat, bledy lekarzy kryje ziemia - chyba ze nie zdazy. Wtedy daja one zyc prawnikom ;)

abnegat.ltd pisze...

Kiciaf, a na zatoki to nurkowanie pomaga. Jak sie napcha powietrza do zatok idac w dol, jak to sie potem zaczyna rozprezac - daruje wam opis co mi z zatoki wylecialo. Przez kilka lat spokoj mialem. A ze teraz nie ma czasu na nury to znowu przy kichaniu gada czuje.

Nie ma to jak wysokie cisnienie w zatoce i wysokie cisnienie parcjalne tlenu we krwi :D

Zadora pisze...

@Abnegat
powiedz, jeśli wiesz, czemu w Polsce nie robi się antybiogramów. Mój przykład ze szwedzkiej przychodni. Coć mnie dopadło, ledwo zipię. Lekarz bada, prosi nursa, wymaz z gardła, pół godziny czekania i jest wynik - wirus. Nic wiącej nie trzeba tylko stwierdzić najpierw wirus to czy bakteria. Na to wystarczy pół godziny w szwedzkiej przychodni na pocz. lat 90-tych. I nie dostaję antybiotyku tylko osłonowe i wyro. Po 2 dniach jestem OK.
W Polsce za pieniądze w spółdzielni stwierdzenie czy wirus czy bakteria zabiera cały tydzień!!! W przychodni nie masz co o tym marzyć i nikt tego nie zleci. Takie tanie narzędzie diagnostyki w takiej cholernej pogardzie systemu zdrowia? Ile mniej antybiotyków ludzie by brali? A jak duża infekcja, to nawet tydzień czekania na wyniki posiewu jest tego warte bo wiadomo jakie bakterie i jaki antybiotyk najbardziej je tępi. I nie ma co narzekać, że pacjenci przerywają kuracje antybiotykowe albo ich nie biorą. Jeśli wiadomo, że rozdawane są bez wyczucia i umiaru to ludzie nie chcą ich brać. Jakby taki jeden z drugim zobaczył na własne oczy wynik antybiogramu: taka barteria, tym w nią walić bo skutkuje, lekarz każe 5 dni regularnie. Każdy by brał ile trzeba i jak trzeba. Pieniądze służby zdrowia nie idą tam gdzie to potrzebne. Sami dzęki temu chodujemy szczepy oporne waląc w nie czym popadnie. Jak ruski saper, co tupie nogą przed sobą. Nie trafi - przeżyje, tupnie źle to wyleci w powietrze. A pole minowe gęste, jedne miny przeciwpiechotne a inne przeciwczołgowe i saper po nich przejdzie. I tylko on!

abnegat.ltd pisze...

Agregat, musze przyznac ze nie widzialem zeby ktos spoza sluzby zdrowia byl tak swiadomy problemow zwiazanych z antybiotykoterapia.

Jak oni to robili w Szwecji - nie wiem. Prawdopodobnie w preparacie bezposrednim nie stwierdzili zadnych bakterii wiec Cie leczyli na infekcje wirusowa. Klasyczny bakteriogram troche schodzi. bakterie trzeba wysiac, sprawdzic wokol jakich krazkow antybiotykowych rosna a wokol jakich nie.
Czy sa jakies szybsze techniki, tego nie wiem. Morfeusz moze zagladnie to cos wiecej powie.

Anonimowy pisze...

@abnegat - dzięki za poradę. Wszyscy mówią,że jak sie ma problemy z zatokami to nie wolno nurkować. A ja teraz to będe mówić, że mi lekarz zalecił nurki. Ale na sfinansowanie przez NFZ to raczej nie mam co liczyć. (:
Poeksperymentuje na wiosnę, bo teraz to jadę je raczej doprawić. :)
kiciaf

abnegat.ltd pisze...

Kiciaf, jezeli masz calkowicie niedrozne ujscia zatok to nie zejdziesz ponizej 2 metra bo Ci bol rozsadzi czaszke. Ale jak sa, to zafundujesz sobie cisnieniowa wentylacje. I zeby nie bylo- zanim zaczniesz, idz do lekarza co sie zna na nurkowaniu :[]

Anonimowy pisze...

Nie martw się Abnegacie, już kilka razy schodziłam trochę niżej i było OK. Teraz to one są już cacy w porównaniu do tego co było. :)

kiciaf

abnegat.ltd pisze...

Czyli - zadzialalo :) Trzeba rozpropagowac baroterapie (czyli leczenie w barze) jak remedium na zapalone zatoki.

basia.acappella pisze...

Śliczne!

I przyjemnie (=inspirująco) sobie poczytać o tych wszystkich terapiach... zwłaszcza baro- ;/

River pisze...

witam! :)
ja tutaj pierwszy raz :) ale będę częściej zaglądał bo naprawdę świetny blog :)
- mam jeszcze takie pytanko, bo nie zdążyłem jeszcze doczytać, Abnegat Ty już po specjalizacji czy jeszcze w trakcie :)

Zadora pisze...

Abnegat cały czas się specjalizuje tylko spektrum dziedzin ma szerokie!
Dobre sobie leczenie zatok . Po dwóch tygodniach w zatoce puckiej przy temp. wody ok 14 (a my po parę godzin w wodzie - młode ratowniki na kursie) wróciłem z takim zapaleniem zatok że i punkcje były i penicylina w dupę i cały ten szał. Od tamtej pory czapkę noszę bez ponaglania zsuniętą nad same brwi. Ale w ABC schodziłem ile się dało i spoko, czyli drożne. Nic nie leczy lepiej kataru niż chlorowana woda basenu przy prawidłowym oddychaniu, wdech ustami wydech nosem tak ze 2 godziny! ;))

Anonimowy pisze...

zadora - to samo. Czapeczka na oczka, szaliczek oraz rekawiczki (bo sobie kiedys w gorach deczko przemrozilam lapki).
Kiciaf

abnegat.ltd pisze...

Basiu, baroterapia to moja ulubiona jest :)

Witaj, River. Ja juz po. Te opowiesci to z czasow pogotowianych - w sumie ponad 10 lat sie obijalem w karetkach tak ze troche tego bedzie ;)

Agregat, ja nie daje rady. Po chlorze rzeklbym regularnie mnie napierniczaja zatoki. Okropienstwo.
Z ABC mam problem bo tam sie szybko schodzi na dol - a pierwsze metry daja najwieksze wzgledne zmiany cisnienia. Jakos nie naumialem sie szybko przzedmuchiwac ;)

Kiciaf, czyzby pozostalosci z czasow "chmurnych i durnych" gdy "na zlosc mamie odmroze sobie uszka?" ;)))

eee-live pisze...

Odnośnie zatok i kataru. To ja mam tak przez cały rok :( ostatnio stwierdzili że to alergiczne. Jestem ciekawa co pyli przez cały rok.

abnegat.ltd pisze...

EL, to nie musi pylic. Moga byc grzyby, srodki chemiczne (farby, proszki), roztocza i cala masa innego badziewia.

eee-live pisze...

Abnegat wiem ale miałam robione testy i wyszło że jestem uczulona właśnie na pyłki roślinne. Nic nie wykazało jeśli chodzi o roztocza, grzyby i tego typu świństwo. :)
Ale po 7 latach można się do tego przyzwyczaić ;)

Anonimowy pisze...

Abnegacie - te czasy może były trochę durne, ale chmurne to na pewno nie. :)))

Anonimowy pisze...

To byłam ja
kiciaf

eee-live pisze...

Kiciaf chyba każdy z nas ma swoje durne lata ;) Ja miała tak z 6 lub 7 lat temu, ale dzięki temu poznałam mojego męża :D

River pisze...

aha, no teraz doczytałem w pierwszej notce, że anestezjologiem jesteś :))

a opowieści pogotowiane bardzo ciekawe :) mam nadzieję, że masz jeszcze ich sporo 'w rękawie' i pewnie tak jest bo 10 lat to faktycznie sporo :)
w sumie lekarze po "specce" też często dorabiają w pogotowiu, więc dlatego pytałem:))

pozdrawiam!!

abnegat.ltd pisze...

River, ja teraz dla kapitalisty robie wiec - niestety :D - na pogotowiu nie pracuje. I z przerazeniem skonstatowalem ostatnio ze mi tego BRAKUJE :DDD

A tak serio- zawsze to lubilem. Choc nie ukrywam ze byl to glownie sposob na zarobienie pieniedzy.

Morfeusz pisze...

jak ja się cieszę, że nie muszę jeździć w pogotowiu dla zarobku :P

no ale i tak mnie wsadzą w karetkę za rok - już mnie tym opiekun specjalizacji straszy ;]

abnegat.ltd pisze...

...a ja bym wsiadl...
...tak chociaz z raz na tydzien...